24 kwietnia 2019

Antropologia mężczyzny i kobiety w nauczaniu Jana Pawła II /6


Podsumowanie i wnioski

Papieska antropologia jest na wskroś personalistyczna. Człowiek jest pojmowany zawsze jako osoba. To jest pierwsza i podstawowa teza antropologiczna. Człowiek jest osobą od samego początku aż do końca (od poczęcia aż do naturalnej śmierci). Natomiast Papież idzie dalej – ten konkretny człowiek jest mężczyzną albo kobietą. A to już pokazuje nam, że zarówno mężczyzna jak kobieta są osobami. Człowiek jest osobą, w równej mierze mężczyzna i kobieta. Oboje są od początku osobami. Jest to niezwykle ważne i doniosłe stwierdzenie. Nie znajdziemy tego w żadnej wcześniejszej antropologii.

Papieska antropologia jest personalistyczna, gdyż jest antropologią mężczyzny i kobiety. Dla Papieża to właśnie mężczyzna i kobieta w swoim konkretnym i cielesnym bytowaniu stanowią osoby ludzkie. Osobą jest więc konkretny jednostkowy człowiek, a nie jakiś człowiek pojmowany ogólnie. Jest to antropologia przedstawiająca konkretną żywą osobę, tak jak istnieje ona w naszym widzialnym świecie. W jednym miejscu Papież mówi nawet o odrębnych wcieleniach mężczyzny i kobiety. (por. Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, s. 33) Można powiedzieć, że papieskie rozważania dotyczą żywego i realnego człowieka w jego jednostkowości. Tę konkretną jednostkowość dostrzega on w mężczyźnie oraz kobiecie.

Papieska antropologia jest personalistyczna, gdyż odkrywa On i ukazuje wszystkie najważniejsze zasady osobowego działania człowieka. Pierwszą i główną zasadą jest miłość. Papież mówi po prostu o miłości, ale z Jego wypowiedzi od razu widać, że chodzi o najgłębsze rozumienie miłości – o miłość osobową. (Autor nazywa ją również miłością oblubieńczą). Taka miłość jest darem. Papieska antropologia jest personalistyczna, gdyż pokazuje nam osobową miłość, jaka może zaistnieć tylko pomiędzy mężczyzną i kobietą.

Papież definiuje miłość jako dar. Miłość jest bezinteresownym darem. Autor jest świadomy, że bezinteresowny dar jest urzeczywistnieniem i spełnieniem osoby. Tylko osobę stać na bezinteresowność miłości. Tylko osobę stać na bezinteresowny dar z samej siebie. Papież powie, że tylko osoba może miłować i tylko osoba może być miłowana. (List Mulieris dignitatem 29) Ontyczny związek miłości z osobą Papież odkrywa w osobie kobiety (w tej biblijnej „niewieście”). Miłość jest powinnością ontyczną i etyczną osoby. Osoba powinna być miłowana, bowiem tylko miłość odpowiada temu, kim jest osoba. (tamże)

Nikt we współczesnej kulturze nie przedstawił kobiety lepiej i głębiej niż Jan Paweł II. Pokazał On wszystkim – kobietom i mężczyznom –  że kobieta jest tą, w której porządek miłości znajduje pierwsze zakorzenienie w stworzonym świecie osób (List Mulieris dignitatem 29). Stwierdza, że to kobieta objawia nam, że miłość jest powinnością ontyczną i etyczną osoby. Gdy spotykamy kobietę, wtedy od razu dostrzegamy, że osoba powinna być miłowana, bowiem tylko miłość odpowiada temu, kim jest osoba. (por. tamże) Według Papieża Maryja objawia nam jeszcze coś więcej – że Bóg jest Miłością.

Ta osobowa miłość jest podstawą i zasadą łączności mężczyzny i kobiety. Miłość jest zasadą wspólnoty, najpierw małżeńskiej, a później rodzinnej. Osoba jest powołana do miłości. A to znaczy, że jest również powołana do osobowej wspólnoty (czyli do komunii). Osoba mężczyzny i osoba kobiety są powołane do tworzenia wspólnoty małżeńskiej. Dlatego Papież chce nam pokazać, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety, ponieważ małżeństwo ma być wspólnotą osobowej miłości (miłości oblubieńczej).

