9 listopada 2012

Życie, seks i uczucia/1



Uczucia ludzkie zrodziły się pod wpływem osobowego piękna. Dlatego uczucia są dostosowane i zdolne do przeżywania piękna. Ale uczuciowość nie jest zdolnością czysto duchową, jak rozum i wola. Toteż uczucia działają na niższym poziomie zmysłowym, działają w połączeniu z ciałem. Dlatego uczucia nie przeżywają czysto duchowego piękna albo piękna idealnego (jakiegoś ideału piękna). One przeżywają konkretne piękno, które wyraża się we własności życia. Życie ludzkie jest obrazem piękna. Życie jest już wcieleniem osobowego piękna. Ale to właśnie ludzkie życie objawia nam całe osobowe piękno człowieka. Dlatego nasze uczucia są przeznaczone do przeżywania piękna życia. One przeżywają życie jako coś pięknego.

Uczuciowość jest zawarta w ludzkiej duszy, ale jednocześnie łączy duszę z ciałem. Uczuciowość ma podstawy duchowe, czyli jest władzą duszy, ale za przedmiot działania ma już własność życia, która stoi po stronie cielesności. Dzięki temu uczuciowość wiąże i łączy duszę z ciałem. Działanie uczuciowe, które ma początek duchowy, znajduje swój wyraz w usposobieniu ciała (np. podniecenie wywołane pożądliwością życia znajduje swój kres w usposobieniu ciała).

Uczuciowość jest władzą duchową, ale zwróconą ku cielesności. Dlatego uczuciowość jest wrażliwa na to, co cielesne. Jest wrażliwa na cielesny obraz piękna, jakim jest życie. Uczuciowość odczuwa życie. Ona czuje i przeżywa życie. Ona doświadcza życia. Dlatego o uczuciach mówimy jako o przeżyciach. W uczuciach przeżywamy piękno życia.

Z kolei życie jest własnością cielesną, która jest zwrócona ku temu, co duchowe i osobowe. Życie jest otwarte na przyjęcie tego, co duchowe i osobowe. Dlatego życie pozwala na wcielenie ducha (czyli duszy i osoby). Życie jest zdolne przyjąć to, co niesie ze sobą osobowe piękno. Życie jest otwarte na piękno osoby, ponieważ jest wyrazem piękna osoby ludzkiej. Chociaż więc życie jest związane z ciałem i stoi po stronie cielesności, to jednak jest zdolne przyjąć osobowe piękno. Życie jest współprzyczynowane przez osobowe piękno. Dlatego mówimy, że życie jest obrazem piękna. Życie zapewnia połączenie osoby z ciałem. Życie pozwala na wcielenie się osoby. Możemy zatem stwierdzić, że osoba ludzka stworzona przez Boga może się wcielić w przygotowany przez rodziców dar życia. Osoba przyczynuje swoje życie. A zatem przyjmuje ludzki dar życia i kształtuje go na sposób osobowy. Dar życia zostaje przyjęty przez osobę i od momentu poczęcia staje się osobowym życiem konkretnego i realnego człowieka.

Bóg stwarza osobę. Można więc powiedzieć, że to Bóg daje nam osobę. Osoba jest darem Bożym. Natomiast rodzice dają nam życie. Życie jest darem ludzkim. Rodzice przekazują nam życie, co umożliwia osobie przyjście na świat, czyli wkroczenie w realność czasowo-przestrzenną. Dzięki temu nowa osoba może żyć wśród nas. Może być razem z nami. Może żyć i działać wspólnie z innymi osobami. Może łączyć się relacjami osobowymi.

Rodzice dają dziecku to wszystko, co pozwala mu żyć na tym świecie. Możemy powiedzieć, że rodzice przyjmują dziecko (jako stworzoną osobę) do swojej wspólnoty. W ten sposób rodzice przyjmują jakby Dziecko Boże. Zapraszają je i przyjmują do swojej rodziny, która jest wspólnotą życia i miłości. Bez daru życia ze strony rodziców osoba dziecka nie może się zjawić na świecie. Jest wtedy pozbawiona możliwości pełnego rozwoju.

