1 września 2026
Demony atakują /1
GNOZA
Grecy byli mądrymi ludźmi. Dlatego uprawiali filozofię. Poszukiwali arche – początku i zasady. Potem badali także przyczyny i skutki. Odkryli w ten sposób cztery żywioły, które stanowiły naturalny początek świata przyrody. Dzisiaj wiemy, że do powstania przyrodniczego życia konieczna jest obecność wszystkich czterech żywiołów razem.
Greccy filozofowie poznawali,
badali i rozważali to, co realne. Mieli jakąś wielką pokorę wobec
rzeczywistości. Chcieli po prostu ją poznać i zrozumieć. Nie wymyślali żadnych
głupot ani bzdur. Mocno trzymali się realności, którą chcieli jak najlepiej
poznać i opisać. Grecy wierzyli w rzeczywistość, a nie w ludzkie myślenie.
Umiejętności twórcze pozostawiali na boku przyznając im pomniejszą rangę.
Filozofia była u nich teorią rzeczywistości, a nie twórczością artystyczną lub
pomysłami literackimi. Pomimo więc, że same teorie filozoficzne były różne, a
nawet przeciwstawne, to jednak one wszystkie starały się ujmować i przedstawiać
to, co realne, czyli prawdziwe i dobre dla człowieka.
Dlatego filozofia grecka
obroniła się przed popadnięciem w gnozę. Dopiero okres hellenistyczny, a potem
rzymski, przyniósł pomieszanie kultury, wierzeń religijnych i misteriów. I
wtedy pojawiły się koncepcje gnostyckie, które zamieniły umysłowe poznanie na
wymyślone opinie i domniemania. Gnoza (gnosis) posługuje się wyłącznie ludzkim
myśleniem. Jest to wiedza oparta na samym myśleniu, czyli taka pozorna wiedza,
a nie wiedza teoretyczna (naukowa) oparta na poznaniu umysłowym (noesis).
Dlatego gnosis przeciwstawia się noesis. Filozofia jest oparta na noesis, na
poznaniu umysłowym, które jednak nie utożsamia się z myśleniem. Gnoza zrodziła
się z ludzkiego myślenia, kiedy już zaczęła podupadać sama filozofia. Gdy
zanika filozofia jako prawdziwa mądrość, wtedy wypływają na wierzch pomysły
gnostyckie. Ta wymyślona wiedza przybiera często postać wiedzy o charakterze
tajemnym. Skoro nasze myślenie nie potrafi ukazać prawdy, to próbuje się
skrywać w mrokach tajemnicy. Taka prosta socjotechnika. Jeśli nam się wydaje,
że nie umiemy czegoś poznać, to nazywamy to tajemnicą i zaczynamy tworzyć wokół
tej tajemnicy przeróżne pomysły. Dziś nazywa się to teorią spiskową
rzeczywistości.
Gnoza odwołuje się jedynie do
naszego myślenia, które powstaje z negacji rzeczywistości i realności. Dlatego
gnoza jest przeciwieństwem filozofii i pragnie zwalczać wszelką realistyczną
wiedzę. Gnoza wymyśla własne anty-teorie i anty-koncepcje. Sięga aż do
zakamarków ludzkiego umysłu, eksploruje świadomość, podświadomość oraz nadświadomość.
Dzięki temu zdobywa czasami dostęp do demonicznych pomysłów Pierwszego Umysłu
Myślącego (PUM-a). Zaczyna wtedy odlatywać w świat demonów czerpiąc stamtąd jak
najgorsze pomysły. Potocznie nazywa się to okultyzmem, wiedzą tajemną lub po
prostu magią. To są jednak wyłącznie bezsensowne pomysły naszej świadomości.
Ale jest to zarazem odrzucenie i zaprzeczenie naszej osobowej realności, która
łączy nas z Bogiem. Demoniczna gnoza wiąże ludzką świadomość z transcendentalną
świadomością Pierwszego Umysłu Myślącego, który jest odpowiedzialny za początek
materialnej rzeczywistości.
Mamy więc filozofię, która
stanowi przykład wiedzy rozumiejącej. Wiedza rozumiejąca jest oparta na
poznawczej mocy naszego umysłu (czyli intelektu), którą on czerpie ze słowa
prawdy. Takie poznanie umysłowe pozwala nam przeniknąć realność i odkryć
wewnętrzne zasady oraz również zewnętrzne przyczyny. W ten sposób powstaje
wiedza metafizyczna ujmująca zasady i przyczyny rzeczywistości, co pozwala nam
na zrozumienie samej realności. Filozofia jest bowiem wiedzą rozumiejącą.
Natomiast nauki przyrodnicze,
które w dobie nowożytnej wyodrębniły się z filozofii, opierają się na wiedzy
opisowej. Wiedza przyrodnicza powstaje w oparciu o informacje zmysłowe (dane
zmysłowe) poszerzone o coraz bardziej skomplikowaną aparaturę pomiarową. Na
początku tworzenia wiedzy empirycznej odwoływano się jedynie do doświadczenia
zmysłowego. Tak było w przypadku Bacona, Locke’a czy Hume’a. Ale z czasem
rozwijano różne narzędzia, które wspomagają nasze zmysły w przekazywaniu
informacji o świecie przyrody. Dzisiaj mamy już bardzo rozległą wiedzę
przyrodniczą, zarówno o mikroświecie jak i o makroświecie. Ta wiedza przybiera
charakter opisowy (podążając za Hume’em) wyrzekając się analiz
przyczynowo-skutkowych. Tego typu wiedza jest wykorzystywana przede wszystkim
do tworzenia nowoczesnych rozwiązań technicznych, które mają za zadanie
ulepszanie naszego codziennego życia.
W tradycji europejskiej
pojawiła się jeszcze jedna postać wiedzy, jaką była i nadal jest gnoza. Gnoza
stanowi wiedzę pomyślaną przez człowieka. Jest to wiedza oparta na samym
myśleniu, zarówno bez odwoływania się do poznania zmysłowego jak i umysłowego.
Filozofia zarzucała tego typu wiedzy idealizm poznawczy. Jednak wiedza
gnostyczna ma zupełnie inny charakter. To nie jest idealizm typu heglowskiego,
gdzie rzeczywistość jest pojmowana na sposób logiczny. Dialektyka jako sposób
przejawiania się ludzkiego myślenia została przez Hegla uznana za zasadę
bytowania i rozwoju rzeczywistości. W ten sposób myślenie stało się realnością,
zaś realność okazała się zależna od ludzkiego myślenia.
Otóż gnoza zupełnie pomija
realność skupiając się na samym myśleniu. Tym samym gnoza uznaje wyłącznie
realność myślenia, gdyż uważa, że wszystko powstało z myślenia i wszystko istnieje
tylko dzięki myśleniu. Toteż wiedza gnostyczna dąży do całkowitego utożsamienia
się z Pierwszym Umysłem Myślącym, aby osiągnąć stan czystego myślenia (czystej
świadomości transcendentalnej), jeśli to w ogóle możliwe. Gnostycy sądzą, że
dzięki zjednoczeniu z pierwotnym Umysłem osiągną stan doskonałego poznania.
Takiego poznania, które jest w stanie pokierować rzeczywistością (np.
przebiegiem wydarzeń). Zapominają, że PUM-a jest odpowiedzialny jedynie za
powstanie możności materialnej, natomiast prawdziwą realność stwarza Bóg. Bóg
stwarza osobę ludzką, która stanowi podmiotowość istnienia. Osoba dzięki
własności życia wciela się w odpowiednią cielesność przy udziale ożywiającej
duszy. Dlatego osoba człowieka nie stanowi realności czysto duchowej, lecz
stanowi przyczynę i wpływa na kształt duszy i ciała, oczywiście przy udziale
zewnętrznych przyczyn wtórych (drugorzędnych).
Otóż gnoza chce wpływać na
losy człowieka dzięki łączności z owymi drugorzędnymi przyczynami naszej
duchowości i cielesności, zapominając, że cała przyczynowość musi mieć swoje
jak najbardziej realne źródło. A tym w człowieku jest stworzony akt istnienia
(ze swoją podmiotowością i aktywnością osobową będącą efektem mocy sprawczej
własności prawdy, dobra i piękna. Oczywiście gdy człowiek straci kontakt ze
swoją przyczyną realności, czyli z Bogiem, wtedy jego dusza i ciało zaczynają
działać na własną rękę, czyli samorzutnie. Dopiero wówczas ludzka natura staje
się podatna na wpływy przyczyn drugorzędnych. Nasz umysł pozbawiony słowa prawdy
(światła i mocy prawdy) staje się podatny na dowolne pomysły, jakie do niego
docierają. Bardzo chętnie zaczyna wtedy kłamać i oszukiwać. Wola z kolei będzie
wybierać pomiędzy różnymi propozycjami, zadawalając się wyborem mniejszego zła.
Uczucia natomiast poddają się całkowicie doznaniom przyjemności, co skutkuje na
ogół zwykłym uzależnieniem. Mówimy wtedy, że w człowieku zaczynają szaleć złe
moce albo raczej możliwości, które są złudami i pozorami realności.
Demony atakują /2
Demon zdemaskowany
Każdy filozof ma swojego demona (dobrego albo złego duszka). Bo to demon
zachęca nas do myślenia. Demon jest po prostu Pierwszym Myślicielem (który
wszystko wymyślił?). Ten Myśliciel lubi wszystkich innych myślicieli. A kogóż
to da się namówić do myślenia jak nie filozofa? Skoro filozof pragnie poznania
i prawdziwej wiedzy, to potrzebuje także zdolności myślenia. Ale posiadając
zdolność myślenia może się pogubić w swoim filozofowaniu. Złośliwy demon będzie
chciał zwieść myśliciela, gdyż myślenie zawsze odwodzi nas od rzeczywistości.
Dlatego demon umiejętnie podsyca filozoficzne myślenie. Stara się zadbać o to,
żeby myślenie stało się pierwszą i ostateczną zasadą filozofii, co najlepiej
udało się przeprowadzić u Kartezjusza.