W zamyśle Bożym małżeństwo miało być komunią osób. Dzisiaj taką komunią małżeństwo staje się dzięki łasce jako sakrament. Dlatego małżeństwo nie może pozostawać jedynie instytucją prawno-społeczną. Małżeństwo nie jest ludzkim pomysłem albo ludzkim tworem i nie może być do tego sprowadzane. Małżeństwo powinno być wspólnotą osób, które dzięki osobowej miłości stać na urzeczywistnienie się poprzez bezinteresowny dar z samych siebie. Małżeństwo powstaje jako wspólnota z Bogiem, jakby Boża Komunia. Papież powiada: Komunia miłości pomiędzy Bogiem i ludźmi /.../ znajduje swój wymowny wyraz w przymierzu oblubieńczym zawartym pomiędzy mężczyzną i kobietą. (FC 12)

Papież pisze: Duch święty /.../ użycza małżonkom chrześcijańskim daru komunii miłości. /.../Ta komunia miłości jest darem łaski Chrystusowej. (FC 19) Małżeństwo musi być komunią miłości, aby mogło się stać wspólnotą życia i miłości – czyli rodziną. Małżeństwo musi być komunią osób, aby było w stanie dawać nowe życie i zrodzić nową osobę. Papież naucza, że /.../ miłość małżeńska /.../ uzdalnia ich do największego oddania, dzięki któremu stają się współpracownikami Boga, udzielając daru życia nowej osobie ludzkiej. (FC 14) Małżeństwo ma się rozwijać w kierunku rodziny. Powinno stworzyć pełną i wieloosobową wspólnotę ludzką, jaką jest rodzina.

Papieska antropologia jest personalistyczna. Ale możemy powiedzieć jeszcze więcej, że ta antropologia jest wspólnotowa albo nawet komunijna. To znaczy, że osoba stworzona „dla niej samej”, bytuje jednocześnie dla innych osób. Osoba istnieje dla wspólnoty. W „jedności dwojga” mężczyzna i kobieta są od „początku” /.../ wezwani do tego, aby bytować wzajemnie „jedno dla drugiego”. (List Mulieris dignitatem, 7) Tak jak Bóg istnieje w Trójcy Osób, a więc dla Trójcy Osób, tak człowiek istnieje dla wspólnoty rodzinnej. Osobowa wspólnota powstaje dzięki miłości. Jeżeli więc, jak naucza Papież, osoba jest powołana do miłości, to zarazem znaczy to, że jest powołana do wspólnoty osobowej (z ludźmi albo z Bogiem).

Jeżeli spojrzymy na tę sprawę całkiem konkretnie, to zobaczymy, że konkretny człowiek jako mężczyzna i jako kobieta są powołani do wzajemnej łączności i do związku. A to prowadzi nas do odkrycia konkretnej osobowej wspólnoty, którą jest rodzina. Do założenia rodziny są więc powołane konkretne osoby mężczyzny i kobiety. A skoro osoby są świadome i wolne, to zapoczątkowanie rodziny powstaje w wyniku przysięgi małżeńskiej, czyli zawarcia małżeństwa. Dlatego małżeństwo w życiu kobiety i mężczyzny pełni rolę zapoczątkowania wspólnoty rodzinnej. Można w związku z tym powiedzieć, że małżeństwo ma określony cel i zadanie. Celem małżeństwa jest powstanie i założenie rodziny, czyli narodziny nowego człowieka.

Małżeństwo nie jest więc dowolnym związkiem ludzkim, ale jest to świadoma i wolna decyzja dwojga osób, aby założyć rodzinę jako wspólnotę osób (wspólnota to co najmniej trzy osoby). Zatem według papieża Jana Pawła II małżeństwo ma charakter osobowy (postać aktu osobowego) i dzieje się pomiędzy dwoma osobami, które są w stanie utworzyć wspólnotę osób (czyli zrodzić dziecko). Wspólnotą osobową jest rodzina. Rodzina, która powstaje dzięki zawarciu małżeństwa oraz dalszej prokreacji. Jako wspólnota osób rodzina powstaje w wyniku zrodzenia nowego człowieka (czyli dziecka). Wspólnota osobowa nie jest więc w żadnym stopniu tworem instytucjonalnym (czyli prawnym). Ona jest tworem łaski, czyli rzeczywistością nadprzyrodzoną. Dlatego też małżeństwa nie wolno traktować jako tworu kulturowego (tworu społeczno-prawnego).

Papieska antropologia jest personalistyczna w najgłębszym sensie. Człowiek jest dla Niego zawsze osobą. Papież analizuje najważniejsze przejawy osobowego życia i działania człowieka. Mówi o miłości oblubieńczej małżonków – o miłości kobiety i mężczyzny. Mówiąc o miłości wskazuje na jej bezinteresowność. Miłość jest darem. Ma postać bezinteresownego daru i dlatego jest miłością osobową. Miłość jest całkowitym wzajemnym oddaniem. Miłość wszystko daje i ofiarowuje, niczego nie zabiera. Miłość jest potwierdzeniem i afirmacją godności człowieka – jego osobowej godności. Miłość zawsze daje człowiekowi godność i nigdy jej nie zabiera. Miłość nie może być poniżeniem człowieka. Papież najchętniej odwołuje się do Pawłowego Hymnu o miłości (1 Kor 13-15).

Miłość oblubieńcza małżonków jest właśnie miłością osobową. To znaczy, że w takiej miłości człowiek jako osoba poszukuje dobra drugiej osoby, a nie swojego dobra (dobra dla siebie). Osobowa miłość dotyczy więc dobra osobowego (bonum honestum), a nie różnych postaci dobra – przyjemności (bonum delectabile) lub pożytku czy korzyści (bonum utile). Papież w swoich wypowiedziach nieustannie krytykuje hedonizm i utylitaryzm.