Osoba ludzka jest przeznaczona i przystosowana do wcielenia. Jest przeznaczona do życia na ziemi (do czynienia sobie ziemi poddaną). Osoba ludzka może się rozwijać dzięki czasowemu przebiegowi swojego życia. Osoba ludzka objawia się w życiu doczesnym, a to znaczy, że żyje i działa w wymiarze czasowym i przestrzennym. Człowiek jest wcieloną osobą. Podejmuje kolejno różne działania, a te działania podlegają zmienności czasowej i  ograniczoności przestrzennej. Z tego powodu działania ludzkie nie są bezwzględne i absolutne, czyli nie są jednorazowe jak w przypadku aniołów. Człowiek może zgrzeszyć i może się nawrócić. Grzeszy i upada, aby później podnieść się i nawrócić. Człowiek może przyjąć Boga i może Go odrzucić, aby na koniec powrócić do Boga. Idzie do kościoła i wychodzi stamtąd. Człowiek spotyka kogoś i chce być z nim razem, a potem porzuca go i zdradza. Człowiek zaczyna kochać i przestaje. Mówi prawdę, aby za chwilę skłamać. Człowiek po prostu żyje. Ludzkie życie jest drogą i wędrówką. Jest pielgrzymowaniem do domu Ojca. Życie jest historią syna marnotrawnego. Jest historią cierpienia i dramatu. Ale jest jednocześnie historią nawrócenia i zbawienia. Dzieje człowieka są tragedią zdrady i radością nawrócenia. Są ucieczką i powrotem. Jest to historia osobowego dramatu człowieka. Jest to historia łączności z Bogiem i oderwania się od Niego. Ale jeśli tylko chcemy, zawsze dostrzegamy tylko jeden cel i koniec wszystkiego – zbawienie w całkowitej łączności z Bogiem.

Piękno wywołuje upodobanie. Według scholastycznej definicji piękne jest to, co się podoba. Głównym przeżyciem uczuciowości jest upodobanie piękna. To ono wyznacza charakter i działanie naszej uczuciowości. Ale mówiliśmy już, że uczuciowość przeżywa konkretnie piękno życia. Dlatego o działaniu uczuciowości mówimy, że jest przeżyciem. Przeżycie nie dotyczy zatem czegokolwiek, ale przede wszystkim dotyczy samego życia. Stąd też pochodzi sama nazwa „przeżycie”, czyli jakieś bezpośrednie doświadczenie życia. Przeżywamy więc piękno życia. Jest to fascynacja życiem albo upodobanie życia. Życie powinno więc być dla naszej uczuciowości pierwszym i głównym przedmiotem zainteresowania. Ponieważ jedynie uczucia skierowane ku życiu podejmują upodobanie piękna.

Upodobanie powstaje na styku piękna i uczuciowości. Piękno działa na nas w akcie upodobania. Piękno wywołuje w naszej uczuciowości upodobanie. Można nawet powiedzieć, że piękno dociera do uczuciowości w postaci upodobania. Piękno działa na uczucia jako upodobanie. I właśnie w akcie upodobania, które jest aktem osobowym, doświadczamy bezpośrednio samego piękna. Piękno objawia się nam poprzez upodobanie. Upodobanie jest aktem (aktywnością) samego osobowego piękna. Piękno uobecnia się dla nas w swoim akcie upodobania. Upodobanie stanowi udostępnienie się piękna. Piękno jest własnością transcendentalną i osobową. Jest to własność istnienia ludzkiego, które jest istnieniem osobowym. Dlatego piękno ma zdolność uobecniania się w swojej aktywności. Po prostu piękno jest obecne w swoim działaniu, w swojej aktywności sprawczej. Tak więc piękno jest obecne w upodobaniu. Stąd powiemy, że upodobanie jest bezpośrednim doświadczeniem (jakby dotknięciem) piękna, ponieważ piękno, tak jak inne własności osobowe, jest obecne w swoim uobecnianiu się.

Upodobanie przynosi więc piękno do naszej uczuciowości. Zaszczepia w niej piękno jako pierwszy i zasadniczy przedmiot (fachowo mówi się o przedmiocie formalnym). Dzięki upodobaniu uczucia doświadczają osobowego piękna. Zyskują w ten sposób zasadę i cel działania. Zdobywają i ujmują początek i kres (cel) działania. Uzyskują w ten sposób zdolność działania. Odtąd uczucia będą wywoływane pięknem i będą zmierzały do pięknych rzeczy. Tak właśnie rodzi się pożądliwość piękna. Ludzka pożądliwość powinna być skierowana ku temu, co zawiera w sobie i niesie ze sobą piękno. Pożądliwość zwraca się więc ku tym rzeczom, które uczestniczą w osobowym pięknie. Ona nie obejmuje samego piękna. Dlatego pożądliwość jest skierowana ku obrazowi piękna. Jest skierowana ku cielesnemu obrazowi piękna, jakim jest życie. Pożądliwość (concupiscientia) podążą ku życiu. Życie jest obrazem piękna. Ludzkie życie niesie ze sobą przesłanie osobowego piękna. Dlatego pierwotne działanie uczuciowości dotyczy życia. Potocznie mówimy, że człowiek pragnie życia. Ale to pierwotne pragnienie życia jest zawarte w naszej uczuciowości i wyraża się w pożądliwości. Jest to podążanie ku życiu, wybieganie ku niemu. Pożądliwość jest naszym otwarciem się na życie. Jest to pragnienie życia, ale na poziomie uczuciowym, czyli gdzieś na styku duchowości i cielesności.

