9 listopada 2012

Życie jest darem wolności



Filozofia nieustannie próbuje poznać ludzkie działania, a poprzez nie poznać także samego człowieka. Okazuje się, że nie jest to wcale takie łatwe zadanie. W toku historii stale były podejmowane różne próby zrozumienia człowieka. I chociaż zasadnicze ustalenia dotyczące rozumności człowieka jako podstawy jego działania są zgodne, to jednak ocena moralna tych działań pozostaje już rozbieżna. Niektóre koncepcje człowieka wprost odrzucają potrzebę moralnej oceny ludzkich działań. Albo uważa się, że wszystkie ludzkie działania mają charakter naturalny (tzn. są zgodne z naturą człowieka) i nie podlegają ocenie, albo sądzi się, że człowiek sam dla siebie ustanawia normy postępowania, które podlegają historycznym zmianom. Jak w tym zakresie odnaleźć słuszną drogę?

Nasze ludzkie działanie polega na wybieraniu. Człowiek działa na podstawie możliwości wyboru. Ale ten wybór sprowadza się do zabierania. Wybieramy zawsze coś dla siebie. Wybieramy to, co jest dla nas korzystne. Wybieramy zawsze coś, co możemy zdobyć i posiadać. Wybieranie prowadzi nas prostą drogą do posiadania. Wybieramy coś, co jest nam potrzebne. Wybieramy więc najczęściej różne rzeczy. Tego uczą nas reklamy i zakupy w hipermarketach. „Wybierz coś najlepszego dla siebie” – wołają reklamy. To prowadzi do używania i konsumpcjonizmu. Ale takie nawyki skłaniają nas do tego, że zaczynamy wybierać także ludzi.

Papież Jan Paweł II pisze: Gdy zatem zanika wrażliwość na Boga zostaje też zagrożona i zniekształcona wrażliwość na człowieka, jak stwierdza lapidarnie Sobór Watykański II: „Stworzenie (...) bez Stworzyciela zanika. (...) Co więcej, samo stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu”. (KDK Gaudium et spes, 36) Człowiek nie potrafi już postrzegać samego siebie jako kogoś <<przedziwnie odmiennego>> od innych ziemskich stworzeń; uznaje, że jest tylko jedną z wielu istot żyjących, organizmem, który – w najlepszym razie – osiągnął bardzo wysoki stopień rozwoju. Zamknięty w ciasnym kręgu swojej fizycznej natury, staje się w pewien sposób <<rzeczą>> i przestaje rozumieć <<transcendentny>> charakter tego, że <<istnieje jako człowiek>>. Dlatego nie traktuje już życia jako wspaniałego daru Bożego, który został powierzony jego odpowiedzialności, aby on strzegł go z miłością i <<czcił>> jako rzeczywistość <<świętą>>. Życie staje się dla niego po prostu <<rzeczą>>, którą on uważa za swą wyłączną własność, poddającą się bez reszty jego panowaniu i wszelkim manipulacjom.
W rezultacie, stając w obliczu życia, które się rodzi, i życia, które umiera, człowiek nie potrafi już zadać sobie pytanie o najbardziej autentyczny sens swego istnienia, przyjmując w sposób prawdziwie wolny te przełomowe momenty swego <<bycia>>. Interesuje go tylko <<działanie>> i dlatego stara się wykorzystywać wszelkie zdobycze techniki, aby programować i kontrolować narodziny i śmierć, rozciągając nad nimi swoje panowanie. Te pierwotne doświadczenia, które powinny być <<przeżywane>>, stają się wówczas rzeczami, człowiek zaś rości sobie prawo do ich <<posiadania>> lub <<odrzucenia>>. (EV 22)

I dalej pisze: Osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka prowadzi nieuchronnie do materializmu praktycznego, co sprzyja rozpowszechnianiu się indywidualizmu, utylitaryzmu i hedonizmu. Ujawnia się tu także niezmienna prawdziwość słów Apostoła: „A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (Rz 1,28). W ten sposób wartości związane z <<być>> zostają zastąpione przez wartości związane z <<mieć>>.
Jedynym celem, który bierze się pod uwagę, jest własny dobrobyt materialny. Tak zwana <<jakość życia>> jest interpretowana najczęściej lub wyłącznie w kategoriach wydajności ekonomicznej, nieuporządkowanego konsumpcjonizmu, atrakcji i przyjemności czerpanych z życia fizycznego, natomiast zapomina się o głębszych – relacyjnych, duchowych i religijnych – wymiarach egzystencji. (EV 23)

Jeśli takie postępowanie zastosujemy wobec ludzkiego życia, to pojawia się wtedy kultura śmierci. Zastosowanie tutaj wyboru, pozwala nam wybierać życie lub go nie wybierać (czyli wybierać zbrodnie i śmierć). Dlatego musimy stwierdzić, że nasz ludzki wybór nie powinien dotyczyć życia, nie może dotyczyć życia. Życia się przecież nie wybiera. Nie można wybrać życia albo go nie wybierać, bo to popycha nas do upadku, czyli spycha nas w całkowitą destrukcję.

Papież pisze dalej: W konsekwencji także płciowość zostaje pozbawiona wymiaru osobowego i jest traktowana instrumentalnie: zamiast być znakiem, miejscem i językiem miłości, to znaczy daru z siebie i przyjęcia drugiego człowieka wraz z całym bogactwem jego osoby, staje się w coraz większym stopniu okazją i narzędziem afirmacji własnego „ja” oraz samolubnego zaspokajania własnych pragnień i popędów. Zniekształca się w ten sposób i fałszuje pierwotną treść ludzkiej płciowości, zaś dwa znaczenia – jednoczące i prokreacyjne – wpisane głęboko w naturę aktu małżeńskiego, zostają sztucznie rozdzielone: jedność mężczyzny i kobiety zostaje tym samym zdradzona, a płodność poddana ich samowoli. Prokreacja jest wówczas traktowana jako <<wróg>>, którego należy unikać we współżyciu płciowym: jeżeli zostaje przyjęta, to tylko dlatego, że wyraża pragnienie czy wręcz wolę posiadania dziecka <<za wszelką cenę>>, a wcale nie dlatego, że oznacza bezwarunkową akceptację drugiego człowieka, a więc także otwarcie się na bogactwo życia, które przynosi ze sobą dziecko.
Opisana tu materialistyczna wizja prowadzi do poważnego zubożenia relacji między osobami. Szkodę ponoszą tu przede wszystkim kobiety, dzieci, chorzy lub cierpiący, starcy. Właściwe kryterium, które powinno przesądzać o uznaniu godności osoby – to znaczy kryterium szacunku, bezinteresowności i służby – zostaje zastąpione przez kryterium wydajności, funkcjonalności i przydatności: drugi człowiek jest ceniony nie za to, kim <<jest>>, ale za to, co <<posiada, czego dokonuje i jakie przynosi korzyści>>. Oznacza to panowanie silniejszego nad słabszym. (EV23)