W Liście do Rodzin Papież wprowadził nową kategorię antropologiczną. Mówi tam o zdolności do życia w prawdzie i miłości. Jest to zdolność, która określa wewnętrzną tożsamość osoby ludzkiej. A to znaczy, że według niego prawda i miłość wyznaczają osobowe życie człowieka. Osoba ludzka powinna być otwarta i nastawiona na prawdę i na miłość. Życie w prawdzie i miłości stanowi bowiem realną aktywność i doskonałość osoby. O ile miłość określa charakter wolitywny człowieka, o tyle prawda odnosi się do porządku poznawczego. Patrząc na to z perspektywy osobowej powiemy, że nasze poznanie potrzebuje osobowej prawdy.

Skoro nasze chcenie przybiera osobowy charakter pod postacią miłości, to także poznanie powinno mieć wymiar osobowy. Odnosi się wówczas do osobowej prawdy. U Papieża rozważania tego poznawczego zaangażowania się człowieka po stronie prawdy dotyczą na ogół relacji do Słowa Bożego. W przyjęciu Słowa Bożego widzi on poznawcze osiągnięcie prawdy. Człowiek ze swej natury poszukuje prawdy. W encyklice Fides et ratio Papież pisał, że człowiek jest z natury filozofem. (zob. ...) Ale człowiek nie może poszukiwać prawdy w nieskończoność. Jako osoba człowiek musi przyjąć i uznać prawdę, aby wypełniło się jego poznanie. Dlatego najprostszą drogą do zdobycia prawdy jest przyjęcie Słowa Bożego.

Można powiedzieć, że potwierdzeniem tego postulatu jest właśnie personalistyczna antropologia Papieża. Doskonale widać, że odczytuje on wiedzę o człowieku ze słów Pisma Świętego. A ta wiedza ma nie tylko postać teologii czy religii, ale stanowi pełną wiedzę o człowieku – również metafizyczną i etyczną. Teza, że zarówno mężczyzna jak i kobieta jest osobą (oboje w równym stopniu są osobami), wykracza daleko poza teologię i stanowi głęboka prawdę antropologiczną.

Nie można zrozumieć człowieka, jeśli pominie się ujęcie personalistyczne. W swoich rozważaniach Papież zawsze rozpoczyna od „początku”, od stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boże, co interpretuje jako stworzenie osoby. Zatem Bóg stwarza osoby ludzkie – mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Z jednej strony widzimy, że Bóg stworzył osobę dla niej samej. Osoba istnieje sama w sobie i sama dla siebie. Papież nieustannie przypomina, że człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego. (Gaudiium et spes, 24) Ale ujmując osobę jako mężczyznę i kobietę Papież odkrywa także, iż Bóg stworzył osobę dla drugiej osoby. Stworzył kobietę dla mężczyzny, zaś mężczyznę dla kobiety. Bóg stworzył ich dla siebie nawzajem. A to znaczy, że stworzył ich i powołał  – mężczyznę i kobietę – do wspólnoty, do wzajemnej komunii. Dla Papieża jest to komunia miłości, o której tak pięknie pisał w Liście do rodzin oraz w adhortacji Familiaris consortio.

Według Jana Pawła II człowiek jest powołany do komunii miłości, a zatem jest powołany zarazem do miłości, jak i do komunii, czyli do wspólnoty opartej na osobowej miłości. Ale takie powołanie nie dotyczy samej ludzkiej natury. Jest to przede wszystkim powołanie osoby, gdyż osoba wykracza poza naturę i przekracza ją. Osoba jako podmiotowość istnienia przyczynuje możność istotową, czyli naturę. Akt istnienia ma moc sprawczą, dlatego podmiotowość istnienia jest sprawcza. Natomiast podmiotowość istotowa jako natura jest tylko wykonawcza. Gdy jednak natura zechce przejąć rolę podmiotowości sprawczej, wtedy zaczyna „przyczynować” jedynie złe działania. Dlatego mówimy, że sprawcą zła jest człowiek, zaś Bóg zawsze sprawia dobro.

Bóg jest sprawcą osoby stanowiącej podmiotowość istnienia. Osoba, gdy sama działa, zawsze działa dobrze. Osobowe czyny zawsze będą etyczne, natomiast natura może postąpić nieetycznie (niemoralnie). Błędy i złe przyzwyczajenia pochodzą zawsze od natury, ale to nie znaczy, że człowiek w zakresie natury ma postępować niemoralnie. Właśnie na tej podstawie de Sade usprawiedliwiał zbrodnie twierdząc, że pochodzą z natury, a zatem są dla człowieka czymś naturalnym (zgodnym z jego naturą).