Upodobanie jest wywołane pięknem. Piękno objawia się dla nas jako upodobanie. Piękno uobecnia się w uczuciowości dzięki upodobaniu. Można powiedzieć, że to upodobanie przynosi nam piękno. Upodobanie jest aktem osobowego piękna. To samo piękno uaktywnia się jako upodobanie. Dzięki upodobaniu piękno może dotrzeć do naszej uczuciowości. Staje się przez to pierwszym i głównym przedmiotem uczuć.

W ten sposób osobowe piękno kształtuje naszą uczuciowość. Staje się zasadą działania uczuciowości. Dzięki temu uczucia mogą się zwracać do pięknych rzeczy, do tego, co jest piękne. Dlatego uczucia ze swoją pożądliwością kierują się do pięknych rzeczy. Pożądliwość uczuciowości dotyczy już konkretnych rzeczy. Pożądliwość pragnie tego, co przejawia w sobie osobowe piękno. Dlatego pierwszą rzeczą, do której zwraca się pożądliwość, jest ludzkie życie, które jest obrazem piękna. Nasza uczuciowość, która doznała upodobania piękna, może przeżywać piękno ludzkiego życia. Mówimy wtedy o pragnieniu i odczuwaniu życia. Mówimy o fascynacji życiem. A po prostu mówimy, że życie jest piękne. Takie doznanie określamy potocznie mianem przeżycia. Chodzi wówczas o samo doświadczenie życia.

Życie jest własnością cielesną. Jest w nas zawarte. Życie scala i organizuje naszą cielesność. Mówimy, że mamy swoje własne życie. Otóż życie jest czymś, co możemy przeżywać. Życie jest czymś, co się przeżywa. Życie jest czymś, czego człowiek bezpośrednio doświadcza. Mówimy, że człowiek coś przeżywa. Przeżycie lub przeżywanie dotyczy właśnie życia. Nasze przeżycia albo uczucia dotyczą życia. Życie jest przez nas przeżywane, dlatego możemy go doświadczyć. Dzięki temu wiemy, czym dla nas jest życie. Dlatego tak cenimy życie.

Głównym przeżyciem i uczuciem jest tutaj radość. Radość i nadzieja. Radość (życia albo z życia) jest pierwszym i najważniejszym uczuciem, czyli przeżyciem. Ale mamy też smutek, lęk i gniew. Wszystkie te uczucia dotyczą życia. Określają nasz stosunek do życia. Tak więc życie przeżywamy na gruncie uczuciowości. Dlatego w tym względzie powinniśmy się zdać na przeżycia uczuciowości. Jeśli natomiast zaczynamy jedynie myśleć o swoim życiu, to doprowadzamy do oderwania uczuć i przeżyć od ludzkiego życia. Przeżycie oderwane od życia staje się czymś wypaczonym i zboczonym. Czymś takim jest proponowany dzisiaj seks i wolność lub swoboda seksualna. To właśnie seks jest oderwaniem naszej uczuciowości od życia. Przede wszystkim jest to oderwanie naszej uczuciowości od przekazywania życia, czyli od daru życia. Uczuciowość ma za zadanie popychać człowieka do przekazywania życia (do płodności). Uczuciowość ma na celu skłanianie człowieka (kobiety i mężczyzny) do daru życia. Uczuciowe przeżywanie życia jest podstawą i fundamentem do tworzenia wspólnoty życia. To nie rozum ani wola popychają nas do wspólnego życia. Dokonuje się to jedynie dzięki uczuciowości. To uczucia skłaniają ludzi do aktu prokreacji. Trzeba więc przyjąć, że to nasze uczucia prowadzą nas do powstania i dalej do trwania wspólnoty życia, czyli związku opartego na połączeniu życia.