Pamiętacie, że Sokrates przyznawał się do znajomości z demonem (mówił o daimonionie). Ale tak naprawdę nie powiedział, czego nauczył go ten demon. Z pewnością uwiódł go swoim myśleniem i wiedzą, tak że ten prawdziwy filozof (przecież miłośnik mądrości, jak o sobie mówił) uwierzył w wiedzą. To dlatego wiedza stała się dla niego czymś najważniejszym. Stała się jedyną cnotą (czyli doskonałością duchową), a nawet stała się najwyższym dobrem człowieka. Wydaje się, że ten Sokratejski intelektualizm moralny, jak go nazwał Tatarkiewicz, jest właśnie dziełem demona, a nie filozofii, która miała być poszukiwaniem mądrości. Przecież Sokrates tworząc filozofię poszukiwał mądrości. Dlaczego więc przewartościował samą wiedzę? Czyżby uznał, że mądrość jest wiedzą albo wiedza mądrością? Ale dlaczego? Czy to nie jest sprawka demona?
Demon nam wszystko obiecuje, ale czai się i czyha, żeby uderzyć w odpowiednim miejscu i momencie w celu wypaczenia najlepszych osiągnięć duchowych człowieka. O jego atakach możemy wiele się dowiedzieć od Ojców Pustyni.
Z kolei Arystoteles na pewno wiele nasłuchał się o Sokratesie w Akademii Platońskiej. Znał z pewnością Platońskie Dialogi. Słyszał więc o szaleństwach Erosa i wymyślonych Platońskich ideach. Wydaje się, że Arystoteles bał się tego demonicznego charakteru filozofii. Dlatego chciał wybrać coś przeciwnego. Zamiast demona (daimonion) wybrał eudaimonię (szczęście, czyli szczęśliwą dobroduszność). W ten sposób postanowił zastąpić Sokratejskiego daimoniona ludzkim szczęściem (eudaimonia). Wszyscy pragną szczęścia. A to znaczy, że człowiek potrzebuje dobrego duszka, który obdarzy go szczęściem. Arystoteles zdaje się wierzył w dobroduszność człowieka. Wierzył w ludzkie szczęście. Wszyscy ludzie pragną przecież szczęścia. Okazało się, że dla niego szczęście to miała być taka zwykła mała stabilizacja, czyli mówiąc inaczej – podążanie drogą pośrednią (drogą środka).
Dlatego uznał, że człowiekowi potrzebna jest roztropność a nie wiedza i namiętności. A zatem ani demoniczne porywy Erosa (demony namiętności i seksu), ani demoniczne myśli umysłu (właściwie demony czystej świadomości), ale konieczne jest roztropne podążanie drogą pośrednią (fronesis). Może wówczas człowiek uniknie szalonych wzlotów i beznadziejnych upadków. Ludzkie życie powinno być umiarkowane, czyli ani gorące, ani zimne, lecz letnie. Arystoteles uważał, że tylko to może uratować człowieka i zapewnić mu spokojny rozwój.
Tą etyczną propozycją zamierzał przegonić wszystkie demony trapiące człowieka (właściwie filozofa). Za jednym zamachem chciał przegonić erotyczne demony namiętności (w ogóle demony uczuć) oraz idealistyczne demony myślenia (demony czystej myśli). Człowiekowi wystarczy do życia dobroduszność, która ma się wyrażać w umiarkowaniu i roztropności. Człowiek nie powinien marzyć o idealnym świecie, bo to go zabije. Ani nie powinien rozbudzać namiętności (a w konsekwencji uzależnień, jak dziś wiemy), bo to go także zabije. Arystoteles pragnął dla człowieka szczęścia (eudaimonia).
Jednak w swoim działaniu człowiek musi być opanowany i powściągliwy, umiarkowany i roztropny. Musi się ciągle uczyć, nawet na swoich błędach, żeby stopniowo i powoli doskonalić swoje postępowanie. Zadaniem i celem człowieka jest trzymać się po środku. Podążać zawsze środkiem unikając skrajności. Zadanie proste lecz trudne zarazem. Mediocritas. Niemalże sancta mediocritas. Tym szczycili się wszyscy arystotelicy. Filozoficzni roztropnisie.
Wydawać by się mogło, że Arystotelesowi udało się uniknąć spotkania z demonem. Dzięki swojej etyce Mistrz przepędził demony z ludzkiego życia, lecz okazało się, że demon zaczaił się gdzie indziej. Arystoteles zdemonizował bowiem samą pierwsza przyczynę rzeczywistości. Dla niego bowiem Pierwszy Poruszyciel (primus motor immobilis) stał się czystym myśleniem, czyli Pierwszym Myślicielem. Demon wyskoczył u niego jak Deus ex machina. A wydawało się, że to jest taki roztropny naukowiec. Filozofia musi się nieustannie wystrzegać różnych demonów. Arystoteles odkrył swojego demona, może nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ale to zaważyło na późniejszym pojmowaniu Boga w filozofii.
Dopiero Plotyn dokonał radykalnego oddemonizowania Jedni. W ten sposób Bóg-Jedno stał się absolutną doskonałością, bez żadnego zbędnego myślenia. Natomiast demoniczny Umysł (Nous) jest u niego tylko pierwszą hipostazą (może raczej subzystencją). Ta propozycja zachowała jednak i utrwaliła demoniczny wpływ Umysłu na człowieka i jego duchowość. Wszystko inne (czyli człowiek i cały świat) powstaje bowiem przy udziale tego demonicznego Umysłu. Dlatego człowiek nie chce się wyrzec swojego idealistycznego myślenia. Cały czas chętniej wybiera myślenie niż szczęśliwą roztropność. Arystotelesowska fronesis na niewiele się tu zdała. Roztropność miała ograniczać demoniczne wyskoki ludzkiego umysłu. Ale czy ten ludzki umysł stać na takie samoograniczenie? Kto chciałby trzymać swoje myślenie na smyczy? Niestety tak łatwo ulegamy myśleniu.
Podsumujmy ten grecki okres filozofii. Platon stawiał na boską mądrość, która miała ratować człowieka. Arystoteles był naturalistą i nie wierzył w taką boską interwencję. Uważał, że człowiek powinien wypracować swoją własną miarę – właśnie mediocritas. Podążaj środkiem, a wówczas nie zginiesz. On znał niebezpieczeństwa czyhające na człowieka. Podejmując walkę z demonicznymi skrajnościami w życiu człowieka, odnalazł drogę środka, która pozwalała uniknąć tych zagrożeń. Arystoteles chciał, żeby człowiek stworzył sobie odpowiednie zapory przeciwko falom złych mocy. Taką rolę miała pełnić etyczna teoria cnót kardynalnych jako właściwy środek zaradczy. Roztropność była powołana do powściągnięcia złych pomysłów rozumu, natomiast umiarkowanie miało pilnować namiętności i uczuć.
Ale czy człowiek ze swoją słabą naturą zdoła się uchronić przed demonicznymi wpływami? Chrześcijaństwo proponowało zupełnie inne rozwiązanie. Było oparte bowiem na Boskiej Mocy. Dlatego wskazywało na bezpośrednie działanie Mocy Boga, czyli łaski. Dostrzegł to wyraźnie św. Augustyn – ten łącznik filozofii greckiej z doktryną chrześcijańską. Przećwiczywszy na sobie samym wszystkie niebezpieczeństwa zdemonizowanego umysłu ludzkiego, Augustyn dostrzegł konieczność łaskawej interwencji Boga (łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna).
Augustyn postawił sprawę jasno. Do życia chrześcijańskiego (czyli właściwie do życia moralnego i religijnego) człowiekowi potrzebna jest łaska. Ponieważ człowiek z powodu swej upadłej, czyli zdemonizowanej, natury jest sprawcą moralnego zła. Rozum pozbawiony prawdy (słowa prawdy) oraz wola pozbawiona dobra, czyli miłości (jako czynu dobra) są zdolne stworzyć piekło na ziemi. Uratować nas może jedynie powrót do Boga (nawrócenie) i przyjęcie daru Jego łaski. Bóg nas oświeca, co znaczy, że daje naszemu umysłowi prawdę i słowo, a naszej woli daje miłość (czyn dobra). Bez tych boskich darów człowiek pozostaje słaby i grzeszny, gdyż nie jest w stanie sam podnieść się z pierwotnego upadku. Dlatego tak ważna jest dla nas wiara w Boga (credo).
Augustyn pokazał nam, że demony z ludzkiej duszy może przegonić jedynie
łaska Boża. Dlatego jest tak ważnym teologiem chrześcijańskim. Ale i u niego
demon wśliznął się gdzieś bokiem od zakrystii. Doktor Kościoła chciał
podkreślić rolę instytucji kościelnej i nieopatrznie posłużył się określeniem civitas
dei, dzięki czemu demon mógł się usadowić na tronie jako władca. Niestety
to za sprawą Augustyńskiego pomysłu, że władza pochodzi od Boga, państwo
kościelne (ale właśnie tylko jako instytucja państwa) oraz różne inne państwa
przybrały nieoczekiwanie postać demoniczną. Wydaje się to kolejnym smutnym
żartem demona. Odtąd demon mógł swobodnie rządzić instytucjami państwowymi. I
czynił to z demoniczną rozkoszą.
Demony atakują /3
Rozmowa Mistrza Kartezjusza z Demonem
– Jak tu trafić od razu do
celu? Przecież te armaty strzelają i strzelają, a rzadko trafiają. To się musi
dać obliczyć i wykazać matematycznie. Ale jak to zrobić? – Rozmyślał Mistrz
Kartezjusz.
Nagle ludzik trzymany w ręku
odezwał się – Co Mistrzuniu, chciałbyś wiedzieć, jak od razu, czyli za
pierwszym razem tracić w cel i zabić wroga? No to się da załatwić, ale musisz
mi coś obiecać.
K. – Bierz, co chcesz, byleby
udało mi się obliczyć ten cholerny lot kuli armatniej.
D. – No to obiecaj mi tu na
piśmie, że stworzysz nową filozofię pod moje dyktando, żeby ludzie wreszcie
poznali co trzeba.
K. – Dobrze, jestem gotów. Co
mam napisać i zrobić?