Natura powinna działać pod wpływem osoby. Gdy jednak zabraknie sprawczej podmiotowości osoby, wtedy natura zaczyna błądzić, gdyż nie wie, co ma robić – czy wybierać dobro, czy zło. Dlatego raz wybiera dobro, a innym razem zło. Teologia poucza nas, że natura potrzebuje łaski. Właśnie łaska ożywia osobę, a właściwie uaktywnia ją. Dzięki temu natura otrzymuje od osoby jasne wskazanie w postaci słowa prawdy, czynu dobra i przeżycia piękna. Otrzymawszy takie wsparcie władze naturalne mogą prawidłowo działać, czyli postępować moralnie i religijnie, gdyż będą działać pod wpływem aktów osobowych.

Bez łaski i wsparcia osoby natura pozostaje grzeszna. Jeśli natura będzie chciała oderwać się od osoby, wówczas może zupełnie zniszczyć człowieka, popadając w różne nałogi i uzależnienia. To prowadzi do dramatu człowieka. Człowieka nie może więc uratować sama natura. Człowieka może uratować jedynie osoba obdarzona łaską Bożą. Osoba ludzka musi się otworzyć na Boga. Musi doznać łączności z Bogiem. Musi przyjąć Bożą łaskę. Wtedy zapala się w niej iskierka (iskierka zbawienia). Tak jak zapala się lampa. Musi być podłączona do prądu, żeby mogła się zapalić. Bez łączności z Bogiem osoba nie zdoła się uaktywnić. A wówczas natura pozostanie dialektyczna w swoim działaniu. Człowiek będzie tylko człowiekiem (czyli rozumnym zwierzęciem) i będzie nieustannie błądził. Przeto aby człowiek mógł trafić do celu, potrzebuje Boskiego wsparcia. Bóg daje łaskę, ale człowiek musi ją przyjąć. Musi się otworzyć i przygotować na przyjęcie łaski.

Człowiek musi przyjąć Boże Słowo, czyli Prawdę. Człowiek musi przyjąć Bożą Miłość, czyli Dobro. Ale człowiek musi również przyjąć radość i nadzieję, czyli Życie (upodobanie życia). Dopiero wtedy władze naturalne mogą zacząć działać w sposób doskonały, czyli właściwy moralnie. Wówczas rozum będzie w stanie zaakceptować osobową prawdę kogoś drugiego. Wola będzie afirmować osobowe dobro innej osoby. Stanie się więc zdolna do osobowej miłości (miłości oblubieńczej). Wreszcie uczucia będą mogły podjąć fascynację życiem, ale już tym życiem osobowym, które jest związane z pięknem. Można powiedzieć, że w takim stanie człowiek będzie żył pełnią osobowego życia. A to znaczy, że jego osoba zostanie w pełni urzeczywistniona poprzez naturę. Albo mówiąc inaczej – natura osiągnie zjednoczenie z osobą i zacznie działać w sposób osobowy. Taki człowiek osiąga świętość jako stan pełnej doskonałości. Tego właśnie możemy się uczyć od Świętych. Tego uczymy się przede wszystkim od papieża Jana Pawła II.

23 kwietnia 2019

Osobowa równość mężczyzny i kobiety



Oderwanie się natury człowieka od jego osoby spowodowało, że natura poszła swoją własną drogą. Dlatego natury kobiety i mężczyzny rozeszły się w przeciwne strony.

Wspólnota małżeńska została powołana do zrównoważenia dwóch ludzkich natur. Po grzechu pierworodnym natura męska i natura żeńska zaczęły działać na zasadzie przeciwieństw. Te przeciwieństwa raz się przyciągają, a innym razem się odpychają. Okazuje się, że obie natury nie tak łatwo dopasować do siebie. Jest to możliwe jedynie na wyższym poziomie osobowym. Działania osobowe są bowiem bezinteresowne, dlatego one nie wywołują konfliktów. Natomiast działania naturalne są jak najbardziej interesowne, dlatego łatwo prowadzą do konfliktów. Tych konfliktów nie da się rozwiązać wyłącznie poprzez seks, bo to nie jest żadne rozwiązanie, a z czasem może doprowadzić do eskalacji.

Dla trwałego zjednoczenia tych natur (męskiej i żeńskiej) potrzebna jest realna moc sprawcza, która dokonałaby zrównoważenia obu przeciwieństw. Taką moc posiada jedynie osoba ludzka (osobowa podmiotowość istnienia). Na tej mocy zbudowana jest wspólnota osobowa. Tak naprawdę dopiero wspólnotowe połączenie dwóch osób daje w efekcie trwały stan równowagi dwóch natur – męskiej i żeńskiej. Osoby łączące się w osobowej wspólnocie są dla siebie odpowiednie i równe. Tak naprawdę tylko osoby są realnie sobie równe. Na poziomie natur mamy zawsze do czynienia z czyjąś dominacją, co oznacza, że żadne natury nie są sobie równe.