Przeżycie dotyczące życia wywołuje podniecenie. Piękno życia jest podniecające. Doświadczenie życia wywołuje radosne przeżycie i podniecenie w całym ciele. Gdy uczuciowość doświadcza życia, rodzi się w niej przeżycie radości i nadziei. Radość jest uczuciem wywołanym przez kontakt z życiem. Temu radosnemu przeżyciu towarzyszy jednocześnie podniecenie, które ogarnia nasze ciało. Radość i podniecenie są naszym zareagowaniem na spotkane życie. Dlatego w etyce już od początku funkcjonowało określenie – radość życia. Doświadczenie życia przynosi nam radość. Przynosi nam nadzieję i pociechę. Cieszymy się swoim własnym życiem. Cieszymy się życiem bliskich nam osób. A już najbardziej cieszymy się i radujemy nowym życiem (poczętym i narodzonym życiem).

Przeżycie radości życia jest fundamentem wspólnoty życia. Wspólnota życia może powstać na bazie radosnego przeżywania życia. Powstaje wtedy u człowieka fascynacja życiem. Takie przeżywanie staje się początkiem i zachętą do łączności w zakresie życia. Dwie osoby – kobieta i mężczyzna – które przeżywają fascynację życiem, mogą się połączyć we wspólnocie życia. To znaczy, że te osoby stać na wolny i bezinteresowny dar życia. To znaczy, że pragną oni obdarzyć się nawzajem swoim życiem. Chcą połączyć swoje życie, czyli kobieta pragnie połączyć swoje życie z życiem mężczyzny i odwrotnie. Dzięki temu oboje zgadzają się na wspólne życie i na współżycie. Oboje pragną nowego życia. Wspólnota życia jest nastawiona na przekazywanie życia, na zrodzenie dzieci.

Jeśli związek dla życia spróbujemy oprzeć na myśleniu, to zawsze będą pojawiały się jakieś trudności i przeciwności. Nasze myślenie nie jest w stanie bezpośrednio doświadczyć potęgi życia. Nasze myślenie nie czuje życia tak jak uczucia. Dlatego myślenie nie jest w stanie ogarnąć życia. Najczęściej odrzuca życie i staje się mu przeciwne. Wymyśla najróżniejsze trudności, które mają przeszkadzać wspólnocie życia. A to jeszcze poczekajmy, bo studia, bo praca i kariera, bo potrzebny jest sukces, a bo to kłopot i ograniczenie, bo nas na to nie stać, bo mi się nie chce albo się boję, itp. Niestety takie myślenie – bo to jest tylko myślenie – prowadzi człowieka do odrzucenia życia, a czasami nawet do zbrodni przeciwko poczętemu życiu. Wszelkie środki antykoncepcyjne wymyślił człowiek. Wymyślił je przeciwko życiu, a nie dla życia. Człowiek nie wie jednak, że wymyślił to przeciwko samemu sobie, przeciwko osobie ludzkiej, przeciwko godności osobowej.

Życie, seks i uczucia/2



Czy zatem człowiek powinien się zdać wyłącznie na swoje uczucia i przeżycia? Jeśli uczucia człowieka kierują się pięknem (osobowym pięknem człowieka), to na pewno odnajdzie on piękno ludzkiego życia i będzie się radował tym życiem. Gdy chodzi o przeżywanie nadziei i radości życia, nasze uczucia z pewnością nie kłamią. Ale niestety nasze myślenie potrafi okłamać uczucia. Takim kłamstwem jest stwierdzenie, że uczucia są poddane przeżywaniu przyjemności, czyli hedonizm. Hedonizm jako teoria etyczna postulująca przeżywanie przyjemności jest czymś wymyślonym przez człowieka. Ograniczenie uczuciowości do przeżywania przyjemności jest potwornym błędem. Przyjemność jest czymś chwilowym i ulotnym. Natomiast przeżycie radości życia jest czymś trwałym i mocnym. Nadzieja na nowe życie jest czymś niezniszczalnym, gdyż niesie ze sobą powiew wieczności.

Jeżeli jednak podporządkujemy uczucia doznaniom przyjemności i przykrości, to zamykamy im drogę do głębszego przeżywania życia. Wówczas nasza uczuciowość ślizga się jedynie po powierzchni ciała i łapie jakieś momenty przyjemności. Ale takie chwilowe doznanie przyjemności, chwilowe zaspokojenie pragnienia czy potrzeby (popędu), nie może zbudować trwałego związku. A już na pewno nie stworzy wspólnoty życia.