Ludzkie życie jest rzeczywistością osobową. Dlatego życia musi dotyczyć wyłącznie działanie osobowe, czyli osobowa postawa człowieka. Działanie osobowe jest bezinteresowne, nie szuka korzyści. Dlatego życia powinno dotyczyć dawanie. Do życia powinno odnosić się działanie na zasadzie daru, a nie wyboru. Życie możemy tylko dawać, a nie wybierać. Jeżeli zaczynamy wybierać życie, to je tracimy, gdyż raz wybieramy życie, a innym razem jego przeciwieństwo – śmierć. Życie można tylko dawać, bo życie to dar. To właśnie dar (dawanie) jest działaniem w pełni osobowym. Działanie osobowe musi być bezinteresowne. Czymś bezinteresownym jest właśnie dar życia. Dar życia jest więc aktem naprawdę osobowym. A to już znaczy, że tylko osoby mogą dawać życie. Tylko osoby mogą obdarzać kogoś (innego człowieka – dziecko) życiem.

Taki bezinteresowny dar życia przysługuje małżonkom. To małżonkowie – kobieta i mężczyzna – obdarzają się nawzajem życiem. Mężczyzna daje swoje życie, a kobieta przyjmując je oddaje i poświęca swoje życie. Mężczyzna daje kobiecie cząstkę swojego życia, zaś kobieta oddaje mu cząstkę swojego życia. Można powiedzieć, że kobieta daje znacznie więcej, gdyż przyjmując życie dziecka, oddaje całe swoje życie dla rozwoju organizmu dziecka. Widać już wyraźnie, że ludzkie życie (życie dziecka) powinno być bezinteresownym darem z siebie obojga małżonków.

Ale nie zapominajmy, że ludzkie życie jest przede wszystkim bezinteresownym darem Boga. W encyklice Evangelium vitae czytamy: Życie ofiarowane przez Boga człowiekowi jest darem, dzięki któremu Bóg udziela coś z siebie stworzeniu. (EV 34) Życie człowieka pochodzi od Boga, jest Jego darem (...) Dlatego Bóg jest jedynym Panem tego życia: człowiek nie może nim rozporządzać. (EV 39) Życie i śmierć człowieka są zatem w ręku Boga, w Jego mocy. (EV 39) Człowiek nie jest panem śmierci, tak jak nie jest panem życia; w życiu i śmierci musi zawierzyć się całkowicie <<woli Najwyższego>>, zamysłowi Jego miłości. (EV 46) Żaden człowiek nie może jednak samowolnie decydować o tym, czy ma żyć, czy umrzeć; jedynym i absolutnym Panem władnym podjąć taką decyzję, jest Stwórca – Ten, w którym „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”(Dz 17,28). (EV 47)

Człowiek przyjmuje dar życia od Boga. Życie pochodzące od Boga jest święte. Człowiek przyjmuje świętość życia. Dlatego człowiek powinien strzec życia nade wszystko. Człowiek powinien chronić życie, służyć mu i troszczyć się o nie. Służba życiu ma charakter osobowy, gdyż samo życie jest osobowe i wymaga osobowego odniesienia. Życie potrzebuje osobowej troski. Dlatego życie zostało przekazane jako dar osobom ludzkim – mężczyźnie i kobiecie. Życie zostało przekazane przez Boga jako dar dla wspólnoty osobowej stanowiącej związek kobiety i mężczyzny (czyli dla wspólnoty małżeńskiej). Bóg obdarzył życiem związek kobiety i mężczyzny. Bóg ofiarował życie w darze wspólnocie osobowej, gdyż tylko osobowy związek kobiety i mężczyzny może służyć życiu i troszczyć się o nie, chronić je. Właśnie wspólne działanie osób może i powinno służyć życiu. Papież stwierdza: Życie ludzkie jest szczególnie słabe i kruche (...) (EV 44) A to znaczy, że takie życie wymaga szczególnej troski i opieki. Misja Jezusa i liczne dokonane przezeń uzdrowienia pokazują, jak bardzo Bóg troszczy się także o cielesne życie człowieka. (EV 47) Jeśli Bóg troszczy się o nasze ziemskie życie, to czyż my nie powinniśmy czynić podobnie? Musimy zatroszczyć się o każde ludzkie życie. Jednak do tego potrzebna jest nam radykalna odnowa – „odnowienie serca”.

Jan Paweł II pisze: To <<nowe serce>> pozwala zrozumieć i urzeczywistnić najprawdziwszy i najgłębszy sens życia: jest nim dar, który się spełnia w dawaniu siebie. (EV 49) W Jezusie Prawo staje się ostatecznie <<ewangelią>>, dobrą nowiną o Bożym panowaniu nad światem, które sprowadza wszelkie istnienie na nowo do jego korzeni i do pierwotnych perspektyw. Jest to Nowe Prawo, „prawo Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie” (Rz 8,2), a jego podstawowym wyrazem, na wzór Chrystusa oddającego życie za przyjaciół swoich (por. J 15,13), jest dar z siebie z miłości do braci: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci” (1J 3,14). Jest to prawo wolności, radości i szczęścia. (EV 49)

Miejscem służby życiu i troski o nie jest rodzina. Papież pisze: Rodzina jest powołana, aby spełniać swoje zadania w ciągu całego życia swoich członków, od narodzin do śmierci. Jest prawdziwym „sanktuarium życia (...), miejscem, w którym życie, dar Boga, może w sposób właściwy być przyjęte i chronione przed licznymi atakami, na które jest wystawione, może też rozwijać się zgodnie z wymogami prawdziwego ludzkiego wzrostu” (CA 39). (EV 92)