W osobowej wspólnocie wszyscy członkowie (czyli wszystkie uczestniczące w niej osoby) są równi, gdyż uczestniczą w jednorodnej wspólnocie. Osobowa wspólnota w przeciwieństwie do wszelkich instytucji i organizacji społecznych nie jest tworem hierarchicznym. Taka wspólnota łączy wszystkich na jednym egzystencjalnym poziomie. Mamy w niej do czynienia z relacjami osobowymi, które łączą własności istnieniowe. Powstająca w ten sposób wspólnota stanowi i zapewnia równość swoich podmiotów. Możemy więc mówić o całkowitej równości osobowych podmiotów. Dlatego w osobowej wspólnocie osoby mężczyzny i kobiety dorównują sobie wzajemnie. Ta pełna równość jest oparta na relacjach osobowych, które wiążą bezpośrednio same osoby. Relacje osobowe nie tworzą żadnych hierarchicznych stosunków społecznych. One po prostu łączą osoby między sobą bez wprowadzania żadnych dodatkowych preferencji.

Małżonkowie, którzy są zdecydowani na utworzenie wspólnoty osobowej, czyli rodziny, podejmują wspólne powołanie i zobowiązanie. Powstaje pełna równowaga i równość działania (w ceremonii zaślubin małżonkowie podają sobie ręce na znak równości). Jest to równość powołania i zobowiązania, która najlepiej wyraża równość osób tworzących nową wspólnotę. Dlatego należy uznać, że małżeństwo najlepiej oddaje równoważny status osoby kobiety i osoby mężczyzny. W trakcie zawarcia małżeństwa kobieta i mężczyzna otrzymują realną moc (łaskę Bożą), która pozwala im w dążeniu do zrównoważenia własnych natur. Dzięki małżeństwu, które stanowi początek osobowej wspólnoty, następuje połączenie i zrównanie ludzkich natur mężczyzny i kobiety.

Z racji nawiązania relacji osobowych natury mężczyzny i kobiety stają się współmierne i kompatybilne. Dwie osoby otwierają się dla siebie poprzez naturalne dopasowanie. Toteż szczytowym osiągnięciem łączności i równości jest rodzicielstwo (akt płodności). Dokonuje się wówczas obustronny i obopólny dar życia, co jest realnym wyrazem bezinteresownej miłości. W ten sposób ojciec i matka zostają całkowicie zrównani w swoim osobowym działaniu. Jest to ostateczne spełnienie równości, ponieważ oni oboje są koniecznymi sprawcami zrodzenia dziecka. Następuje tutaj całkowite połączenie małżonków i dzięki temu może powstać nowe życie. Rodzice rodząc dziecko przyczyniają się do pojawienia się nowego człowieka, który jako nowa osoba od razu jest wpisany we wspólnotę rodzinną.

Rodzicielstwo stanowi realne zrównanie mężczyzny i kobiety, a zarazem jest to podniesienie ich obojga na nowy osobowy poziom. Rodzicielstwo jest bowiem szczytowym osiągnięciem człowieka jako osoby i jako natury.

Osobowe połączenie mężczyzny i kobiety



W małżeństwie dokonuje się osobowe połączenie mężczyzny i kobiety. To jest po prostu związek dwóch osób, a nie tylko związek dwojga ludzi. Osoba męża i osoba zony zostają połączone dzięki łasce Bożej, ponieważ to Bóg gwarantuje nawiązanie relacji osobowych. Dzięki temu sakramentalnemu związkowi dochodzi do wzajemnego obdarowania się swoją osobą. Mężczyzna obdarowuje żonę własną osobą, zaś kobieta obdarowuje męża swoją osobą. W ten sposób następuje wzmocnienie i spełnienie życia osobowego małżonków. Kobieta staje się matką, a mężczyzna ojcem.
Papież Franciszek mówił do narzeczonych (na Dzień Zakochanych – 14 lutego 2014): „Kobieta ma uczynić męża bardziej mężczyzną [czyli ojcem – moje], zaś mężczyzna ma uczynić żonę bardziej kobietą [czyli matką]”. Tak więc w małżeństwie oboje stają się bardziej mężczyzną i bardziej kobietą, ponieważ stają się ojcem i matką. Prawdziwy rozwój człowieka dokonuje się zatem w małżeństwie, gdyż tam podlega spełnieniu sama osoba kobiety i mężczyzny. Otóż ten osobowy rozwój przeciwstawia się innym pozornym formom doskonałości, jak np. kariera zawodowa lub sława medialna. Rozwój kariery zawodowej przebiega w sferze społecznej, czyli w perspektywie instytucjonalnej i organizacyjnej. Chodzi tam o skuteczną organizację życia społecznego. Powszechnie przyjęło się hasło, że człowiek jest istotą społeczną, dlatego proponuje się dzisiaj doskonalenie w wymiarze społecznym.
Otóż należy stwierdzić, że osoba ludzka (kobieta i mężczyzna) nie realizuje się i nie spełnia w działalności organizacyjnej i zawodowej. Osoba ludzka realizuje się we wspólnocie osobowej, jaką jest rodzina. Jak nauczał Jan Paweł II, osoba spełnia się w bezinteresownym darze z siebie. Osoba kobiety i mężczyzny dąży do oddania się drugiej osobie na zasadzie komplementarności, czyli dopełnienia. Takie wzajemne oddanie się wypełnia się właśnie w rodzicielstwie.
Dlatego Papież mówił, że oddanie kobiety jest w stanie uczynić męża bardziej mężczyzną, gdyż czyni go ojcem, zaś oddanie mężczyzny jest w stanie (właściwie ma moc) uczynić żonę bardziej kobietą, gdyż czyni ją matką dzieci. Na tym polega wypełnienia osobowej doskonałości człowieka, ponieważ osobowe spełnienie człowieka dokonuje się w rodzicielstwie, które jest aktem dwóch osób.