D. – Musisz pokazać ludziom,
że warto we wszystko zwątpić, gdyż w tym wątpieniu można będzie odnaleźć sedno
wszystkiego. Przecież już wiesz, że matematyka jest czymś najdoskonalszym, a na
czym opiera się matematyczne myślenie, jak nie na wzorach funkcji, które sam
wymyśliłeś (no przy mojej pomocy).
Musisz więc zastosować myślenie
w swojej filozofii (w naszej filozofii). A myślenie najłatwiej wyprowadzić z
wątpienia. Rzeczywistość tylko przeszkadza myśleniu, zatem trzeba się jej
pozbyć dzięki wątpieniu. Najpierw musisz zwątpić we wszystko, co realne, żeby w
tym wątpieniu, które naprawdę jest negacją, odkryć swoje myślenie.
Jeśli chcesz obliczyć lot
kuli, to musisz zastosować myślenie, a nie poznanie rzeczywistości. Oglądanie
ćwiczeń artyleryjskich niczego Cię nie nauczy, ale gdy stworzysz sobie
odpowiednie ramy dla swojego myślenia, wtedy osiągniesz sukces. Musisz więc
przyjąć pewne założenie, stworzyć schemat, czyli układ współrzędnych. Spójrz na
mapę, która leży przed Tobą, masz tam dwie współrzędne – długość i szerokość.
Wystarczy dodać jeszcze jedną współrzędną. W ten sposób powstanie układ
współrzędnych do obliczeń ruchu w przestrzeni. Zastosujesz wzory funkcji, które
już znasz, i wynik gotowy. Lot kuli armatniej stanie się oczywisty, czyli
zgodny z wzorem matematycznym.
K. – To naprawdę genialne.
D. – Dziękuję bardzo, ale teraz
do roboty, bo trzeba stworzyć równie genialną filozofię. Jeśli tylko zwątpisz w
rzeczywistość, to zaczniesz myśleć. Myślenie ma wielką przyszłość. Twoi
poprzednicy, ci wszyscy greccy i łacińscy mędrcy po prostu bali się cokolwiek
swobodnie pomyśleć. Oni chcieli być zawsze w zgodzie z rzeczywistością, ale i
tak nic nie osiągnęli. Żeby zdobyć świat, trzeba rzeczywistość zostawić na boku
i zająć się myśleniem. Bo tylko myślenie zdoła zbawić świat od nieszczęść i
cierpienia. Zobaczysz, wszyscy będą zachwyceni.
K. – No dobrze z wątpienia
wyprowadzam myślenie (cogito), ale co dalej, przecież wszyscy filozofowie
twierdzą, że ab posse ad esse non est
exigendum?
D. – No to nie wolno
pokazywać, że myślenie stanowi jedynie możliwość. Trzeba z niego zrobić od razu
coś realnego. Najlepiej nazwać myślenie realnością, czyli stworzyć pojęcie
substancji myślącej – res cogitans.
Na to na pewno nabiorą się ci wszyscy metafizyczni ściemniacze i ciemniacy.
Stworzymy zupełnie nową rzeczywistość pod tytułem Res Cogitans. W ten
sposób powstanie coś myślącego, co najlepiej utożsamić z człowiekiem albo z
jego duszą.
Duszy nikt myślący nie
odrzuci, bo będzie się bał pomówienia o bezbożność. Na tę duszę dali się nabrać
najtężsi teologowie i do tej pory nie mogą sobie z nią poradzić. Dlatego będą
bronili duszy do upadłego, a tym samym obronią naszą res cogitans. W prosty sposób dusza stanie się dla ludzi substancją
myślącą. To brzmi nawet całkiem dobrze. Skoro ludzie tak lubią myśleć o Bogu,
to damy im do ręki oręż w postaci myślącej duszy. Niech sobie rozmyślają w
nieskończoność.
K. – No a co z tym myśleniem o
Bogu, jak przemycić to myślenie zamiast poznania Boga?
D. – Z tym nie będzie
większego problemu. Skoro nasza dusza tak lubi myślenie o Bogu, to trzeba teraz
z tego myślenia wyprowadzić ideę Boga i tyle. To już będzie całkiem łatwe, gdyż
przed nami robili to inni teologowie. Wystarczy sięgnąć po dowody Augustyna lub
Anzelma. Przecież myślenie o Bogu było zawsze mocną stroną teologów. Znacznie
gorzej szło im z poznaniem realnego Boga, ale to już ich problem. Na pewno
chętnie zabiorą się na nowo za udowadnianie istnienia Boga, bo nie wiedzą, że
istnienie czegokolwiek nie wymaga dowodu lecz po prostu uznania i akceptacji,
czyli wiary. Nawet św. Tomasz, który poznał i zrozumiał realność Boga, dał się
nabrać na konieczność dowodów za istnieniem Boga. Tak jakby nasze myślenie było
w stanie cokolwiek udowodnić. Przecież ono domaga się dowodów jedynie po to,
żeby odrzucić rzeczywistość jako nie dającą się dowieść i uzasadnić. Kiedy
człowiek zamierza udowodnić istnienie Boga, to tak jakby chciał się stać
warunkiem dla istnienia Boga, ponieważ twierdzi, że bez takiego dowodu Bóg nie
istnieje. Ale pomyśleć można wszystko. Myślmy więc, a z pewnością uda się
nakłonić ludzi do myślenia, wtedy niechybnie wymyślą własną zgubę.
K. – No dobrze, ale co ja będę
z tego miał?
D. – Jak to co. Będziesz miał
nieśmiertelną sławę i ważne miejsce w historii, od Ciebie zacznie się nowa era
w dziejach filozofii. To będzie era myślenia, najbardziej płodny okres w dziejach
ludzkości, który doprowadzi do całkowitej bezpłodności ludzi. Będziesz
najsławniejszym myślicielem (oczywiście zaraz po mnie) – rzekł Demon. –
Staniesz się kimś najważniejszym dla wszystkich myślicieli, ponieważ otworzyłeś
im wrota do pie…knego świata możliwości. Do świata nieskończonych możliwości.
Odtąd ludzie będą się pławili i topili w otchłaniach możliwości. Będą wymyślali
swoje własne intencjonalne światy. Wreszcie kiedyś na koniec stworzą techniczne
możliwości, które pozwolą unaocznić całą tę niestworzoną rzeczywistość, czyli
świat wirtualny. Osiągną więc potęgę myśli, którą stworzyłeś przy mojej pomocy.
Staniesz się Demonem Myślenia, jak Ja.
K. – Ale ja bym wolał jakąś
odrobinę przyjemności, takich całkiem namacalnych. Jakieś hurysy w raju albo
najlepsze wino burgundzkie.
D. – Nie wydziwiaj, musisz
zwątpić w całą tę wstrętną rzeczywistość. Tylko myślenie się liczy, nie ma nic
piękniejszego jak rozmyślać sobie w nieskończoność. Czego Ci więcej potrzeba?
Przecież możesz sobie pomyśleć i o hurysach i o burgundzie, i o wszystkim
innym.
K. – Jednak moje myślenie nie
napije się burgunda, ani nie przytuli hurysy.
D. – Przestań marzyć o
głupotach. Tylko myślenie jest mądrością tego świata, ja o tym dobrze wiem.
Jeśli chcesz zawojować świat, to musisz nauczyć się ode mnie myślenia. Nie ma
na tym świecie straszniejszej broni niż ludzkie myślenie. Ono potrafi nawet
zniszczyć człowieka. Twoje myślenie zdoła pokonać i zniszczyć wszystkich
wrogów, pamiętaj o tym. Nie ma nic straszniejszego niż armata (a później także
rakieta), która celnie trafia i niszczy wszystko u celu. No Mistrzu, do roboty.
Myślenie czeka.
Kartezjusz zasnął wreszcie
przy stole. O mały włos nie przypaliłby sobie włosów, gdy woskowa świeca
rozlała się po stole. Rano zerwał się z nowymi pomysłami. Czy mi się coś śniło?
Nie pamiętał, ale już wiedział, jak obliczyć celność strzału z armaty. Miał
pomysł układu współrzędnych oraz funkcji liniowych, co pozwoliło na
matematyczny opis lotu kuli armatniej. Był zachwycony potęgą własnego myślenia.
Tak, tak, filozofia zrodziła się z zachwytu, pomyślał. Trzeba stworzyć
filozofię cogito, to powinno być całkiem proste, jasne i wyraźne.
Demony atakują /4
Opowieść Wielkiego Demona
– To
Ja Wielki Demon Lu, książę wszelkiego myślenia. Witam Fałszcie-Festynie, mój
wierny słuchaczu myśli i sługo. Nareszcie mogę Ci wynagrodzić te wszystkie
bezsensowne pomysły, którymi zasypywałeś ten obrzydliwy i zgniły świat. Chętnie
bym Cię uściskał, lecz to niemożliwe. Więc niech się splatają i pojednają nasze
myśli, nasze wspaniałe myśli. Jestem wściekle (nie-)zadowolony z naszego
spotkania. Wytrwałeś do końca i osiągnąłeś to upragnione Dno, bezdenny idioto!
Dno absurdu i bezsensu. Pustkę otchłani i otchłań pustki. Rozkoszną dla myśli
Absolutną Nicość Tao i Nirvany. Po prostu jesteś w pie... nknym miejscu.
Musisz wreszcie pomyśleć o sobie. Jak tam Twoje poglądy, zostało coś jeszcze z tej ziemskiej gadaniny, z tych pogaduszek przy kominku. Sam wiesz, jak trudno jest człowiekowi osiągnąć tę absolutną czystość świadomości. Jak trudno jest rozpłynąć się w transcendentalnej nicości. Wszystkie wschodnie medytacje o to zabiegają i co, i nic. Czasami tylko olśni takiego Steve’a Jobsa.
Ale teraz możesz już myśleć tylko o sobie. Nareszcie jesteś samym myśleniem i nic już nie zakłóci Twoich myśli. Jesteś najczystszym (a może najbrudniejszym, he?) myśleniem. Teraz już możesz wszystko pomyśleć. Bez ograniczeń.
Festyn
leniwie się przeciągnął. – No tak,
poczułem tę nieznośną
lekkość myślenia. O kurcze, widzę, że
moje myślenie jest szybsze od światła, a tam na ziemi naukowcy dowodzili, że
nie ma niczego szybszego od światła. A to oszuści, znów się pomylili!
