8 kwietnia 2026

Przywrócić wiarę !!!

Tym, czego potrzebuje jak najszybciej współczesny człowiek, jest wiara. Ale nie chodzi mi o emocjonalne przeżywanie albo o myślenie o Bogu. W moim rozumieniu wiara jest umysłowym uznaniem prawdziwej realności. Mówiąc o realności mam na uwadze zarówno realność świata jak i realność Boga (czyli realność stworzonego człowieka oraz Super-Realność Boga Stwórcy). Chodzi więc o wiarę, która wyraża pełną akceptację rozumową istnienia realności (istnienia tego, co realne). Dodatkowym efektem jest również odrzucenie i negacja tego, co nie jest realne, chociaż może się takim wydawać. 

Mi się wydaje, że cały problem sprowadza się do odróżnienia realnego poznania, które wcale nie utożsamia się z tzw. poznaniem naukowym, od naszego myślenia o czymkolwiek (a to właśnie myślenie jest podstawą poznania naukowego). My posiadamy zdolności poznawcze, które stanowią nasz kontakt z realną rzeczywistością. Dla mnie wystarczającym dowodem jest fakt, że ludzi nigdy nie mieli i wciąż nie mają problemów z rozpoznaniem spotkanego naprzeciw człowieka. Przecież nie kierują się w tym przypadku żadną wiedzą naukową na temat człowieka. Nie da się tego również określić jako przyzwyczajenie. A zatem mamy do czynienia z realnym poznaniem (które często poprzedza nasze widzenie naukowe).  

Człowiekowi potrzeba dziś tej poznawczej wiary, żeby na powrót uzyskać realny kontakt z rzeczywistością (z tym, co realne, a już zwłaszcza z prawdziwą realnością człowieka). Jest to o tyle ważne, że nauka w wersji instytucjonalnej przestała się zajmować realnością człowieka i zaczyna tworzyć dowolne poglądy ideologiczne (zgodne z tzw. "poprawnością polityczną"). Doskonale wiadomo, że ludzie nie powinni poddawać się żadnej ideologii, gdyż to zawsze prowadzi do zbrodni przeciwko ludzkości. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym łatwiej nam będzie się ratować przed tymi zagrożeniami. Chociaż wydaje się, że tu walka będzie raczej ostateczna. 

Odzyskać nadzieję !!!

Wszystko zawirowało, dlatego współczesny człowiek czeka na nadzieję. Potrzebna jest nam jak najszybciej nadzieja na lepsze życie. Otóż musimy zdać sobie sprawę, że nadzieja jest związana z przeżywaniem własnego lub cudzego życia. Nadzieja nie jest pomysłem naszego myślenia, bo nawet jeśli pomyślimy, że będzie lepiej, to nie daje nam to jeszcze wsparcia, co będzie z naszym życiem. Nadzieja jest bowiem skutkiem działania aktywnego piękna -- ludzkiego piękna osobowego. A to dokonuje się pod wpływem aktów upodobania płynących od osoby do naszej uczuciowości jako władzy duchowej. Bowiem nadzieja rodzi się w naszej uczuciowości, ale dzieje się to pod wpływem przeżywania piękna (piękna osobowego życia, życia wiecznego). Dlatego człowiek musi się zwrócić poprzez przeżycie fascynacji do swojego życia. Musi na nowo zdobyć poznanie i rozumienie realności i wynikającej stąd wartości życia. Potocznie mówimy o ukochaniu życia ("ach życie, kocham cię nad życie"). Powinniśmy więc kochać życie własne oraz życie naszych najbliższych, kochać je emocjonalnie z nadzieją na lepsze zakończenie, czyli zmartwychwstanie. 

Żyć miłością !!!

Aktywność osobowa człowieka prowadzi nas do osiągnięcia miłości osobowej. Taka miłość jest pełną afirmacją osobowej realności człowieka. Miłujemy bowiem człowieka ze względu na jego charakter osobowy będący efektem realności podmiotu egzystencjalnego osoby. Trzeba zdawać sobie sprawę, że to osoba spotkanego człowieka wymaga i potrzebuje miłości. Sprawa staje się oczywista w przypadku wspólnoty rodzinnej, gdy kochają się bliskie sobie osoby. Natomiast w przypadku dalszych nam osób wymagany jest szacunek i pozytywne nastawienie. Z tego wynikała dawna gościnność występująca powszechnie. Ludzie szanowali siebie nawzajem, dopóki nie zdarzyło się coś niedobrego. Nie było wśród ludzi takiej wrogości jak dzisiaj. 

Niestety dziś zachowania wynikają z kompletnego zapomnienia i porzucenia podejścia osobowego, czyli moralnego, do spotykanego człowieka. Wydaje się, że jest to skutkiem rozpowszechnionego szeroko naturalistycznego pojmowania człowieka. Ludzie już nie wiedzą, kim są. To jest straszne stwierdzenie, dlatego należy z tym walczyć, pokazując wszystkim ich osobową realność zawartą w każdym człowieku. Musimy wołać, że człowiek jest przede wszystkim osobą. Jest oczywiście osobą uduchowioną i ucieleśnioną, ale najpierw osobą. 