Rodzina spełnia swoją misję głoszenia Ewangelii życia przede wszystkim przez wychowanie dzieci. Przez słowo i przykład, przez codzienne kontakty i decyzje, przez konkretne gesty i znaki rodzice uczą swoje dzieci autentycznej wolności, która się urzeczywistnia przez bezinteresowny dar z siebie, i rozwijają w nich szacunek dla innych, poczucie sprawiedliwości, postawę serdecznej akceptacji innych, dialogu, wielkodusznej służby i solidarności oraz wszelkie inne wartości, które pomagają przyjmować życie jako dar. (EV 92)

Widzimy zatem, że w swoich wypowiedziach Jan Paweł II wyraźnie łączy bezinteresowność daru życia z wolnością. Papież mówi o Nowym Prawie, którego wyrazem jest dar z siebie, i nazywa je prawem wolności. (zob. EV 49) Powiada też, że rodzice uczą swoje dzieci autentycznej wolności, która urzeczywistnia się przez bezinteresowny dar z siebie. (por. EV 92) Te wypowiedzi pozwalają nam zrozumieć, czym jest osobowa wolność człowieka. Papież wyraźnie pokazuje, że wolność objawia się w bezinteresownym darze z siebie. Wolność objawia się zwłaszcza w bezinteresownym darze życia. Wolność jest dawaniem i darem. Wolnością nie jest możliwość wyboru – czyli to, że mogę decydować o rzeczach dookoła siebie. Wolność wymaga pełnego i bezwarunkowego zaangażowania swojej osoby. Wtedy możemy mówić o wolności osobowej. Osobowa wolność wymaga osobowego sposobu postępowania – ona wymaga osobowego czynu. Osobowy czyn człowieka jest aktem w pełni bezinteresownym, jest właśnie osobowym darem. Takim osobowym darem jest ludzkie życie.

Osobowe działanie w przypadku człowieka dotyczy przede wszystkim życia. Dla człowieka życie zawsze pozostaje tajemniczym darem. Ludzkie życie jest przekazywane zawsze jako dar – jako dawanie i oddanie siebie. Życie jest darem, zaś wolność realizuje się poprzez bezinteresowny dar z siebie. Dlatego możemy powiedzieć, że życie jest darem wolności. Osobowa wolność człowieka spełnia się zatem w darze życie. Jan Paweł II mówi wprost: „(...) w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby”. (EV 43)

Życie, seks i uczucia/1



Uczucia ludzkie zrodziły się pod wpływem osobowego piękna. Dlatego uczucia są dostosowane i zdolne do przeżywania piękna. Ale uczuciowość nie jest zdolnością czysto duchową, jak rozum i wola. Toteż uczucia działają na niższym poziomie zmysłowym, działają w połączeniu z ciałem. Dlatego uczucia nie przeżywają czysto duchowego piękna albo piękna idealnego (jakiegoś ideału piękna). One przeżywają konkretne piękno, które wyraża się we własności życia. Życie ludzkie jest obrazem piękna. Życie jest już wcieleniem osobowego piękna. Ale to właśnie ludzkie życie objawia nam całe osobowe piękno człowieka. Dlatego nasze uczucia są przeznaczone do przeżywania piękna życia. One przeżywają życie jako coś pięknego.

Uczuciowość jest zawarta w ludzkiej duszy, ale jednocześnie łączy duszę z ciałem. Uczuciowość ma podstawy duchowe, czyli jest władzą duszy, ale za przedmiot działania ma już własność życia, która stoi po stronie cielesności. Dzięki temu uczuciowość wiąże i łączy duszę z ciałem. Działanie uczuciowe, które ma początek duchowy, znajduje swój wyraz w usposobieniu ciała (np. podniecenie wywołane pożądliwością życia znajduje swój kres w usposobieniu ciała).

Uczuciowość jest władzą duchową, ale zwróconą ku cielesności. Dlatego uczuciowość jest wrażliwa na to, co cielesne. Jest wrażliwa na cielesny obraz piękna, jakim jest życie. Uczuciowość odczuwa życie. Ona czuje i przeżywa życie. Ona doświadcza życia. Dlatego o uczuciach mówimy jako o przeżyciach. W uczuciach przeżywamy piękno życia.

Z kolei życie jest własnością cielesną, która jest zwrócona ku temu, co duchowe i osobowe. Życie jest otwarte na przyjęcie tego, co duchowe i osobowe. Dlatego życie pozwala na wcielenie ducha (czyli duszy i osoby). Życie jest zdolne przyjąć to, co niesie ze sobą osobowe piękno. Życie jest otwarte na piękno osoby, ponieważ jest wyrazem piękna osoby ludzkiej. Chociaż więc życie jest związane z ciałem i stoi po stronie cielesności, to jednak jest zdolne przyjąć osobowe piękno. Życie jest współprzyczynowane przez osobowe piękno. Dlatego mówimy, że życie jest obrazem piękna. Życie zapewnia połączenie osoby z ciałem. Życie pozwala na wcielenie się osoby. Możemy zatem stwierdzić, że osoba ludzka stworzona przez Boga może się wcielić w przygotowany przez rodziców dar życia. Osoba przyczynuje swoje życie. A zatem przyjmuje ludzki dar życia i kształtuje go na sposób osobowy. Dar życia zostaje przyjęty przez osobę i od momentu poczęcia staje się osobowym życiem konkretnego i realnego człowieka.

Bóg stwarza osobę. Można więc powiedzieć, że to Bóg daje nam osobę. Osoba jest darem Bożym. Natomiast rodzice dają nam życie. Życie jest darem ludzkim. Rodzice przekazują nam życie, co umożliwia osobie przyjście na świat, czyli wkroczenie w realność czasowo-przestrzenną. Dzięki temu nowa osoba może żyć wśród nas. Może być razem z nami. Może żyć i działać wspólnie z innymi osobami. Może łączyć się relacjami osobowymi.

Rodzice dają dziecku to wszystko, co pozwala mu żyć na tym świecie. Możemy powiedzieć, że rodzice przyjmują dziecko (jako stworzoną osobę) do swojej wspólnoty. W ten sposób rodzice przyjmują jakby Dziecko Boże. Zapraszają je i przyjmują do swojej rodziny, która jest wspólnotą życia i miłości. Bez daru życia ze strony rodziców osoba dziecka nie może się zjawić na świecie. Jest wtedy pozbawiona możliwości pełnego rozwoju.