Znów otrzymał odpowiedź: – Pewnie jeszcze nie wiesz, że światło jest zmaterializowanym myśleniem. To Ja Wielki Lu zanegowałem Jego. Dokonałem negacji i odrzucenia tego, co miało się stać. Zanegowałem rzeczywistość i właśnie wtedy pojawiło się myślenie. Objawiła się transcendentalna świadomość, która dała początek materialnej pustce. W tej pustej przestrzeni nastąpił Wielkie Wybuch (Big Bang, nie mylić z Big Benem) mojego myślenia, no raczej tej przedwiedzy, którą otrzymałem od Niego. Cała dotychczasowa wiedza skupiła się w jednym punkcie i wtedy nastąpił ten piekielny wybuch. Światło rozpierzchło się na wszystkie strony. Tak powstał wszechświat.
Nareszcie mogłem pomyśleć siebie samego – czyli Wielką Nicość. Byłem Transcendentalną Świadomością. Mogłem wymyślać siebie do woli. Poczułem się wolny wolnością myślenia. Zacząłem myśleć i zobaczyłem, jak moje myśli pędzą z zawrotną szybkością zamieniając się w energię światła. Okazało się, że wymyśliłem siebie jako wszechświat. Byłem zachwycony, że ten pędzący z prędkością światła wszechświat jest moim pomysłem. Jest pomyślanym Mną (Big Bang it’s Me!). Widziałem jak świat pędził przed siebie podobnie jak moje myśli. To dopiero był show! Szkoda, że nikt tego nie widział!
Co ja nie wymyślałem, żeby ogarnąć ten wszechświat. Bo bałem się, że to może rozerwać mnie na strzępy. Chciałem więc ograniczyć tego rozpędzonego potwora. Jak uczynić go czymś skończonym, skoro moje myślenie było wtedy nieskończone (nieskończonością niebytu). Było ciężko, było mi naprawdę ciężko. Ciężko było coś wymyślić. Ten ciężar odpowiedzialności albo nieodpowiedzialności zaważył na dalszym rozwoju wszechświata. Ponieważ pojawiła się wtedy masa. Ciężar myślenia wywołał pojawienie się masy we wszechświecie. Czysta energia zamieniała się częściowo w masę. (E = c³ → E = mc²) Przecież to Ja jestem najlepszym fizykiem, a cała reszta czerpie tylko z moich pomysłów. Wszechświat nabrał masy. Wszystko zrobiło się ciężkie i zaczęło zwalniać. Tak powstał nasz, sorry – wasz materialny wszechświat. Dalej już wiecie, szkoda gadać.
Ale nie powiesz mi, że to Ty wymyśliłeś życie we wszechświecie – odezwał się Festyn. – Pewnie, że nie Ja. Przecież życia nie da się wymyślić. Ono ma swoje źródło w Nim. To On niestety zaszczepił życie w tym przerażająco zimnym i martwym wszechświecie. W ten sposób mnie pokonał. Pognębił mnie sprawiając coś przeciwko mnie. On sprawił i zrobił to po swojemu. Nie mogłem nic poradzić.
W moim wszechświecie pojawiło się nagle Życie. Coś zupełnie obcego nad czym nie miałem żadnej kontroli. Moją władzę diabli wzięli. A właściwie odebrał mi ją Pan Życia. Stwórca Życia. Nie mogę tego zapomnieć. Moje myślenie okazało się bezsilne wobec stworzonego życia. Zrozumiałem, że nie mogę przeciwstawić się życiu. Nie jestem w stanie go zniszczyć.
Dlatego puściłem wodze mojej fantazji. Zacząłem wymyślać przeróżne formy i kształty, kolory i barwy. Bawiłem się tą nieskończoną różnorodnością. A życie mnożyło się z zawrotną szybkością. Nareszcie coś się działo. Mieszałem zawzięcie w tym wielkim kotle życia. Nie mogłem zepsuć życia, więc próbowałem nadać mu jakąś szaloną pazerność, żeby pożarło siebie samo. To ja zaszczepiłem w przyrodzie walkę o przetrwanie i pożeranie jednych przez drugich. Ale pomimo tych kłopotów żywe organizmy potrafiły doskonale przystosować się do zmiennych warunków i życie rozwijało się dalej. Oczywiście nie wiedziałem do czego to wszystko prowadzi, bo nigdy bym tego nie wymyślił. Moje myślenie nie ogarnia takich cudów.
Cała ta ewolucyjna zabawa trwała miliony lat i wreszcie mi się to znudziło i obrzydło. Były w tym czasie różne wzloty i upadki. Ale wszystko działo się tak strasznie powoli, że z nudów zupełnie przestałem myśleć. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Dla mojego umysłu nie pozostawało nic innego jak wymyślać jakieś niestworzone historie. Mój myślący umysł tworzył okropne historie. Wtedy nie wiedziałem, że to może się jeszcze kiedyś przydać.
Aż tu nagle pojawił się ktoś obcy. Jakieś zupełnie nieprawdopodobne zwierzę. Zwierzę, które dostało umysł. Pomyślałem – To niemożliwe! Ale to już się stało. Pojawił się Człowiek. I wtedy naprawdę się przestraszyłem, gdyż dostrzegłem w nim swoją konkurencję. To było pognębienie mojego wybujałego egoizmu. Ja przestałem być Sam Jeden. Stał przede mną przeciwnik. Przeciwnik lecz również partner. Nareszcie mogłem wymienić z kimś swoje myśli. Mogłem rozsiewać swoje potworne myślenie. Pomyśleć za kogoś i w kimś innym. Już wiedziałem, że chcę zdobyć władzę nad Człowiekiem. Mógłbym wreszcie panować. Poczuć się Panem i Władcą!
A On zapytał – Co o nim myślisz? Odrzekłem, że to potwór. I nagle przypomniałem sobie to wszystko, co wymyślałem w czasach tej potwornej nudy. Już wiedziałem, że muszę zapanować nad Człowiekiem. Już wiedziałem, co zrobię. Muszę go uwieść swoim myśleniem i popchnąć go w stronę tych niestworzonych historii, o których myślałem wcześniej. Czułem, że moje myślenie może być dla Człowieka odkryciem. Człowiek na pewno będzie chciał odkryć demoniczne myślenie. No, nareszcie mam godnego słuchacza i partnera. Muszę jednak być sprytny.
Człowiek był obdarzony Słowem Bożym. Jego umysł chwalił nieustannie Stwórcę. Pomyślałem, że trzeba coś z tym zrobić. Zakradłem się do Człowieka i pytam – Co się tak stale chwalisz? Myślisz, że jesteś taki doskonały? Ale Człowiek odrzekł tylko – Niech będzie pochwalone Imię Pańskie! Niech będzie pochwalony Ten, który stworzył niebo i ziemię! Wiedziałem, że Człowiek cieszy się tym, co posiada. Że posiadając Słowo Boże nie potrzebuje myśleć, gdyż zna wszystko, co jest dobre i piękne.
Jak mu zabrać to, co posiada? Jak odebrać mu doskonałość i skazać na wieczną tułaczkę i żebraczkę? Słyszałem, jak rozmawia z Nim Samym. Stąd znałem przykazania, jakie otrzymał od Niego. Nie będziesz jadł z drzewa poznania dobra i zła. Pomyślałem, że to coś dla mnie. Sytuacja, którą trzeba wykorzystać. Pytam więc Człowieka, czy On zakazał wam jeść z rajskich drzew? A Człowiek na to, że nie wolno mu jeść z drzewa poznania. Pytam dalej, dlaczego On zakazał im jeść z tego drzewa? Okazało się, że nie wiedział. Mówię zatem do Człowieka, że On nie chciał, żeby poznali dobro i zło, bo wtedy staną się jak bogowie. Skłamałem, że poznanie zła jest rzeczą boską, ale Człowiek się nie połapał. Człowiek znał przykazania boskie, które było dla niego nakazem moralnym, jednak zupełnie nie znał moich wymyślonych sztuczek. Człowiek nie znał bowiem kłamstwa i negacji. Mógł tylko głosić chwałę Bożą oraz wysławiać całą stworzoną rzeczywistość przyrodniczą. Nie znał jeszcze wszystkich zakamarków myślenia, gdyż nie potrzebował i nie umiał zupełnie myśleć.
Wystarczyło jednak zasiać wątpliwości. Sformułowałem negatywne pytanie, żeby wytrącić ludzki umysł z tej doskonałej boskiej afirmacji wszystkiego. Zasiane ziarno wątpliwości wydało szybko swój zgubny owoc. Człowiek zdecydował się zjeść owoc z drzewa poznania zła i dlatego popadł w destrukcję i śmierć. Nie wiedział przecież, że poznanie zła można osiągnąć tylko dzięki porzuceniu dobra. Moja pułapka była doskonała. Wystrzeliła z impetem i złapała biednego Człowieka w sidła myślenia.
Nareszcie wiedziałem, że Człowiek jest mój. Zawołałem – Mój Ci on, mój na wieki!!! Najważniejszy był fakt, że Człowiek stracił z Nim kontakt z powodu porzucenia dobra. Odtąd będzie musiał tułać się po bezdrożach dialektycznego myślenia. Teraz będzie już musiał o wszystkim pomyśleć. Człowiek stał się w ten sposób myślicielem. Teraz będzie musiał być uczniem Pierwszego Myśliciela – Wielkiego Demona Lu. Wiedziałem, że odtąd będę mógł dowolnie rządzić myśleniem Człowieka. Moje myślenie stanie się jego myśleniem. Już widziałem te wszystkie najokropniejsze zbrodnie będące skutkiem ludzkiego myślenia. Nie wiedziałem jednak, że On zechce wyzwolić Człowieka z niewoli grzesznego myślenia i obdarzyć go zbawieniem. Moje myślenie nie ogarniało tego, gdyż myślenie nie jest w stanie ogarnąć boskiej łaski.