Współczesny człowiek wydał swoją uczuciowość na pastwę przyjemności. Tym samym sprowadził swoją uczuciowość do poziomu zwierzęcego, czyli do wymiaru czysto zmysłowego. Dzisiejsze media trąbią wyłącznie o przeżyciach przyjemności. Nikt już dzisiaj nie pamięta, że przeżycie powinno dotyczyć samego ludzkiego życia. Powinno obejmować pragnienie życia, wprost pożądliwość życia. Właśnie pożądliwość jest takim bezwarunkowym pragnieniem życia. Jest to oddanie się życiu i poświęcenie się mu. Przeżycie erotyczne powinno być całkowitym poświęceniem się życiu i oddaniem się mu. To ma być radosny dar własnego życia, który w połączeniu z drugim życiem doprowadzi do powstania nowego życia. Właśnie do tego popycha nas ludzka uczuciowość. Sprowadzenie aktu płciowego jedynie do przeżycia jakiejś przyjemności jest wypaczeniem ludzkiej uczuciowości, jest okradaniem osoby człowieka z należnego jej wyrazu uczuciowego. Osoba ludzka ma prawo objawiać się poprzez uczucia. Nie można jej tego odbierać.

Ludzka godność oparta jest na własnościach prawdy, dobra i piękna. Nie wolno okradać człowieka z żadnej z tych osobowych własności. Jeżeli odbieramy człowiekowi prawdę, to skazujemy go na życie w kłamstwie. Jeżeli pozbawiamy go dobra, to skazujemy go na złe życie, na przemoc i zbrodnię. Jeżeli zabieramy mu piękno, to skazujemy go na różne obrzydliwości, na życie w brzydocie.

Seks wypacza nasze przeżywanie. Seks okrada naszą uczuciowość z przeżywania piękna życia. Uczuciowość otwarta na osobę jest zwrócona ku życiu. Jest powołana właśnie do przeżywania, czyli do fascynacji życiem. Natomiast seks odwraca nas od przeżywania życia, a zwraca do przeżywania przyjemności. Podobnie jest z innymi uzależnieniami. W uzależnieniu przeżycie przyjemności zostaje wyizolowane i uznane za wartość samą w sobie. Ale to jest już działanie naszego rozumu. Człowiek stara się przekonać siebie i swoją uczuciowość, że powinna ona dążyć do przyjemności. To właśnie głosi hedonizm. Na początku jest to przeżywanie przyjemności i podnoszenie jej do rangi doskonałego dobra dla mnie. Samo absolutyzowanie dobra dla mnie jest już poważnym nadużyciem.

Seks absolutyzuje rozkosz seksualną. Podnosi ją do rangi bezwzględnego dobra. Ale to nie jest działanie naszej uczuciowości. To jest zasługa naszego myślenia o seksie, a nie samego przeżywania. Uczuciowość nie jest nastawiona na przeżywanie przyjemności. Ona jest powołana do przeżywania radości życia. Uczuciowość kieruje się przeżyciem piękna. To przeżycie dotyczy ludzkiego życia, które jest obrazem piękna. Uczuciowość jest więc nastawiona na dar życia. Jest nastawiona na przekazywanie życia. Dlatego celem i zadaniem uczuciowości jest doprowadzenie do przekazania życia. To dzięki uczuciom dochodzi do cielesnego podniecenia, dochodzi do aktu płciowego i współżycia, a wreszcie dochodzi do przekazania życia. Uczuciowość pełni więc pierwszoplanową rolę w tworzeniu wspólnoty życia. To uczucia prowadzą do połączenia kobiety i mężczyzny. To one dają nam możliwość współżycia i poczęcia nowego życia.

Jeśli natomiast proponujemy człowiekowi przeżycie seksualne, to znaczy, że odrywamy uczuciowość od jej głównego przedmiotu i proponujemy jej środki zastępcze. Odrywamy w ten sposób uczuciowość od fascynacji życiem i oddajemy ją na pastwę przyjemności. Poddajemy wtedy uczucia dyktatowi przyjemności. Po prostu wmawiamy sobie, że przyjemność seksualna jest czymś najważniejszym i najdoskonalszym. Ale to jest jedynie propozycja naszego myślenia o przeżyciu uczuciowym. Sama uczuciowość jest zawsze otwarta i nastawiona na przeżywanie piękna życia. Uczuciowość jest po prostu wrażliwa na samo życie. Ona czuje i doświadcza życia, i w tym względzie się nie myli.