Osoba ludzka jest przeznaczona i przystosowana do wcielenia. Jest przeznaczona do życia na ziemi (do czynienia sobie ziemi poddaną). Osoba ludzka może się rozwijać dzięki czasowemu przebiegowi swojego życia. Osoba ludzka objawia się w życiu doczesnym, a to znaczy, że żyje i działa w wymiarze czasowym i przestrzennym. Człowiek jest wcieloną osobą. Podejmuje kolejno różne działania, a te działania podlegają zmienności czasowej i  ograniczoności przestrzennej. Z tego powodu działania ludzkie nie są bezwzględne i absolutne, czyli nie są jednorazowe jak w przypadku aniołów. Człowiek może zgrzeszyć i może się nawrócić. Grzeszy i upada, aby później podnieść się i nawrócić. Człowiek może przyjąć Boga i może Go odrzucić, aby na koniec powrócić do Boga. Idzie do kościoła i wychodzi stamtąd. Człowiek spotyka kogoś i chce być z nim razem, a potem porzuca go i zdradza. Człowiek zaczyna kochać i przestaje. Mówi prawdę, aby za chwilę skłamać. Człowiek po prostu żyje. Ludzkie życie jest drogą i wędrówką. Jest pielgrzymowaniem do domu Ojca. Życie jest historią syna marnotrawnego. Jest historią cierpienia i dramatu. Ale jest jednocześnie historią nawrócenia i zbawienia. Dzieje człowieka są tragedią zdrady i radością nawrócenia. Są ucieczką i powrotem. Jest to historia osobowego dramatu człowieka. Jest to historia łączności z Bogiem i oderwania się od Niego. Ale jeśli tylko chcemy, zawsze dostrzegamy tylko jeden cel i koniec wszystkiego – zbawienie w całkowitej łączności z Bogiem.

Piękno wywołuje upodobanie. Według scholastycznej definicji piękne jest to, co się podoba. Głównym przeżyciem uczuciowości jest upodobanie piękna. To ono wyznacza charakter i działanie naszej uczuciowości. Ale mówiliśmy już, że uczuciowość przeżywa konkretnie piękno życia. Dlatego o działaniu uczuciowości mówimy, że jest przeżyciem. Przeżycie nie dotyczy zatem czegokolwiek, ale przede wszystkim dotyczy samego życia. Stąd też pochodzi sama nazwa „przeżycie”, czyli jakieś bezpośrednie doświadczenie życia. Przeżywamy więc piękno życia. Jest to fascynacja życiem albo upodobanie życia. Życie powinno więc być dla naszej uczuciowości pierwszym i głównym przedmiotem zainteresowania. Ponieważ jedynie uczucia skierowane ku życiu podejmują upodobanie piękna.

Upodobanie powstaje na styku piękna i uczuciowości. Piękno działa na nas w akcie upodobania. Piękno wywołuje w naszej uczuciowości upodobanie. Można nawet powiedzieć, że piękno dociera do uczuciowości w postaci upodobania. Piękno działa na uczucia jako upodobanie. I właśnie w akcie upodobania, które jest aktem osobowym, doświadczamy bezpośrednio samego piękna. Piękno objawia się nam poprzez upodobanie. Upodobanie jest aktem (aktywnością) samego osobowego piękna. Piękno uobecnia się dla nas w swoim akcie upodobania. Upodobanie stanowi udostępnienie się piękna. Piękno jest własnością transcendentalną i osobową. Jest to własność istnienia ludzkiego, które jest istnieniem osobowym. Dlatego piękno ma zdolność uobecniania się w swojej aktywności. Po prostu piękno jest obecne w swoim działaniu, w swojej aktywności sprawczej. Tak więc piękno jest obecne w upodobaniu. Stąd powiemy, że upodobanie jest bezpośrednim doświadczeniem (jakby dotknięciem) piękna, ponieważ piękno, tak jak inne własności osobowe, jest obecne w swoim uobecnianiu się.

Upodobanie przynosi więc piękno do naszej uczuciowości. Zaszczepia w niej piękno jako pierwszy i zasadniczy przedmiot (fachowo mówi się o przedmiocie formalnym). Dzięki upodobaniu uczucia doświadczają osobowego piękna. Zyskują w ten sposób zasadę i cel działania. Zdobywają i ujmują początek i kres (cel) działania. Uzyskują w ten sposób zdolność działania. Odtąd uczucia będą wywoływane pięknem i będą zmierzały do pięknych rzeczy. Tak właśnie rodzi się pożądliwość piękna. Ludzka pożądliwość powinna być skierowana ku temu, co zawiera w sobie i niesie ze sobą piękno. Pożądliwość zwraca się więc ku tym rzeczom, które uczestniczą w osobowym pięknie. Ona nie obejmuje samego piękna. Dlatego pożądliwość jest skierowana ku obrazowi piękna. Jest skierowana ku cielesnemu obrazowi piękna, jakim jest życie. Pożądliwość (concupiscientia) podążą ku życiu. Życie jest obrazem piękna. Ludzkie życie niesie ze sobą przesłanie osobowego piękna. Dlatego pierwotne działanie uczuciowości dotyczy życia. Potocznie mówimy, że człowiek pragnie życia. Ale to pierwotne pragnienie życia jest zawarte w naszej uczuciowości i wyraża się w pożądliwości. Jest to podążanie ku życiu, wybieganie ku niemu. Pożądliwość jest naszym otwarciem się na życie. Jest to pragnienie życia, ale na poziomie uczuciowym, czyli gdzieś na styku duchowości i cielesności.

Upodobanie jest wywołane pięknem. Piękno objawia się dla nas jako upodobanie. Piękno uobecnia się w uczuciowości dzięki upodobaniu. Można powiedzieć, że to upodobanie przynosi nam piękno. Upodobanie jest aktem osobowego piękna. To samo piękno uaktywnia się jako upodobanie. Dzięki upodobaniu piękno może dotrzeć do naszej uczuciowości. Staje się przez to pierwszym i głównym przedmiotem uczuć.