Bez miłości osobowej nie sposób osiągnąć prawdziwego szczęścia. A przecież każdy chce być szczęśliwy, jak twierdził już Arystoteles. Musimy zatem nauczyć się poszukiwać w sobie tego, co jest osobowe, nawet jeśli nie dostrzegamy samej osoby. Ale można przyjąć, że każdy człowiek (może dziś nie każdy) ma poczucie życia osobowego i tego, że jest kimś ważnym -- ważnym właśnie jako osoba -- osoba stworzona przez Boga. I tutaj pojawia się wątpliwość, bo ludzie przestali wierzyć w stwórczą moc Boga, nawet jeśli nadal mówią o Bogu. 

Oczywiście gdy dopada nas wielka miłość (ta miłość osobowa) wszystko staje się dla człowieka jasne. Kocham drugą osobę. Osoba mężczyzny kocha osobę kobiety, a osoba kobiety kocha osobę mężczyzny, bo musimy wiedzieć, że Bóg stwarzając człowieka osobą przeznacza go od razu do roli kobiety albo mężczyzny. Dlatego wspólnota rodzinna powstaje na mocy miłości osobowej, która zostaje wzmocniona Bożą łaską. I dlatego rodziny potrafią przetrwać wszystkie trudne czasy i trudne sprawy.

4 kwietnia 2026

Stojąc w świetle obecności Boga

Dzisiaj może nas uratować tylko obecność Boga. Bóg w Osobie Syna uobecnia się dla nas w sakramencie Eucharystii. Ten sakrament jest dla nas sprawowany w Kościele parafialnym. Kościół parafialny jest dla każdego z nas bezpośrednią wspólnotą religijną. Jako rzeczywista osoba człowiek potrzebuje życia moralnego i życia religijnego. Życie moralne człowieka odbywa się we wspólnocie rodzinnej, natomiast życie religijne odbywa się we wspólnocie parafialnej. To są środowiska najbliższe człowiekowi (młodemu człowiekowi), bo to właśnie tam wzrasta, dojrzewa i rozwija się człowiek pod względem osobowym (a nie tylko fizycznie). Dlatego bez obecności Boga w życiu człowieka trudno jest mówić o doskonalonym człowieczeństwie.  

Jezus zstąpił do piekieł

Jezus „zstąpił do piekieł”, żeby przedstawić starożytnym nadzieję na życie wieczne. W tej piekielnej poczekalni Platon przechadzał się pod rękę z Arystotelesem. Powiada do niego:

– Widziałeś, objawił się mój świat idei w postaci Słowa Bożego zwiastującego wybawienie!

Aryst.: – Żaden świat idei tylko Syn Człowieczy  zstąpił z ziemi do nas.

Plat.: – Ale przecież świecił blaskiem idealnego świata. A poza tym objawił nam słowo prawdy i życia wiecznego, czego na ziemi nie mogliśmy doświadczyć.

Aryst.: – Być może świadczy to o boskim pochodzeniu człowieka. Jego dusza błyszczała boskim światłem, ale cielesność była jak najbardziej materialna.

Plat.: – Dla mnie było to ucieleśnienie idei człowieka, o której marzyłem od początku. Prawdziwa idea człowieczeństwa jest w stanie rozświetlić nawet czarną materię.

Aryst.: – Ty chyba wierzysz w cuda! To była tylko czysta i przezroczysta forma duchowa. Być może czysta forma człowieczeństwa, która ożywia nasze ciała.

Plat.: – To dlaczego nie błyszczymy jak On?

Aryst.: – Bo nasze dusze są zbyt mocno związane z materią cielesną. Nasze brudna cielesność przesłania duchowe światło.

Plat.: – To znaczy, że nigdy nie będziemy tak doskonali jak On. Nasze człowieczeństwo jest ograniczone przez materialne ciało.

Aryst.: – Połączenie naszej duszy i ciała jest ograniczone, ale powinniśmy się doskonalić przez cały czas ziemskiego życia. My nie chcemy jednak o tym pamiętać!

Plat.: – Ja głosiłem to wyraźnie, lecz mało kto chciał tego słuchać. On zaś ma za sobą Słowo Boże, więc może ludzie Go posłuchają.

Aryst.: – Posłuchają albo i nie posłuchają. Wiesz przecież, że ludzie nie chcą się wysilać.

Plat.: – Ale wydawało się, że z Niego płynie doskonałość na wszystkich ludzi. Tylko to, co boskie może nas udoskonalić.

Aryst.: – To, co płynie z góry – od Boga z nieba – musi jeszcze zostać przyjęte na dole – przez ludzi. Gdyby to był deszcz złota, wszyscy zabijaliby się, żeby coś dla siebie złapać. Lecz moc duchowa jest niewidoczna, dlatego mało kto się nią przejmuje. Jedni niczego nie potrzebują, a inni chcą wszystko osiągnąć własną praca i wytrwałością. Niewielu stać na czerpanie z Boskiej Mocy.

Plat.: – Chodźmy do tawerny, napijemy się dobrego wina.

Aryst.: – A wiesz, słyszałem, że On zamienił wodę w wino!

Plat.: – To ciekawe. Chyba Boska Moc jest nadzwyczaj skuteczna.

Aryst. – Co więcej, On zostawił nam chleb i wino jako źródło swej Mocy. Jego wyznawcy ofiarują i konsekrują chleb i wino na pamiątkę Jego obecności na ziemi.

Plat.: – To chyba powinniśmy spróbować tej uczty, jeśli ma ona moc doskonalenia człowieka.

Aryst.: – Ja jestem raczej sceptyczny.

Plat.: – A ja wierzę w Boską Moc chleba i wina. Chodźmy na wieczerzę do tych chrześcijan. Może doznamy objawienia Bożej woli. Wtedy wszystko stanie się dla nas jasne!