12 lutego 2019

41.Zestawienie poglądów Wojtyły i Gogacza




Koncepcje Wojtyły i Gogacza stanowią spojrzenie na zagadnienie osoby z dwóch różnych, właściwie przeciwstawnych, pozycji. Są to dwa odmienne podejścia badawcze. Wojtyła podchodzi do tego zagadnienia jako etyk. Gogacz zaś przedstawia je jako metafizyk. Wojtyłę interesuje etyczna strona tego problemu. Natomiast Gogacz odwołuje się do zasad metafizyki.



Dlatego u Wojtyły etyka zdaje się wyprzedzać metafizykę (podobnie jak u Levinasa). Punktem wyjścia jest dla niego doświadczenie ludzkiego czynu. Wychodzi więc od przeżycia ludzkiego działania. Stąd działanie pojawia się jako pierwsze. Z kolei analiza działania wykazuje, że człowiek jest podmiotem działania. Człowiek jest sprawcą działania. Ale okazuje się, że to działanie określa jednocześnie charakter samego człowieka. To działanie sprawia bowiem, że człowiek staje się dobry lub zły. Charakter moralny człowieka zależy bowiem od jego działania. Człowiek staje się więc podmiotem moralnym, czyli osobą.



U Wojtyły człowiek staje się osobą w działaniu. Człowiek ustanawia więc sam siebie w działaniu. Ustanawia swoją osobową podmiotowość. Ale to stawanie się osobą ma wyłącznie etyczny charakter. Człowiek spełnia w nim siebie stając się osobą. Właśnie spełnianie się człowieka w jego osobowym bycie jest celem etyki.



W perspektywie etycznej i moralnej można powiedzieć, że człowiek się staje. Staje się dobry lub zły. Według Wojtyły działania moralne niosą ze sobą wartość, która określa i ustanawia człowieka jako moralny podmiot. Wartość działania (personalistyczna wartość czynu) przenosi się zatem na człowieka. Właśnie w tym sensie Wojtyła twierdzi, że działanie jest stawaniem się. Takie stawanie się człowieka określa mianem samostanowienia. Człowiek stanowi o sobie w aspekcie moralnym i etycznym. Ustanawia sam siebie jako podmiot moralny.



Natomiast u Gogacza sprawa wygląda zupełnie inaczej. Metafizyka jest u niego zawsze pierwsza. Metafizyka wyprzedza etykę oraz inne dziedziny. Dlatego w jego analizach najważniejsza jest metafizyczna koncepcja osoby. Osoba jest pojmowana jako samodzielny byt. Stanowią ją wewnętrzne zasady bytu. Osoba posiada bytową strukturę, czyli posiada istotę i istnienie. Jeśli osoba jest bytem, to pierwsze i najważniejsze jest w niej istnienie. Osobę wyznaczają więc istnienie oraz intelektualność istoty.



Według Gogacza pierwsza jest zatem osoba. To osoba podmiotuje działania oraz relacje osobowe. Działanie zależy od człowieka. To człowiek jako osoba podejmuje różnorodne działania. Osoba dysponuje więc poznaniem i decydowaniem. Trzeba przyznać, że to osoba wyznacza i ustanawia swoje działania, a nie odwrotnie. Z kolei relacje osobowe łączą między sobą dwie osoby. Relacje osobowe są oparte na istnieniu, a dokładniej na własnościach transcendentalnych przejawiających istnienie. Jak w bycie pierwsze jest istnienie, tak relacje osobowe są pierwsze i wcześniejsze przed wszystkimi innymi relacjami (także wcześniejsze od poznania i działania).


Ale dla Wojtyły osoba nie jest tylko podmiotem działania, czyli podmiotem moralnym. Osoba jest również tą rzeczywistością, dzięki której człowiek może żyć we wspólnocie. Obok samostanowienia osoba ma bowiem jeszcze inną właściwość – uczestnictwa.