W ten sposób osobowe piękno kształtuje naszą uczuciowość. Staje się zasadą działania uczuciowości. Dzięki temu uczucia mogą się zwracać do pięknych rzeczy, do tego, co jest piękne. Dlatego uczucia ze swoją pożądliwością kierują się do pięknych rzeczy. Pożądliwość uczuciowości dotyczy już konkretnych rzeczy. Pożądliwość pragnie tego, co przejawia w sobie osobowe piękno. Dlatego pierwszą rzeczą, do której zwraca się pożądliwość, jest ludzkie życie, które jest obrazem piękna. Nasza uczuciowość, która doznała upodobania piękna, może przeżywać piękno ludzkiego życia. Mówimy wtedy o pragnieniu i odczuwaniu życia. Mówimy o fascynacji życiem. A po prostu mówimy, że życie jest piękne. Takie doznanie określamy potocznie mianem przeżycia. Chodzi wówczas o samo doświadczenie życia.

Życie jest własnością cielesną. Jest w nas zawarte. Życie scala i organizuje naszą cielesność. Mówimy, że mamy swoje własne życie. Otóż życie jest czymś, co możemy przeżywać. Życie jest czymś, co się przeżywa. Życie jest czymś, czego człowiek bezpośrednio doświadcza. Mówimy, że człowiek coś przeżywa. Przeżycie lub przeżywanie dotyczy właśnie życia. Nasze przeżycia albo uczucia dotyczą życia. Życie jest przez nas przeżywane, dlatego możemy go doświadczyć. Dzięki temu wiemy, czym dla nas jest życie. Dlatego tak cenimy życie.

Głównym przeżyciem i uczuciem jest tutaj radość. Radość i nadzieja. Radość (życia albo z życia) jest pierwszym i najważniejszym uczuciem, czyli przeżyciem. Ale mamy też smutek, lęk i gniew. Wszystkie te uczucia dotyczą życia. Określają nasz stosunek do życia. Tak więc życie przeżywamy na gruncie uczuciowości. Dlatego w tym względzie powinniśmy się zdać na przeżycia uczuciowości. Jeśli natomiast zaczynamy jedynie myśleć o swoim życiu, to doprowadzamy do oderwania uczuć i przeżyć od ludzkiego życia. Przeżycie oderwane od życia staje się czymś wypaczonym i zboczonym. Czymś takim jest proponowany dzisiaj seks i wolność lub swoboda seksualna. To właśnie seks jest oderwaniem naszej uczuciowości od życia. Przede wszystkim jest to oderwanie naszej uczuciowości od przekazywania życia, czyli od daru życia. Uczuciowość ma za zadanie popychać człowieka do przekazywania życia (do płodności). Uczuciowość ma na celu skłanianie człowieka (kobiety i mężczyzny) do daru życia. Uczuciowe przeżywanie życia jest podstawą i fundamentem do tworzenia wspólnoty życia. To nie rozum ani wola popychają nas do wspólnego życia. Dokonuje się to jedynie dzięki uczuciowości. To uczucia skłaniają ludzi do aktu prokreacji. Trzeba więc przyjąć, że to nasze uczucia prowadzą nas do powstania i dalej do trwania wspólnoty życia, czyli związku opartego na połączeniu życia.

Przeżycie dotyczące życia wywołuje podniecenie. Piękno życia jest podniecające. Doświadczenie życia wywołuje radosne przeżycie i podniecenie w całym ciele. Gdy uczuciowość doświadcza życia, rodzi się w niej przeżycie radości i nadziei. Radość jest uczuciem wywołanym przez kontakt z życiem. Temu radosnemu przeżyciu towarzyszy jednocześnie podniecenie, które ogarnia nasze ciało. Radość i podniecenie są naszym zareagowaniem na spotkane życie. Dlatego w etyce już od początku funkcjonowało określenie – radość życia. Doświadczenie życia przynosi nam radość. Przynosi nam nadzieję i pociechę. Cieszymy się swoim własnym życiem. Cieszymy się życiem bliskich nam osób. A już najbardziej cieszymy się i radujemy nowym życiem (poczętym i narodzonym życiem).

Przeżycie radości życia jest fundamentem wspólnoty życia. Wspólnota życia może powstać na bazie radosnego przeżywania życia. Powstaje wtedy u człowieka fascynacja życiem. Takie przeżywanie staje się początkiem i zachętą do łączności w zakresie życia. Dwie osoby – kobieta i mężczyzna – które przeżywają fascynację życiem, mogą się połączyć we wspólnocie życia. To znaczy, że te osoby stać na wolny i bezinteresowny dar życia. To znaczy, że pragną oni obdarzyć się nawzajem swoim życiem. Chcą połączyć swoje życie, czyli kobieta pragnie połączyć swoje życie z życiem mężczyzny i odwrotnie. Dzięki temu oboje zgadzają się na wspólne życie i na współżycie. Oboje pragną nowego życia. Wspólnota życia jest nastawiona na przekazywanie życia, na zrodzenie dzieci.

Jeśli związek dla życia spróbujemy oprzeć na myśleniu, to zawsze będą pojawiały się jakieś trudności i przeciwności. Nasze myślenie nie jest w stanie bezpośrednio doświadczyć potęgi życia. Nasze myślenie nie czuje życia tak jak uczucia. Dlatego myślenie nie jest w stanie ogarnąć życia. Najczęściej odrzuca życie i staje się mu przeciwne. Wymyśla najróżniejsze trudności, które mają przeszkadzać wspólnocie życia. A to jeszcze poczekajmy, bo studia, bo praca i kariera, bo potrzebny jest sukces, a bo to kłopot i ograniczenie, bo nas na to nie stać, bo mi się nie chce albo się boję, itp. Niestety takie myślenie – bo to jest tylko myślenie – prowadzi człowieka do odrzucenia życia, a czasami nawet do zbrodni przeciwko poczętemu życiu. Wszelkie środki antykoncepcyjne wymyślił człowiek. Wymyślił je przeciwko życiu, a nie dla życia. Człowiek nie wie jednak, że wymyślił to przeciwko samemu sobie, przeciwko osobie ludzkiej, przeciwko godności osobowej.