Odtąd miałem już żyć do spółki z człowiekiem. To znaczy, że człowiek żył, a Ja mogłem obmyślać i podsuwać mu najohydniejsze pomysły. Większość dramatów i tragedii to moja sprawka, ale człowiek okazał się pojętnym uczniem i potrafił czasami zadziwić mnie samego, gdyż bywał tak złym i przewrotnym, jak nawet ja nie przypuszczałem. Człowiek jest zdolny wszystko opluć. Potrafi każdemu pokazać język i nie tylko. Jest w stanie poniżyć i upodlić nawet swoich najbliższych. Potrafi zdradzić samego siebie. W końcu już nie wiedziałem, kto tutaj jest uczniem, a kto mistrzem. Co Ty na to Mistrzu Fałszcie?
Ale co będzie ze mną? – zapytał go Fałszt-Festyn. – Ty jesteś przykładem przerostu teorii nad praktyką. Jesteś teoretycznym myślicielem. Chciałeś stworzyć absolutny system, jak większość filozofów. Tylko Ja Wielki Lu mogę ogarnąć coś takiego swoim umysłem. Ty jesteś mały żuczek. Twoje myślenie ma siłę jarzeniówki. Twój móżdżek tylko się słabo jarzy w porównaniu ze światłem mojego Umysłu.
Otrzymałeś ode mnie straszną broń w postaci negacji. Twoje słowo „tak” straciło moc i stało się zwykłym słabiutkim „nie”. Pamiętam, jak jako dziecko wrzeszczałeś – „Nie, nie!!! Nie chcę, nie chcę! Ja sam”. To prawda, sam w sobie i sam z siebie możesz wszystko odrzucić. Zanegować. Możesz wykrzyczeć swoje „Nie”. Możesz wypiąć się na wszystko dookoła. Przecież to niby swoje „nie” dostałeś w spadku po mnie. Ja pierwszy wykrzyczałem „Nie!”. Słowo Boże, które człowiek otrzymał od Niego, zawsze głosi „Tak”. Ale Ja odrzuciłem to przeklęte „Tak” i wymyśliłem swoje „Nie”. Ja jestem Wielkie Nie. Jestem Wielkie Nic (gdyż Nie = Nic). Jestem więc Nicością Myślenia. A Człowiek to przyjął i połknął. Wystarczyło, że kiedyś Człowiek odrzekł – Nie prawda! – na moje podstępne pytanie. Tym samym Człowiek zaprzeczył Jego boskiej Prawdzie.
Przecież myślenie rodzi się z negacji rzeczywistości. Nie ma innych powodów myślenia. Bzdury opowiadają wszyscy wasi myśliciele. Są oni tylko kiepskimi uczniami mojej szkoły. Gdybyś lepiej posłuchał tych filozofów, to byś wiedział, że wszyscy mieli do czynienia z demonem, czyli ze mną Wielkim Lu. Zastanów się, skąd byś wiedział, że sztuka ma być negacją rzeczywistości, jak sam to ogłosiłeś. Przecież wszyscy uważają sztukę za odzwierciedlenie czegoś. Traktują sztukę jako ilustrację rzeczywistości, a ona powinna być negacją rzeczywistości. Skąd się tego dowiedziałeś, jak nie ode mnie? To Ja olśniłem Cię swoimi pomysłami. Ja natchnąłem Cię czystym myślenie, czyli myśleniem negatywnym. Czysta Sztuka jest absolutną negacją, dlatego nigdy nie zdołacie tego osiągnąć i zrealizować, a właściwie unicestwić. Czysta Sztuka jest unicestwieniem człowieka. Myślałem, że pójdzie wam lepiej z tym unicestwieniem. Dzisiaj najlepiej unicestwiacie swoje społeczeństwo. Jesteście coraz bliżej totalnej destrukcji. Nareszcie zabija was wasze myślenie (przepraszam – moje myślenie). Może osiągnę swój tryumf.
Nagle posłyszeli głos straszliwy: – Chyba się przeliczyłeś Wielki Demonie Lu.
Demony atakują /5
Hodowanie demonów
Takie są demony, które lęgną się w naszej duchowości. Upadła duchowość nie posiada pozytywnej siły. Ona staje się czymś destrukcyjnym (niszczycielskim). W każdej upadłej duszy lęgną się demony. One towarzyszą każdemu naszemu grzechowi i upadkowi. Pojawiają się w naszych grzesznych działaniach. Cieszą się nimi, gdyż dzięki temu same upadają coraz bardziej. Demony żywią się demoniczną przyjemnością występku. Zachęcają i namawiają do występku pokazując go jako coś nieodzownego, a nawet koniecznego. „Popatrz wszyscy tak robią. Czy chcesz być gorszy? Na pewno nie! Bądź od nich lepszy (w występku)!” Ile razy słyszymy coś podobnego? To woła twój demon. Ale przeciwko temu mamy głos sumienia, które nas wzywa – „czyń dobro, unikaj zła”. Sumienie walczy ze złem. Sumienie walczy z demonami, bo ukazuje nam prostą drogę do osobowego dobra. Niech się dzieje, co chce, a Ty zawsze czyń dobro. Czyń dobro, bo jesteś człowiekiem a nie demonem, Czy chcesz być człowiekiem, czy demonem? Czy chcesz żyć wiecznie, czy wiecznie umierać – zastanów się.
Każdy demon atakujący człowieka jest groźny. Demon atakuje nasze naturalne potrzeby i działania. Demon obżarstwa związany jest z odżywianiem. Demon seksu związany jest z prokreacją (z przekazywaniem życia). Ale demony potrafią również działać poprzez wymyślone potrzeby człowieka. Dotyczy to wszystkich używek – alkoholu, papierosów, narkotyków i leków, TV i komputerów, komórek telefonicznych, zakupów i pieniędzy. Każdy demon, który zalęgnie się w człowieku, jest przebiegły i kłamliwy. Okłamuje człowieka, którym zawładnie. Wmawia mu, że wszystko jest w porządku, że człowiek panuje nad swoimi namiętnościami i zachciankami, że wcale nie jest uzależniony. Możemy powiedzieć wprost, że demon dorabia całą ideologię do wypaczonego postępowania człowieka. Demon nas przekonuje, że postępując tak dalej robimy to, co najlepsze. Przekonuje nas, że powinniśmy tak postępować – „dla naszego dobra”. Dlatego tak trudno jest wyrwać się człowiekowi ze swojego uzależnienia.
Każde uzależnienie jest związane z obecnością demona. Demon uzależnia nas od siebie, po prostu manipuluje nami i steruje. A my zachwycamy się tym, że jesteśmy tacy wspaniali, że potrafimy żyć po swojemu, że nareszcie wszystko nam wolno. Jesteśmy zadowoleni, że potrafimy to wszystko przemyśleć, że nareszcie pomyśleliśmy o sobie, że wszystko idzie po naszej myśli i nie ważne, co inni o tym myślą. Wydaje się nam, że to wszystko jest naszym myśleniem, że mamy przecież tyle argumentów na swoją obronę, że wszystko do końca przemyśleliśmy. To ciekawe, że człowiek uzależniony nie znajduje w swoim myśleniu żadnych hamulców, nie znajduje w sobie żadnych poglądów lub argumentów, które powstrzymałyby go przed dalszym upadkiem. Całe to myślenie potwierdza jedynie złe postępowanie upadłego człowieka. Czy to przypadek, czy reguła uzależnienia? Czy nie pokazuje to wpływu podstępnego demona? Czy nie pokazuje to także prawdziwej wartości myślenia? Co na to psychologia? Czy nadal będzie nas epatować pomyślanym światem wartości? A może psychologia również pozostaje na służbie demona. Demon psychologii – to nawet ładnie brzmi. Tak jak istnieje demon ekonomii. A może nawet demon filozofii i demon teologii?
Człowiek
może stać się demonem. Człowiek staje się demonem, jeśli odejdzie i oderwie się
od osobowej podmiotowości istnienia i jej aktywności. Człowiek staje się
demonem, jeśli staje się podmiotowością myślenia, czyli świadomością. Jeśli
człowiek odetnie korzenie swojej realności osobowej, jeśli nie chce przyjąć
osobowej aktywności mowy serca i umysłu, jeśli odrzuca to wewnętrzne
doświadczenie, wówczas odwraca się od osoby i zamyka się w podmiotowości
świadomości. Ale świadomość wykracza poza realność, ona buduje swój własny świat
myślenia i wartości. Jak powiada Levinas, świadomość się wyabsolutnia. Ona po
prostu chce stać się Absolutem. Ona poszukuje Absolutu po to, żeby odnaleźć go
w sobie. Tą drogą poszli Anzelm i Kartezjusz. Tą drogą podążał Husserl.
Świadomość ma skłonność do brania w nawias całą rzeczywistość. Odkłada ją na
bok, czyli pomija. To znaczy, że neguje tę rzeczywistość.
Co więc robi świadomość? Ona zaczyna tworzyć i konstruować własne treści intencjonalne. Istotą świadomości jest intencja poznawcza, czyli zamierzenie poznawcze. Jest to skok poznawczy. Czyżby to był „skok w otchłań absurdu” (Kierkegaard)? Może jest to skok w otchłań nicości? Przecież nie jest to przeskok do realności. Byłby to jakiś wyskok poza rzeczywistość. Może jakiś skok poza dobro i zło (Nietzsche)? Jest to z pewnością wyjście poza dobro, czyli skok w otchłań zła. Świadomość wybiega więc poza realność i rzeczywistość. Ale poza rzeczywistością nie ma niczego realnego. Świadomość dokonuje więc skoku w nicość, w otchłań nicości. Świadomość jest pierwszym krokiem do piekła. To ona jest światem nicości i absurdu, światem niebytu, światem demonicznym, anus mundi.