Uczestnictwo oznacza dla Wojtyły właściwość samej osoby. Jest to wewnętrzna i homogeniczna właściwość, która stanowi o tym, że bytując i działając “wspólnie z innymi” osoba bytuje i działa jako osoba. Uczestnictwo oznacza nie tylko różnorodne formy odniesienia osoby do “innych”, ale oznacza samą podstawę tych form, która tkwi w osobie i odpowiada osobie. Dzięki uczestnictwu urzeczywistnia się transcendencja oraz integracja osoby w czynie. Uczestnictwo to właściwość osoby, dzięki której człowiek dąży do samospełnienia; spełnia zaś siebie działając i bytując wspólnie z innymi.



Wojtyła potwierdza, że działania ludzkie dokonywane w ramach wspólnoty mają wymiar autentycznych czynów, poprzez które człowiek całkowicie się spełnia. Można pokusić się o tezę, że osobowe czyny człowieka mają jednocześnie swój wymiar wspólnotowy. Człowiek spełnia się bowiem właśnie we wspólnocie, w życiu wspólnotowym. Wojtyła twierdzi, że człowiek działa i bytuje “wspólnie z innymi”. Do tego uzdalnia go szczególna właściwość, jaką jest uczestnictwo. Uczestnictwo stanowi właściwość samej osoby. Ta właściwość sprawia, że osoba bytując i działając jako osoba, działa i bytuje “wspólnie z innymi”. Wydaje się zatem, że osoba bytuje i działa zawsze we wspólnocie. To jest właściwy wymiar osobowego bytu człowieka, jak i etyczny wymiar jego działania.



Uczestnictwo pojmowane jako właściwość osoby ma bezpośrednie odniesienie do samostanowienia. Analizując strukturę czynu i osoby Wojtyła doszedł do odkrycia samostanowienia. Z kolei analizując wspólnotę odkrywa uczestnictwo. Oba elementy stanowią właściwości osoby. Oba są podstawą działania typowo ludzkiego. Samostanowienie określa działanie osobowe, uczestnictwo określa działanie wspólnotowe, działanie “wspólnie z innymi”. Wojtyła powie, że samostanowienie zawiera uczestnictwo. Można chyba dodać, że uczestnictwo zawiera samostanowienie. Czy jednak można je zupełnie utożsamić? Wydaje się, że pomiędzy samostanowieniem a uczestnictwem zachodzi analogiczna relacja, jak między osobą a wspólnotą. Wojtyła powiada, że obie te rzeczywistości przylegają do siebie, choć z pewnością nie utożsamiają się całkowicie.



Istnieje bezpośrednie powiązanie uczestnictwa i samostanowienia. Uczestnictwo jest zawarte w samostanowieniu. Wojtyła powie, że w przypadku działania “wspólnie z innymi” samostanowienie zawiera i wyraża uczestnictwo. Uczestnictwo byłoby więc samostanowieniem na gruncie wspólnotowym. Samostanowienie wyznacza podmiotowość osobową, zaś uczestnictwo określa podmiotowość wspólnotową.



Można więc przyjąć, że uczestnictwo stanowi u Wojtyły określenie sposobu bytowania osoby. Ten sposób bytowania „wspólnie z innymi” umożliwia i wyznacza powstawanie wspólnoty. Można by nawet powiedzieć, że ten sposób bytowania i działania osoby staje się już wspólnotą. Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że ten sposób bytowania przynależy do osoby człowieka, a nie do jego natury. To właśnie osoba bytuje i działa w wymiarze wspólnotowym, czyli bytuje i działa we wspólnocie. Stąd nasuwa się już wniosek, że człowiek żyje we wspólnocie nie z natury, ale z racji osoby (z racji swojego osobowego bytowania). Dlatego chyba Wojtyła posłużył się w stosunku do wspólnoty określeniem communio personarum, czyli wspólnoty osobowej. Dla niego wspólnota jest podmiotowana w osobach. Wspólnota ma więc wymiar osobowy, zaś osoba bytuje i działa we wspólnocie. Widać to najlepiej na przykładzie rodziny. Właśnie rodzina jest faktyczną communio personarum.



Communio personarum Wojtyła definiował jako taką wspólnotę, gdzie ja i ty (czyli dwie osoby) trwają we wzajemnej afirmacji transcendentnej wartości osoby (czyli jej godności) potwierdzając to swoimi czynami. Człowiek jako osoba jest zdolny i powołany do wspólnoty rozumianej jako communio. Samo communio może mieć dwa znaczenia. W pierwszym znaczeniu chodzi raczej o skutki sposobu bycia i działania. W drugim znaczeniu określamy zaś sam ów sposób bycia i działania, który stanowi wyłączną właściwość osób. Toteż w pojęciu communio nie chodzi tylko o stwierdzenie tego, co wspólne, o uwydatnienie wspólnoty jako pewnego skutku czy nawet wyrazu bycia i działania osób – chodzi natomiast o sam sposób bycia i działania tychże osób. Jest to taki sposób (modus), że bytując i działając we wzajemnym do siebie odniesieniu, przez to działanie i bytowanie wzajemnie siebie jako osoby potwierdzają i afirmują. Communio oznacza więc wspólnotę jako skutek, ale nie przede wszystkim. “Wspólnota” może oznaczać to, co zawiera się w pojęciu communio, jeżeli założymy, iż wskazuje na taki sposób (modus) wspólnego bytowania i działania osób, przez który się wzajemnie potwierdzają i afirmują, który służy osobowemu spełnieniu każdej z nich poprzez wzajemne odniesienie. Wyraz communio wskazuje albo na potwierdzenie i umocnienie, które jest skutkiem jedności i zespolenia, albo też wyraz communio wskazuje na potwierdzenie i umocnienie, na wzajemną afirmację jako właściwość zespolenia, którym jednoczą się ludzie.