Życie, seks i uczucia/2



Czy zatem człowiek powinien się zdać wyłącznie na swoje uczucia i przeżycia? Jeśli uczucia człowieka kierują się pięknem (osobowym pięknem człowieka), to na pewno odnajdzie on piękno ludzkiego życia i będzie się radował tym życiem. Gdy chodzi o przeżywanie nadziei i radości życia, nasze uczucia z pewnością nie kłamią. Ale niestety nasze myślenie potrafi okłamać uczucia. Takim kłamstwem jest stwierdzenie, że uczucia są poddane przeżywaniu przyjemności, czyli hedonizm. Hedonizm jako teoria etyczna postulująca przeżywanie przyjemności jest czymś wymyślonym przez człowieka. Ograniczenie uczuciowości do przeżywania przyjemności jest potwornym błędem. Przyjemność jest czymś chwilowym i ulotnym. Natomiast przeżycie radości życia jest czymś trwałym i mocnym. Nadzieja na nowe życie jest czymś niezniszczalnym, gdyż niesie ze sobą powiew wieczności.

Jeżeli jednak podporządkujemy uczucia doznaniom przyjemności i przykrości, to zamykamy im drogę do głębszego przeżywania życia. Wówczas nasza uczuciowość ślizga się jedynie po powierzchni ciała i łapie jakieś momenty przyjemności. Ale takie chwilowe doznanie przyjemności, chwilowe zaspokojenie pragnienia czy potrzeby (popędu), nie może zbudować trwałego związku. A już na pewno nie stworzy wspólnoty życia.

Współczesny człowiek wydał swoją uczuciowość na pastwę przyjemności. Tym samym sprowadził swoją uczuciowość do poziomu zwierzęcego, czyli do wymiaru czysto zmysłowego. Dzisiejsze media trąbią wyłącznie o przeżyciach przyjemności. Nikt już dzisiaj nie pamięta, że przeżycie powinno dotyczyć samego ludzkiego życia. Powinno obejmować pragnienie życia, wprost pożądliwość życia. Właśnie pożądliwość jest takim bezwarunkowym pragnieniem życia. Jest to oddanie się życiu i poświęcenie się mu. Przeżycie erotyczne powinno być całkowitym poświęceniem się życiu i oddaniem się mu. To ma być radosny dar własnego życia, który w połączeniu z drugim życiem doprowadzi do powstania nowego życia. Właśnie do tego popycha nas ludzka uczuciowość. Sprowadzenie aktu płciowego jedynie do przeżycia jakiejś przyjemności jest wypaczeniem ludzkiej uczuciowości, jest okradaniem osoby człowieka z należnego jej wyrazu uczuciowego. Osoba ludzka ma prawo objawiać się poprzez uczucia. Nie można jej tego odbierać.

Ludzka godność oparta jest na własnościach prawdy, dobra i piękna. Nie wolno okradać człowieka z żadnej z tych osobowych własności. Jeżeli odbieramy człowiekowi prawdę, to skazujemy go na życie w kłamstwie. Jeżeli pozbawiamy go dobra, to skazujemy go na złe życie, na przemoc i zbrodnię. Jeżeli zabieramy mu piękno, to skazujemy go na różne obrzydliwości, na życie w brzydocie.

Seks wypacza nasze przeżywanie. Seks okrada naszą uczuciowość z przeżywania piękna życia. Uczuciowość otwarta na osobę jest zwrócona ku życiu. Jest powołana właśnie do przeżywania, czyli do fascynacji życiem. Natomiast seks odwraca nas od przeżywania życia, a zwraca do przeżywania przyjemności. Podobnie jest z innymi uzależnieniami. W uzależnieniu przeżycie przyjemności zostaje wyizolowane i uznane za wartość samą w sobie. Ale to jest już działanie naszego rozumu. Człowiek stara się przekonać siebie i swoją uczuciowość, że powinna ona dążyć do przyjemności. To właśnie głosi hedonizm. Na początku jest to przeżywanie przyjemności i podnoszenie jej do rangi doskonałego dobra dla mnie. Samo absolutyzowanie dobra dla mnie jest już poważnym nadużyciem.

Seks absolutyzuje rozkosz seksualną. Podnosi ją do rangi bezwzględnego dobra. Ale to nie jest działanie naszej uczuciowości. To jest zasługa naszego myślenia o seksie, a nie samego przeżywania. Uczuciowość nie jest nastawiona na przeżywanie przyjemności. Ona jest powołana do przeżywania radości życia. Uczuciowość kieruje się przeżyciem piękna. To przeżycie dotyczy ludzkiego życia, które jest obrazem piękna. Uczuciowość jest więc nastawiona na dar życia. Jest nastawiona na przekazywanie życia. Dlatego celem i zadaniem uczuciowości jest doprowadzenie do przekazania życia. To dzięki uczuciom dochodzi do cielesnego podniecenia, dochodzi do aktu płciowego i współżycia, a wreszcie dochodzi do przekazania życia. Uczuciowość pełni więc pierwszoplanową rolę w tworzeniu wspólnoty życia. To uczucia prowadzą do połączenia kobiety i mężczyzny. To one dają nam możliwość współżycia i poczęcia nowego życia.

Jeśli natomiast proponujemy człowiekowi przeżycie seksualne, to znaczy, że odrywamy uczuciowość od jej głównego przedmiotu i proponujemy jej środki zastępcze. Odrywamy w ten sposób uczuciowość od fascynacji życiem i oddajemy ją na pastwę przyjemności. Poddajemy wtedy uczucia dyktatowi przyjemności. Po prostu wmawiamy sobie, że przyjemność seksualna jest czymś najważniejszym i najdoskonalszym. Ale to jest jedynie propozycja naszego myślenia o przeżyciu uczuciowym. Sama uczuciowość jest zawsze otwarta i nastawiona na przeżywanie piękna życia. Uczuciowość jest po prostu wrażliwa na samo życie. Ona czuje i doświadcza życia, i w tym względzie się nie myli.