Czy da się żyć samą świadomością? Świadomość jest obca życiu, a życie nie potrzebuje świadomości. To świadomość podpowiada nam, że człowiek jest „bytem ku śmierci”. „Życie” świadomością prowadzi jedynie do śmierci. Świadomość chciałaby w pełni zdobyć władzę nad człowiekiem, żeby doprowadzić go do śmierci. Ale temu sprzeciwia się nasza cielesność. Cielesność ratuje człowieka, gdyż nie pozwala na odlot w sferę intencjonalną. Człowiek musi się odżywiać, musi oddychać, musi się ruszać, musi spać. Człowiek musi spełniać wszystkie funkcje życiowe. To trzyma go w ryzach rzeczywistości. Świadomość może oszukiwać człowieka, ale nie może mu odebrać jego cielesności. Można chyba powiedzieć, że cielesność stoi na straży realności człowieka. Człowiek nie jest na szczęście czystym duchem. Człowiek jest wcieloną osobą. Może oderwać się od swojej osoby, ale nie może oderwać się od swojej cielesności. Człowiek nie może się oderwać w ten sposób od rzeczywistości. Ta rzeczywistość ciała sama wchodzi do naszej świadomości poprzez doświadczenie zmysłowe. To doświadczenie zmysłowe nie pozwala świadomości na całkowity odlot w nicość. Nasze wyobrażenia i nasza twórczość, nasze marzenia i pomysły mają zawsze postać cielesną. Czyste pojęcia rozumu należą do rzadkości. Kant wyróżnił tylko trzy takie idee.
Demony atakują /6
Demony kultury
Pierwszym demonem człowieka stało się poznanie zła. Zrodziło się ono z kłamstwa o Bogu. „Będziecie jak bogowie, poznacie dobro i zło”. Gdy człowiek przyjął to kłamstwo, wtedy zaczął myśleć i sprzeciwił się realności. Tak powstało zło, które jest negacją i zaprzeczeniem tego, co realne. Skoro człowiek zaczął myśleć, to mógł wymyślić tylko zło – czyli kłamstwo, zbrodnię i przemoc, oraz uleganie przyjemnościom. Poznanie zła zrodziło się z chęci poznania czegoś innego – innego niż realność (innego niż realność prawdy, dobra i piękna). Ale tak naprawdę nie ma poznania zła, jest tylko wymyślanie zła. Człowiek zaczął myśleć i wtedy mógł wymyślić zło. Myślenie, które uzyskał człowiek stało się siłą demoniczną. To myślenie oderwało człowieka od Boga. Oderwało go również od własnej osoby i od osoby innych ludzi. To dlatego człowiek stał się zdolny do zbrodni i przemocy.
Ale myślenie pozwoliło człowiekowi zdobywać także wiedzę o świecie. Człowiek poznaje świat przyrody, poznaje świat cielesny i materialny w doświadczeniu zmysłowym i dzięki myśleniu potrafi przekształcić to w wiedzę przyrodniczą (empiryczną). Zdobywszy wiedzę o świecie potrafi dalej myśleć o wykorzystaniu spotkanych rzeczy, roślin i zwierząt dla własnych celów. Ale jednocześnie możemy zauważyć, że w zakresie zdobytej wiedzy empirycznej przestają obowiązywać wartości moralne (humanistyczne), a liczy się wyłącznie użyteczność (liczy się technika i technologia, produkcja i handel, zysk i sukces, postęp). A to wszystko wykracza już poza dobro człowieka, poza humanizm, poza służbę osobie człowieka.
Gdy w kulturze brakuje wartości moralnych, to znaczy, że do głosu dochodzi demon poznania zła. Tym demonem jest samo myślenie – takie czyste cogito, które odkrył Kartezjusz. Demon myślenia ukrywa się najczęściej pod postacią wiedzy naukowej. Gdy wiedza naukowa odrywa się od poznania mądrościowego, wówczas zaczyna nami rządzić demon myślenia. Inna postać, jaką przybiera ten demon to świadomość. Zapominamy wtedy o rozumie i woli, o uczuciach, liczy się tylko „przeżycie świadomościowe” albo „akty świadomościowe”. Dla badania i rozważania świadomości nie jest wcale potrzebny kontakt z rzeczywistością, z człowiekiem lub Bogiem. Dla świadomości wystarczy jedynie moje myślenie i moje „ja”. Dlatego świadomość i moje „ja” stanowią jedynie podmiotowość myślenia. Jest to świat moich myśli i tego, czego one dotyczą. W świadomości jako podmiotowości myślenia nie ma niczego realnego, jest tylko samo myślenie, chcenie myślenia i przeżywanie myślenia.
Tak właśnie rodzi się demon myślenia. Przecież to nie ja żyję w swojej świadomości, lecz to demon świadomości zamieszkał we mnie. A skoro zamieszkał we mnie demon, to już nie ja rządzę sobą, lecz mną rządzi ten demon. Każde opętanie jest związane z uległością i uzależnieniem. Musimy wypędzić z siebie demona myślenia. Możemy tego dokonać tylko poprzez nawrócenie i wiarę. Najpierw poprzez wiarę w Osobowego Boga, a potem także dzięki wierze w osobowego człowieka. Dopóki nie przyjmiemy tej wiary, dopóty nie zapanujemy nad swoim myśleniem. Dlatego pierwszym krokiem do pokonania własnego demona jest religia, czyli kult religijny (przyjęcie sakramentów świętych). Jedynie Chrystus (jako Bóg Osobowy) ma moc wypędzania złych duchów i tę moc przekazał Apostołom i Kościołowi.
Kolejnym demonem jest demon wolności, który opanował naszą wolę. Ukrywa się pod postacią wolności decydowania o sobie. Wolność decyzji odrzuca bowiem chcenie i pragnienie dobra, a opowiada się za możliwością wyboru czegokolwiek, czyli dowolnego działania. Podobnie jak świadomość i myślenie są oderwaniem człowieka od rzeczywistości i prawdy, tak samo możliwość wyboru jest porzuceniem pragnienia realnego dobra na rzecz nierealnego zła. Jeżeli odrzucimy dobro i realność, to musimy się zwrócić do czegoś nierealnego, co może być tylko złem. Na ogół nazywamy to wyborem mniejszego zła. Ale wybór mniejszego zła jest zawsze porzuceniem dobra. Dobra się nie wybiera, dobro można jedynie afirmować, czyli chcieć bezwzględnie.
Demon wolności wyboru panoszy się coraz bardziej. Jego działanie podsuwa się coraz młodszym dzieciom. Stawia się je przed wyborem różnych rzeczy albo przed wyborem różnych przyjemności. Próbuje się zachęcić człowieka do ciągłego wybierania, natomiast nie uczy się go wcale chcenia. Nie stawia się przed człowiekiem bezwzględnych celów, ale przedstawia się mu różne środki do wyboru. Prowadzi to na ogół do wybierania mniejszego zła, a nie pragnienia dobra. Człowiek zmuszony do wyboru mniejszego zła traci bezpośredni kontakt z realnym dobrem. Po prostu zapomina o istnieniu realnego i bezwzględnego dobra. Taki człowiek przestaje pragnąć dobra, ponieważ stale musi wybierać między mniejszym lub większym złem. Dlatego na przykład polityka jest niemoralna.
Demon wolności wyboru czyha na nas każdego dnia. Stara się odłączyć nas skutecznie od dobra. Ratunkiem przeciwko niemu jest nasze sumienie jako źródło łączności z Bogiem. Sumienie kontaktuje nas z realnym i osobowym dobrem. Woła do nas nieustannie, abyśmy pragnęli dobra i jemu służyli. Dlatego człowiekowi potrzebny jest namysł i zastanowienie nad swoim działaniem oraz rachunek sumienia, czy na pewno chcę dobra. I tutaj Kościół posiada również mocne lekarstwo w postaci sakramentu pojednania i pokuty, czyli nawrócenia się i rachunku sumienia. Dlatego musimy zawsze słuchać głosu sumienia, abyśmy nie ulegli podszeptom demona wolności wyboru.
Następnym demonem człowieka jest demon przyjemności. Ten hedonistyczny demon jest znany od samego początku ludzkości. Człowiek bardzo chętnie ulegał przyjemnościom, dlatego hedonistyczny styl życia był zawsze obecny. Przyjemności lub przykrości stanowią pierwsze doznania człowieka. Dlatego oddziałują na nas bardzo mocno. W sposób odruchowy odbieramy otaczające nas rzeczy jako przyjemne lub przykre. Dlatego doznania przyjemności od razu opanowują naszą uczuciowość, a następnie rozum i wolę. Jeśli rozum zacznie myśleć o przyjemnościach, a wola zacznie je wybierać, to znaczy, że poddaliśmy się demonowi przyjemności. Takiemu człowiekowi wydaje się, że powinien żyć wyłącznie przyjemnościami. Jeżeli przyjemności wzmocnione przez myślenie rozumu i wybór woli opanują nasze życie, wówczas znikną osobowe przeżycia naszej uczuciowości. Uczucia rodzą się bowiem z doświadczenia piękna, a nie przyjemności. Upodobanie piękna wywołuje w nas uczucie radości i nadziei. Jeżeli naszą uczuciowością zawładnie demon przyjemności, to nie będzie ona zdolna do wzbudzenia w sobie prawdziwych uczuć. Uczucia radości i nadziei zostaną zastąpione przez doznania przyjemności. Fascynacja przyjemnościami prowadzi do ich eskalacji. Przyjemność jest nietrwała, dlatego potrzebujemy coraz silniejszych doznań. Zaczynamy szukać przyjemności na wszelkie sposoby popadając w uzależnienie. Demon przyjemności okrada nas z wszelkich uczuć. Stajemy się nieczuli i apatyczni, chociaż rzucamy się w pogoń za nowymi przyjemnościami. Jednak przyjemności tylko na początku są dla nas miłe i radosne, z czasem staja się naszym utrapieniem i uzależnieniem. A wtedy już kontrolę nad naszymi uczuciami przejmuje demon przyjemności, obiecując wszystko, a nie dając niczego. Taka sytuacja może doprowadzić człowieka do kompletnego upadku. Jest to widoczne w przypadku różnych nałogów.
Wydaje się, że radykalnym lekarstwem w tej sytuacji jest cierpienie. Dopiero cierpiący człowiek zaczyna rozumieć absurdalność swojego życia. Dopiero prawdziwe cierpienie jest czymś, co zmusza człowieka do refleksji nad swoim postępowaniem i do porzucenia zgubnego hedonizmu. Człowiekowi uzależnionemu od przyjemności trudno jest samemu wyrwać się z tego kręgu zła. Na ogół potrzebuje bardzo silnego impulsu. Takim impulsem może być właśnie cierpienie. Cierpienie jest realnym doświadczeniem ograniczenia naszej cielesności. Jest impulsem do poszukiwania głębi człowieczeństwa. Dlatego cierpienie wymusza namysł nad własnym życiem i może stać się początkiem nawrócenia. Kościół uczy nas właściwego przeżywania cierpienia.