Taka wspólnota byłaby wzajemnym potwierdzeniem siebie jako osoby oraz afirmacją bezwzględnej wartości osoby ludzkiej. Można chyba przyjąć, że we wspólnocie osoby potwierdzają wzajemnie swoje stawanie się. Jednocześnie potwierdzają i afirmują swoją wartość osoby, czyli afirmują godność osoby. W ten sposób dochodzi do całkowitego spełnienia się człowieka w osobowym bycie. Dlatego zdaniem Wojtyły, tylko we wspólnocie („wspólnie z innymi”) spełnia się osobowe i moralne życie człowieka. Właśnie we wspólnocie osoby uzyskują pełną wartość. We wspólnocie osoba osiąga swą pełnię oraz uzyskuje potwierdzenie siebie ze strony innych osób. Osoby istnieją więc dla wspólnoty. We wspólnocie dokonuje się również spełnienie i dopełnienie życia moralnego. We wspólnocie wypełnia się zatem etyka. Przede wszystkim etyka znajduje wypełnienie we wspólnocie rodzinnej i religijnej. To w rodzinie uczymy się etyki. Etyki uczą nas bowiem kochające osoby, a nie prawo czy kodeksy karne. Wydaje się, że dla Wojtyły wspólnota typu communio personarum byłaby jakimś najwyższym celem moralnym, jakimś najdoskonalszym stanem i osiągnięciem moralnym.



Wspólnota typu communio personarum występuje wtedy, gdy osoby trwają we wzajemnej afirmacji wartości (czyli godności) osoby potwierdzając to swoimi czynami. Wspólnota zostaje więc określona poprzez trwanie we wzajemnej afirmacji. To trwanie w afirmacji domaga się potwierdzenia w działaniu. Można przyjąć, że to trwanie jest powiązane z działaniem. To dlatego u Wojtyły wspólnota jest wyznaczona przez sam sposób bycia i działania osób. Dla niego sposobem bycia i działania osoby jest afirmacja drugiej osoby. Natomiast trwanie w tej afirmacji jest wspólnotą communio personarum. Wspólnota zatem to trwanie w afirmacji potwierdzone działaniem. Wspólnota jest więc wzajemnym odniesieniem do siebie osób.


Natomiast Gogacz ujmuje trwanie w kategorii wartości. Wartością jest dla niego trwanie skutków przyczynowanych przez relacje osobowe. Wartością jest trwanie obecności. Takie trwanie jest stanem relacji. Jest wreszcie skutkiem działania intelektu i woli, dzięki któremu trwają relacje osobowe. Wartość jest potwierdzeniem nawiązania i trwania relacji osobowych. Gogacz określa też wartość jako trwanie skutków relacji międzyosobowych. Ale przecież uznał, że relacje osobowe nie są sprawcze. Są jedynie sposobem uobecniania się osób. Dlatego słuszniejsze wydaje się stwierdzenie, że chodzi tu o skutki działania intelektu i woli. To działanie sprawia właśnie, że trwają relacje osobowe.



Dla Wojtyły wartością jest osoba. Wartość osoby wyznacza trwanie w afirmacji, czyli wyznacza wspólnotę. Wspólnota jest skutkiem bytowania i działania osób. Natomiast dla Gogacza wartością jest trwanie relacji osobowych, wartością jest trwanie obecności. Ale to prowadzi do stwierdzenia, że wartość zostaje utożsamiona ze wspólnotą. Dla Gogacza wartością byłaby wspólnota osób jako trwanie obecności. Taka wspólnota byłaby wreszcie jakimś stanem relacji oraz skutkiem działania intelektu i woli (czyli działania osoby).



Podsumowując to zestawienie możemy stwierdzić, że choć obaj filozofowie stosują całkiem odmienne metody badawcze, to jednak ich poglądy zdają się spotykać na gruncie rozumienia wspólnoty. Wojtyła definiuje wspólnotę poprzez trwanie w afirmacji, zaś Gogacz mówi o trwaniu w relacjach osobowych ( w tym również o trwaniu w miłości). Stąd płynie już wniosek, że w obu przypadkach wspólnota staje się trwaniem osób we wzajemnej relacji – czy to będzie afirmacja, czy to będzie miłość.