Jednak uczuciowość może zostać oszukana przez nasze myślenie. Dzieje się tak wówczas, gdy człowiek uważa, że najważniejsza jest przyjemność. Jeśli stawia przyjemność na pierwszym miejscu, to odrzuca i neguje naturalne przeznaczenie uczuciowości. Człowiek myśli wtedy, że może sterować swoim przeżywaniem. Na tej podstawie został sformułowany postulat wolności seksualnej. Wolność, czyli swoboda, seksualna została wymyślona jako rozwiązanie teoretyczne. Sądzono, że doprowadzi to człowieka do pełnej realizacji wolności i rozumności. Że w ten sposób wyzwoli się on z ograniczeń naturalnych. Ale postulat wolności seksualnej sprowadza się do dowolnej możliwości przeżywania przyjemności. Uznano bez żadnych realnych podstaw, że człowiek ma prawo do swobodnego przeżywania przyjemności, że nie może być w tym zakresie niczym ograniczony. Człowiek wolny i myślący sam powinien określać twórczo sposób przeżywania uczuciowego. Co więcej, wymyślono, że taka realizacja wolności będzie służyła pełnej realizacji człowieczeństwa. Ale co to za człowieczeństwo?

Oczywiście nie zdawano sobie sprawy, że zamiana przeżywania radości i nadziei na przeżywanie przyjemności może doprowadzić do tragedii. Dziś mamy tego bezpośrednie dowody, gdy osoby żyjące w wolnych związkach seksualnych dopuszczają się zbrodni na życiu dzieci, które – ich zdaniem – przeszkadzają swobodnemu zaspokajaniu rozkoszy. Niestety, jest to ostateczna, ale jakże tragiczna konsekwencja tezy o wolności seksualnej. Można więc stwierdzić, że zgoda na seks prowadzi do zanegowania osoby człowieka. Jest to jednocześnie zanegowanie własnej osoby oraz osoby drugiego człowieka. Traktuje się bowiem siebie i innych czysto instrumentalnie jako przedmiot użycia i osiągnięcia maksimum przyjemności. Dlatego seks odrzuca wszystko, co w człowieku jest osobowe, a w pierwszym rzędzie prowadzi do negacji moralności jako osobowej aktywności człowieka. Seks stanowi zaprzeczenie relacji osobowych, czyli ostatecznie prowadzi do zaprzeczenia godności osobowej człowieka.

W uprawianiu seksu pozostaje tylko przyjemność, ale na koniec nie wiadomo, kto ma ją przeżywać. W seksie sama przyjemność zaczyna dominować nad człowiekiem. A nawet przyjemność zaczyna rządzić człowiekiem. Ale żeby przyjemność mogła przejąć władzę nad człowiekiem, musi dojść do odrzucenia osobowej podmiotowości człowieka. Musi dojść do zaprzeczenia osoby człowieka. Wszystko to razem kończy się zupełnym poniżeniem człowieka. Sprowadzeniem go do poziomu zwierzęcego (czyli do poziomu doznania zmysłowego).

Jeśli człowiek nie pozna samego siebie, zaczyna wymyślać sobie różne potrzeby, czyli możliwości działania. Okazuje się, że człowiek jest w stanie wymyślić najbardziej absurdalne potrzeby. Tak dzieje się we wszystkich przypadkach uzależnienia. Na początku wydaje się, że chodzi o przyjemność. Ale przeżywanie stale tej samej przyjemności osłabia doznanie. Wówczas występuje zjawisko eskalacji, czyli nasilenia doznań. Człowiekowi potrzeba coraz intensywniejszych przeżyć. Wtedy stara się osiągnąć coraz więcej przyjemności, a gdy to jest niemożliwe, wtedy człowiek zaczyna przeskakiwać od przykrości do przyjemności, żeby zmaksymalizować doznanie przyjemności. Człowiek uzależniony zaczyna poszukiwać przyjemności za wszelką cenę. Jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Nawet za cenę przykrości sprawianej komuś drugiemu. Człowiek uzależniony zaczyna łapać wszelkie możliwe przyjemności, zaczyna się szarpać i miotać. W końcu dochodzi do tragicznego zakończenia – choroby, szaleństwa, a nawet śmierci w przypadku przedawkowania środków farmakologicznych.

Uzależnienie seksualne nie musi być aż tak tragiczne w swoich skutkach, ale potrafi całkowicie zawładnąć człowiekiem. Na początku poddajemy się mu bezwiednie, aby na koniec dążyć do przeżycia rozkoszy za wszelką cenę. Wtedy już cała aktywność człowieka zostaje podporządkowana jednemu celowi – osiągnięciu chwilowej rozkoszy seksualnej. Człowiekowi uzależnionemu wydaje się, że w ten sposób osiąga szczęście. A to tylko zwykłe złudzenie. Złudzenie, które okrada człowieka ze wszystkiego, co osobowe, zwłaszcza z osobowej godności.

Człowiek jest przede wszystkim osobą. Dlatego powinien żyć życiem osobowym. Osobowe życie wyraża się w działaniach moralnych i religijnych. Dlatego człowiek powinien przede wszystkim żyć moralnie i religijnie. Powinien żyć w ten sposób, żeby chronić swoją osobę i jej godność oraz chronić relacje osobowe z Bogiem i człowiekiem. Działania moralne chronią relacje osobowe z bliskimi nam osobami. Zaś działania religijne (modlitwy i nabożeństwa) chronią relacje osobowe z Bogiem (z Chrystusem). Natomiast relacje osobowe, które stanowią uaktywnienie się godności osobowej, uobecniają naszą osobę. Osoba potrzebuje kontaktu z innymi osobami. Osoba nie jest samotną i niezależną podmiotowością jak świadomość. Świadomość niczego nie potrzebuje poza swoim myśleniem. Osoba jest podmiotowością relacyjną, dlatego potrzebuje relacji osobowych. Osoba żywi się relacjami. Objawia się i urzeczywistnia w relacjach. Udostępnia się dzięki relacjom. Osoba jest bytem wspólnotowym. Żyje we wspólnocie osobowej. Żyje we wspólnocie życia i miłości. Osoba żyje przede wszystkim w rodzinie.

Człowiek nie może działać przeciwko osobie albo wbrew osobie. Jeżeli tak się dzieje, to skutkiem jest niewłaściwe działanie duchowe – działanie niemoralne i areligijne. Człowiek nie może dopuścić, żeby jego władze duchowe zostały pozbawione kontaktu z podmiotowością osobową. Rozum i wola inaczej działają pod wpływem aktywności osobowej, a inaczej działają same z siebie. Bo jeżeli władze duchowe stracą kontakt z osobą, to zaczynają działać na własną rękę. Po oderwaniu się od osoby rozum zaczyna myśleć i sam wymyśla różne rzeczy, zaś wola zaczyna wybierać to, co przedstawia jej myślenie rozumu.