28 lipca 2026
Ratunek wspólnotowy
Człowiek jest przede wszystkim osobą. Zagubionego człowieka może więc uratować wspólnota. Oczywiście wspólnota osobowa. Człowiek żyje w dwóch odrębnych wspólnotach osobowych. Pierwszą wspólnotę stanowi nasza rodzina. Człowiek wzrasta i rozwija się w rodzinie, bo tylko rodzina daje mu odpowiednie środowisko osobowe. Jeśli relacje osobowe w rodzinie będą zakłócone, to nie ma mowy o pełnym rozwoju młodego człowieka. A bez osobowego rozwoju (rozwoju moralnego) młody człowiek będzie narażony na zgubne wpływy zewnętrzne. Będzie więc poddany przeróżnym środkom wpływającym na jego cielesność albo jego duchowość. Aby sobie z tym poradzić, trzeba mieć właściwe rozeznanie tego, co potrzebuje nasze ciało oraz nasza dusza. Potrzebne jest tutaj spojrzenie z perspektywy głębszej, czyli z poziomu własnej osoby i jej aktywności. Tego wszystkiego możemy się nauczyć jedynie w życiu rodzinnym prowadzonym osobowo, czyli z wzajemnym poszanowanie każdej osoby działającej w rodzinie. Musimy sobie uświadomić, że szacunek dla osoby człowieka funkcjonuje właśnie we wspólnocie rodzinnej, a nie w przeróżnych instytucjach. W instytucji funkcjonuje wyłącznie zależność formalno-prawna, czyli relacje przełożony-podwładny. Dlatego w instytucjach pomija się poszanowanie drugiej osoby na rzecz sprawnego działania albo tylko na rzecz poszanowania instytucji jako ważnego urzędu. Dlatego praca zawodowa wywołuje u człowieka stres osobowościowy lub wprost depresję emocjonalną.
Drugą wspólnotą osobową jest wspólnota Kościoła Katolickiego. Ale nie chodzi tutaj o ogólną strukturę instytucjonalną wspólnoty, lecz o najbliższą nam wspólnotę parafialną. Istotą wspólnoty kościelnej jest obecność w niej samego Boga (Syna Bożego). Dlatego realna wspólnota kościelna i parafialna odbywa się podczas Mszy Świętej, ponieważ to jest oczywisty moment obecności dla nas Osoby Boskiej Syna Bożego. Dzięki tej nadprzyrodzonej obecności nasza osoba zyskuje dodatkową siłę i moc sprawczą, co potocznie nazywamy darem łaski Bożej. Należy mieć świadomość, że nasza osoba została stworzona bezpośrednio przez Boga Ojca i dlatego należy do porządku nadprzyrodzonego a nie naturalnego. Dlatego realny kontakt z Bogiem dotyczy właśnie ludzkiej osoby, co jedynie może zostać jakoś potwierdzone w naszej duszy, lecz nie jest efektem działania władz duszy. Tak więc zdobywana łaska umacnia i aktywizuje naszą osobę, co pozwala jej wpływać wzmacniająco na działanie władz duszy. A to już daje nam odpowiednią siłę do prowadzenia naszego życia (zwłaszcza życia rodzinnego).
11 lipca 2026
Jestem człowiekiem
Słowo ciałem się stało !!!
A Słowo ciałem się stało! Słowo Boże wypełniło się. Obietnica zbawienia stała się realnością. Syn Boży wziął na siebie nasze ludzkie cierpienie, a będąc Bogiem pokonał śmierć, aby dać nam życie wieczne. Wszelka nadprzyrodzoność jest wieczna. Bóg stworzył człowieka jako nadprzyrodzonego, wyposażając go w wieczną osobę i życie wieczne. Dzięki łasce zbawienia Bóg przywraca nam nadprzyrodzoną wieczność.
26 maja 2026
Nadprzyrodzona droga człowieka
Duch Święty pojawił się jako dopełnienie Boskiej Wspólnoty (Trójcy Osób). Duch odpowiada zatem za wspólnotowy wymiar życia człowieka. Zaczęło się od pilnowania życia rodzinnego naszych praprzodków, czyli neandertalczyków. Duch wysłał do nich swoich podopiecznych, czyli aniołów, którzy pilnowali, żeby neandertalczycy trwali we wspólnotach rodzinnych. Taka sytuacja trwała przez 10-lecia. Na koniec doszło do stworzenia człowieka osobowego na tym gruncie rodzinnym. W pewnym momencie Bóg Ojciec stworzył osobę mężczyzny i osobę kobiety (być może od razu wielokrotnie?).
Tak powstał człowiek osobowy. Bóg wykorzystał rozwój wspólnot rodzinnych do stworzenia człowieka osobowego, czyli ludzkiej realności nadprzyrodzonej, która mogłaby się stać podstawą kontaktów i relacji z Bogiem (z Trójcą Osób Boskich). Odtąd Bóg mógł się spotykać z człowiekiem osobowo (twarzą w twarz). Ale coś poszło nie tak. Człowiek zerwał kontakt z Bogiem, bo wymyślił coś złego i zrobił to (teologia mówi o grzechu pierworodnym). To musiało być czymś przeciwko osobie. Grzeszny pomysł i grzeszna decyzja rozerwały związek pomiędzy osobą i naturą człowieka. Osobowa podmiotowość przestała rządzić działaniami natury człowieka, przede wszystkim działaniami duszy. Dusza zaczęła rządzić się sama i działać "na własną rękę", jak ja mówię. Pojawiły się samorządne, czyli wolne i dowolne działania umysłu i woli. Człowiek zaczął myśleć i wymyślać złe rzeczy oraz swobodnie wybierać te złe pomysły. Stał się przez to w pełni człowiekiem homo sapiens. To mu pozwoliło podbijać świat przyrody i zagospodarować swoje naturalne otoczenie. Ale ten nowy człowiek musiał się sam zmagać ze wszystkimi trudnościami. Pomagała mu w tym zdolność myślenia, dzięki której mógł rozwijać technikę i sztukę (ogólnie kulturę jako coś ponadnaturalnego).
Bóg zdał sobie sprawę, że aby przywrócić ludziom zbawienie i nieśmiertelność (właściwie życie wieczne), wymaga to dużego zaangażowania i do tego trzeba wybrać jeden naród nawiązując stałe kontakty z tymi ludźmi przez proroków. I tak się stało z narodem żydowskim. W odpowiednim momencie Bóg zesłał swojego Boskiego Syna, żeby się wcielił w Syna człowieczego. Syn Boży przyjął naturę człowieka, żeby poznać i doświadczyć ludzkiego cierpienia, dzięki temu wziął na siebie ludzkie grzechy i od razu zbawił wszystkich ludzi (wszystkie osoby ludzkie), poprzez przywrócenie łączności natury człowieka ze swoją Osobą Boską. Taka łączność przybrała dla nas postać Eucharystii mszalnej. I może być stosowana przez ludzi nawet codziennie. W ten sposób człowiek doświadcza boskiej pomocy nadprzyrodzonej, czyli łaski, która aktywizuje jego osobę do uruchomienia działań osobowych, działań moralnych i religijnych.
Na koniec to nadprzyrodzone wsparcie Boga owocuje zbawieniem człowieka i darem życia wiecznego w Królestwie Bożym. Warto podążać tą drogą!
8 maja 2026
Catholic Think Tank (z roku 2020)
Sytuacja katolicyzmu we współczesnym świecie:
– Zderzenie z ideologią
(niemoc myślenia – ideologii nie zwalczy się przy pomocy myślenia);
– Zinstytucjonalizowane
działania (instytucja działa jedynie w oparciu o prawo);
– Brak sensownej obrony
przeciwko rewolucji kulturowej (wiara przestała być uznawaniem realności);
– Porzucenie
personalistycznej antropologii (Kościół nie wie, kim jest człowiek);
1. Personalistyczna koncepcja człowieka (poparta realistyczną
metafizyką);
2. Człowiek jest osobą uduchowioną i wcieloną;
3. Osoby ludzkie tworzą wspólnoty osobowe oraz kręgi
wspólnotowe;
4. Rodzina jest wspólnotą osób;
5. Kościół jest kręgiem wspólnotowym skupionym wokół
Chrystusa;
6. Parafia jest takim podstawowym kręgiem wspólnotowym;
7. Kościół ma bronić wspólnot wiernych a nie własnych
instytucji;
8. Osoba ludzka działa w łączności z Bogiem (z Chrystusem);
9. Kościół dysponuje potężną bronią służącą do umacniania
osoby człowieka, czyli łaską;
10. Taką bronią są sakramenty święte, które umacniają
osobową aktywność;
11. Należy propagować życie osobowe i wspólnotowe jako
spełnienie i doskonałość człowieka;
12. Jasne, że Kościół nie może negować kultury, ale należy
pokazywać osobowe źródła kultury;
13 Kultura nie jest i nie może być dowolną twórczością;
14. Kultura musi mieć na celu wartości osobowe – prawdę,
dobro i piękno (czyli życie);
15. Tylko tak możemy się bronić przeciwko rewolucji
kulturowej, która opiera się na dowolności myślenia;
16. Trzeba wyraźnie powiedzieć, czym jest wolność;
17. Bóg nie jest Wolnością, lecz daje nam wyzwolenie, bo jest Prawdą i Miłością.
6 maja 2026
Głoszenie Ewangelii i pokoju
8 kwietnia 2026
Przywrócić wiarę !!!
Tym, czego potrzebuje jak najszybciej współczesny człowiek, jest wiara. Ale nie chodzi mi o emocjonalne przeżywanie albo o myślenie o Bogu. W moim rozumieniu wiara jest umysłowym uznaniem prawdziwej realności. Mówiąc o realności mam na uwadze zarówno realność świata jak i realność Boga (czyli realność stworzonego człowieka oraz Super-Realność Boga Stwórcy). Chodzi więc o wiarę, która wyraża pełną akceptację rozumową istnienia realności (istnienia tego, co realne). Dodatkowym efektem jest również odrzucenie i negacja tego, co nie jest realne, chociaż może się takim wydawać.