Jeśli nasze myślenie ograniczy się do wiedzy czysto rozumowej, to tworzymy ujęcia idealistyczne. Jeśli z kolei nasze myślenie ograniczy się do poznania zmysłowego, to tworzymy ujęcia hedonistyczne i utylitarystyczne. Zarówno idealizm, jak i hedonizm lub utylitaryzm nie służą rozwojowi realności i podmiotowości człowieka. Faktyczny rozwój człowieka polega na ujawnianiu w naszych władzach aktywności osobowej. Aktywność osobowa dotyczy bowiem własności prawdy, dobra i piękna. Dzięki aktywności osoby własności te zostają udostępnione naszym władzom duchowym (rozumowi, woli i uczuciom). Dopiero wówczas nasze władze są w stanie działać na mocy osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna. Dopiero wtedy mogą podejmować działania osobowe. Rozum staje się zdolny do wypowiedzenia słowa prawdy. Wola zaś będzie zdolna do dokonania czynu dobra, natomiast uczucia mają możliwość przeżycia piękna. Takich działań władze duchowe nie mogą podejmować bez osobowego wsparcia, a ostatecznie bez pomocy łaski Bożej. Dlatego do dobrego lub doskonałego działania człowiekowi niezbędna jest aktywność osoby. Dokonuje się to poprzez nawiązanie relacji osobowych z Bogiem, co wywołuje i wzmaga aktywność naszej osoby. Wtedy rodzą się w osobowej podmiotowości akty, które doskonalą nasze władze. Pojawia się kontemplacja wywołana aktywnością prawdy. Pojawia się wezwanie sumienia jako aktywność dobra. To właśnie osobowe dobro wzywa nas i pociąga do działania. Pojawia się także upodobanie wywołane aktywnością piękna. Te trzy akty dają naszym władzom duchowym siłę i impuls do działania, gdyż obdarzają je samą zasadą działania. Prawda staje się zasadą działania rozumu, dobro staje się zasadą działania woli, a piękno staje się zasadą przeżywania uczuciowego. Bez takiego wsparcia władze duchowe pozostają rozdarte pomiędzy przeciwstawnymi działaniami, gdyż nie znajdują w sobie żadnego ukierunkowania. Powtarzanie pewnych działań prowadzi oczywiście do przyzwyczajenia, ale trudno jest budować moralność lub religijność na przyzwyczajeniach. Trwała moralność i trwała religijność muszą być oparte na zasadach osobowych, otrzymanych od własnej osoby, która się uaktywnia pod wpływem relacji osobowych z Bogiem. Dlatego mówimy, że ostateczną przyczyną religijności i moralności człowieka jest sam Bóg (Osobowy Bóg).

Dlatego również uczuciowość człowieka nie może być pozostawiona samej sobie. Ona także musi zdobyć odpowiednią zasadę działania. Dokonuje się to dzięki aktowi upodobania piękna. Osobowe piękno uaktywnia się i objawia w postaci upodobania. Ten akt przenosi piękno do władzy uczuciowej i zaszczepia w niej w postaci przeżycia piękna, które staje się zasadą działania uczuciowości. Dopiero wtedy uczucia mogą się kierować do pięknych rzeczy. Dopiero wtedy są w stanie odczuwać i przeżywać piękno napotkanych rzeczy i osób. Uczucia doświadczają wtedy i odkrywają piękno ludzkiego życia. Człowiek odkrywa, że czymś naprawdę pięknym i fascynującym jest ludzkie życie. Odkrywa, że należy je czcić i szanować jako wyraz osobowego piękna. Bez tego doświadczenia ludzkiego życia oraz bez całego doświadczenia piękna działanie naszej uczuciowości jest ograniczone i niepełne. Bez przeżycia piękna uczucia poruszają się wyłącznie pomiędzy doznaniami przyjemności i przykrości. Mamy wtedy do czynienia z uczuciową huśtawką. Uważamy, że nasza uczuciowość żyje wyłącznie doznaniami przyjemności i przykrości. A to jest już prosta droga do przyjęcia hedonizmu i uczynienia z niego jedynej zasady postępowania.

Seks jak wszystkie uzależnienia niszczy uczuciowość człowieka. Gdy uczuciowość przestaje właściwie działać, wówczas człowiek traci kontakt z życiem. Przestaje pragnąć życia. Nie dba o własne życie, a zarazem nie ma ochoty na tworzenie nowego życia. Taki człowiek staje się martwy. Staje się śmiertelny i podległy śmierci. Brakuje mu chęci i radości życia. Nie interesuje go nawet własne życie, ale zabiega jedynie o doznanie przyjemności. Zamiast żyć życiem, człowiek żyje przyjemnościami. Chwyta i łapie doznania przyjemności, ale nie widzi poza nimi żywego człowieka. Dla niego przyjemność staje się zasadą życia i przeżywania, staje się samym szczęśliwym życiem. Jednak szczęśliwe życie nie polega na chwytaniu przyjemności. Życie jest przejawem osobowego piękna. Życie objawia osobowe piękno człowieka. Dlatego św. Ireneusz pisał, że człowiek żyjący jest chwałą Boga.

Seks odbiera człowiekowi sens życia. Niszczy w człowieku pragnienie i pożądliwość życia. Odbiera mu wrażliwość na życie i pozbawia odczuwania życia. Seks jest zaprzeczeniem nadziei. Nadzieja jest oczekiwaniem na nowe życie, na lepsze życie. Nadzieja jest oczekiwaniem na życie wieczne. Natomiast seks popycha nas ku przeżyciu chwili. Zabiera nam ciągłość życia, a daje jedynie doznanie chwilowej przyjemności. W ten sposób seks niszczy ciągłość życia i przekazywanie go następnym pokoleniom po to tylko, żeby oddać nas na pastwę doznania chwili. Seks odbiera nam ciągłość, trwałość i wieczność, aby dać jedną chwilę. Z powodu seksu człowiek zamienia swoją wieczność na przeżycie jednej chwili. Seks zabrał Adamowi i Ewie życie wieczne, a pozostawił im śmierć i zniszczenie.