Mi się wydaje, że cały problem sprowadza się do odróżnienia realnego poznania, które wcale nie utożsamia się z tzw. poznaniem naukowym, od naszego myślenia o czymkolwiek (a to właśnie myślenie jest podstawą poznania naukowego). My posiadamy zdolności poznawcze, które stanowią nasz kontakt z realną rzeczywistością. Dla mnie wystarczającym dowodem jest fakt, że ludzi nigdy nie mieli i wciąż nie mają problemów z rozpoznaniem spotkanego naprzeciw człowieka. Przecież nie kierują się w tym przypadku żadną wiedzą naukową na temat człowieka. Nie da się tego również określić jako przyzwyczajenie. A zatem mamy do czynienia z realnym poznaniem (które często poprzedza nasze widzenie naukowe).
Człowiekowi potrzeba dziś tej poznawczej wiary, żeby na powrót uzyskać realny kontakt z rzeczywistością (z tym, co realne, a już zwłaszcza z prawdziwą realnością człowieka). Jest to o tyle ważne, że nauka w wersji instytucjonalnej przestała się zajmować realnością człowieka i zaczyna tworzyć dowolne poglądy ideologiczne (zgodne z tzw. "poprawnością polityczną"). Doskonale wiadomo, że ludzie nie powinni poddawać się żadnej ideologii, gdyż to zawsze prowadzi do zbrodni przeciwko ludzkości. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym łatwiej nam będzie się ratować przed tymi zagrożeniami. Chociaż wydaje się, że tu walka będzie raczej ostateczna.
Odzyskać nadzieję !!!
Wszystko zawirowało, dlatego współczesny człowiek czeka na nadzieję. Potrzebna jest nam jak najszybciej nadzieja na lepsze życie. Otóż musimy zdać sobie sprawę, że nadzieja jest związana z przeżywaniem własnego lub cudzego życia. Nadzieja nie jest pomysłem naszego myślenia, bo nawet jeśli pomyślimy, że będzie lepiej, to nie daje nam to jeszcze wsparcia, co będzie z naszym życiem. Nadzieja jest bowiem skutkiem działania aktywnego piękna -- ludzkiego piękna osobowego. A to dokonuje się pod wpływem aktów upodobania płynących od osoby do naszej uczuciowości jako władzy duchowej. Bowiem nadzieja rodzi się w naszej uczuciowości, ale dzieje się to pod wpływem przeżywania piękna (piękna osobowego życia, życia wiecznego). Dlatego człowiek musi się zwrócić poprzez przeżycie fascynacji do swojego życia. Musi na nowo zdobyć poznanie i rozumienie realności i wynikającej stąd wartości życia. Potocznie mówimy o ukochaniu życia ("ach życie, kocham cię nad życie"). Powinniśmy więc kochać życie własne oraz życie naszych najbliższych, kochać je emocjonalnie z nadzieją na lepsze zakończenie, czyli zmartwychwstanie.
Żyć miłością !!!
Aktywność osobowa człowieka prowadzi nas do osiągnięcia miłości osobowej. Taka miłość jest pełną afirmacją osobowej realności człowieka. Miłujemy bowiem człowieka ze względu na jego charakter osobowy będący efektem realności podmiotu egzystencjalnego osoby. Trzeba zdawać sobie sprawę, że to osoba spotkanego człowieka wymaga i potrzebuje miłości. Sprawa staje się oczywista w przypadku wspólnoty rodzinnej, gdy kochają się bliskie sobie osoby. Natomiast w przypadku dalszych nam osób wymagany jest szacunek i pozytywne nastawienie. Z tego wynikała dawna gościnność występująca powszechnie. Ludzie szanowali siebie nawzajem, dopóki nie zdarzyło się coś niedobrego. Nie było wśród ludzi takiej wrogości jak dzisiaj.
Niestety dziś zachowania wynikają z kompletnego zapomnienia i porzucenia podejścia osobowego, czyli moralnego, do spotykanego człowieka. Wydaje się, że jest to skutkiem rozpowszechnionego szeroko naturalistycznego pojmowania człowieka. Ludzie już nie wiedzą, kim są. To jest straszne stwierdzenie, dlatego należy z tym walczyć, pokazując wszystkim ich osobową realność zawartą w każdym człowieku. Musimy wołać, że człowiek jest przede wszystkim osobą. Jest oczywiście osobą uduchowioną i ucieleśnioną, ale najpierw osobą.
Bez miłości osobowej nie sposób osiągnąć prawdziwego szczęścia. A przecież każdy chce być szczęśliwy, jak twierdził już Arystoteles. Musimy zatem nauczyć się poszukiwać w sobie tego, co jest osobowe, nawet jeśli nie dostrzegamy samej osoby. Ale można przyjąć, że każdy człowiek (może dziś nie każdy) ma poczucie życia osobowego i tego, że jest kimś ważnym -- ważnym właśnie jako osoba -- osoba stworzona przez Boga. I tutaj pojawia się wątpliwość, bo ludzie przestali wierzyć w stwórczą moc Boga, nawet jeśli nadal mówią o Bogu.
Oczywiście gdy dopada nas wielka miłość (ta miłość osobowa) wszystko staje się dla człowieka jasne. Kocham drugą osobę. Osoba mężczyzny kocha osobę kobiety, a osoba kobiety kocha osobę mężczyzny, bo musimy wiedzieć, że Bóg stwarzając człowieka osobą przeznacza go od razu do roli kobiety albo mężczyzny. Dlatego wspólnota rodzinna powstaje na mocy miłości osobowej, która zostaje wzmocniona Bożą łaską. I dlatego rodziny potrafią przetrwać wszystkie trudne czasy i trudne sprawy.
4 kwietnia 2026
Stojąc w świetle obecności Boga
Dzisiaj może nas uratować tylko obecność Boga. Bóg w Osobie Syna uobecnia się dla nas w sakramencie Eucharystii. Ten sakrament jest dla nas sprawowany w Kościele parafialnym. Kościół parafialny jest dla każdego z nas bezpośrednią wspólnotą religijną. Jako rzeczywista osoba człowiek potrzebuje życia moralnego i życia religijnego. Życie moralne człowieka odbywa się we wspólnocie rodzinnej, natomiast życie religijne odbywa się we wspólnocie parafialnej. To są środowiska najbliższe człowiekowi (młodemu człowiekowi), bo to właśnie tam wzrasta, dojrzewa i rozwija się człowiek pod względem osobowym (a nie tylko fizycznie). Dlatego bez obecności Boga w życiu człowieka trudno jest mówić o doskonalonym człowieczeństwie.
Jezus zstąpił do piekieł
Jezus „zstąpił do piekieł”, żeby
przedstawić starożytnym nadzieję na życie wieczne. W tej piekielnej poczekalni
Platon przechadzał się pod rękę z Arystotelesem. Powiada do niego:
– Widziałeś, objawił się mój
świat idei w postaci Słowa Bożego zwiastującego wybawienie!
Aryst.: – Żaden świat idei tylko
Syn Człowieczy zstąpił z ziemi do nas.
Plat.: – Ale przecież świecił
blaskiem idealnego świata. A poza tym objawił nam słowo prawdy i życia
wiecznego, czego na ziemi nie mogliśmy doświadczyć.
Aryst.: – Być może świadczy to o
boskim pochodzeniu człowieka. Jego dusza błyszczała boskim światłem, ale
cielesność była jak najbardziej materialna.
Plat.: – Dla mnie było to
ucieleśnienie idei człowieka, o której marzyłem od początku. Prawdziwa idea
człowieczeństwa jest w stanie rozświetlić nawet czarną materię.
Aryst.: – Ty chyba wierzysz w
cuda! To była tylko czysta i przezroczysta forma duchowa. Być może czysta forma
człowieczeństwa, która ożywia nasze ciała.
Plat.: – To dlaczego nie
błyszczymy jak On?
Aryst.: – Bo nasze dusze są zbyt
mocno związane z materią cielesną. Nasze brudna cielesność przesłania duchowe
światło.
Plat.: – To znaczy, że nigdy nie
będziemy tak doskonali jak On. Nasze człowieczeństwo jest ograniczone przez
materialne ciało.
Aryst.: – Połączenie naszej duszy
i ciała jest ograniczone, ale powinniśmy się doskonalić przez cały czas
ziemskiego życia. My nie chcemy jednak o tym pamiętać!
Plat.: – Ja głosiłem to wyraźnie,
lecz mało kto chciał tego słuchać. On zaś ma za sobą Słowo Boże, więc może
ludzie Go posłuchają.
Aryst.: – Posłuchają albo i nie
posłuchają. Wiesz przecież, że ludzie nie chcą się wysilać.
Plat.: – Ale wydawało się, że z
Niego płynie doskonałość na wszystkich ludzi. Tylko to, co boskie może nas
udoskonalić.
Aryst.: – To, co płynie z góry – od
Boga z nieba – musi jeszcze zostać przyjęte na dole – przez ludzi. Gdyby to był
deszcz złota, wszyscy zabijaliby się, żeby coś dla siebie złapać. Lecz moc
duchowa jest niewidoczna, dlatego mało kto się nią przejmuje. Jedni niczego nie
potrzebują, a inni chcą wszystko osiągnąć własną praca i wytrwałością. Niewielu
stać na czerpanie z Boskiej Mocy.
Plat.: – Chodźmy do tawerny,
napijemy się dobrego wina.
Aryst.: – A wiesz, słyszałem, że
On zamienił wodę w wino!
Plat.: – To ciekawe. Chyba Boska
Moc jest nadzwyczaj skuteczna.
Aryst. – Co więcej, On zostawił
nam chleb i wino jako źródło swej Mocy. Jego wyznawcy ofiarują i konsekrują
chleb i wino na pamiątkę Jego obecności na ziemi.
Plat.: – To chyba powinniśmy
spróbować tej uczty, jeśli ma ona moc doskonalenia człowieka.
Aryst.: – Ja jestem raczej
sceptyczny.
Plat.: – A ja wierzę w Boską Moc chleba i wina. Chodźmy na wieczerzę do tych chrześcijan. Może doznamy objawienia Bożej woli. Wtedy wszystko stanie się dla nas jasne!