Jednak uczuciowość może zostać oszukana przez nasze myślenie. Dzieje się tak wówczas, gdy człowiek uważa, że najważniejsza jest przyjemność. Jeśli stawia przyjemność na pierwszym miejscu, to odrzuca i neguje naturalne przeznaczenie uczuciowości. Człowiek myśli wtedy, że może sterować swoim przeżywaniem. Na tej podstawie został sformułowany postulat wolności seksualnej. Wolność, czyli swoboda, seksualna została wymyślona jako rozwiązanie teoretyczne. Sądzono, że doprowadzi to człowieka do pełnej realizacji wolności i rozumności. Że w ten sposób wyzwoli się on z ograniczeń naturalnych. Ale postulat wolności seksualnej sprowadza się do dowolnej możliwości przeżywania przyjemności. Uznano bez żadnych realnych podstaw, że człowiek ma prawo do swobodnego przeżywania przyjemności, że nie może być w tym zakresie niczym ograniczony. Człowiek wolny i myślący sam powinien określać twórczo sposób przeżywania uczuciowego. Co więcej, wymyślono, że taka realizacja wolności będzie służyła pełnej realizacji człowieczeństwa. Ale co to za człowieczeństwo?

Oczywiście nie zdawano sobie sprawy, że zamiana przeżywania radości i nadziei na przeżywanie przyjemności może doprowadzić do tragedii. Dziś mamy tego bezpośrednie dowody, gdy osoby żyjące w wolnych związkach seksualnych dopuszczają się zbrodni na życiu dzieci, które – ich zdaniem – przeszkadzają swobodnemu zaspokajaniu rozkoszy. Niestety, jest to ostateczna, ale jakże tragiczna konsekwencja tezy o wolności seksualnej. Można więc stwierdzić, że zgoda na seks prowadzi do zanegowania osoby człowieka. Jest to jednocześnie zanegowanie własnej osoby oraz osoby drugiego człowieka. Traktuje się bowiem siebie i innych czysto instrumentalnie jako przedmiot użycia i osiągnięcia maksimum przyjemności. Dlatego seks odrzuca wszystko, co w człowieku jest osobowe, a w pierwszym rzędzie prowadzi do negacji moralności jako osobowej aktywności człowieka. Seks stanowi zaprzeczenie relacji osobowych, czyli ostatecznie prowadzi do zaprzeczenia godności osobowej człowieka.

W uprawianiu seksu pozostaje tylko przyjemność, ale na koniec nie wiadomo, kto ma ją przeżywać. W seksie sama przyjemność zaczyna dominować nad człowiekiem. A nawet przyjemność zaczyna rządzić człowiekiem. Ale żeby przyjemność mogła przejąć władzę nad człowiekiem, musi dojść do odrzucenia osobowej podmiotowości człowieka. Musi dojść do zaprzeczenia osoby człowieka. Wszystko to razem kończy się zupełnym poniżeniem człowieka. Sprowadzeniem go do poziomu zwierzęcego (czyli do poziomu doznania zmysłowego).

Jeśli człowiek nie pozna samego siebie, zaczyna wymyślać sobie różne potrzeby, czyli możliwości działania. Okazuje się, że człowiek jest w stanie wymyślić najbardziej absurdalne potrzeby. Tak dzieje się we wszystkich przypadkach uzależnienia. Na początku wydaje się, że chodzi o przyjemność. Ale przeżywanie stale tej samej przyjemności osłabia doznanie. Wówczas występuje zjawisko eskalacji, czyli nasilenia doznań. Człowiekowi potrzeba coraz intensywniejszych przeżyć. Wtedy stara się osiągnąć coraz więcej przyjemności, a gdy to jest niemożliwe, wtedy człowiek zaczyna przeskakiwać od przykrości do przyjemności, żeby zmaksymalizować doznanie przyjemności. Człowiek uzależniony zaczyna poszukiwać przyjemności za wszelką cenę. Jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Nawet za cenę przykrości sprawianej komuś drugiemu. Człowiek uzależniony zaczyna łapać wszelkie możliwe przyjemności, zaczyna się szarpać i miotać. W końcu dochodzi do tragicznego zakończenia – choroby, szaleństwa, a nawet śmierci w przypadku przedawkowania środków farmakologicznych.

Uzależnienie seksualne nie musi być aż tak tragiczne w swoich skutkach, ale potrafi całkowicie zawładnąć człowiekiem. Na początku poddajemy się mu bezwiednie, aby na koniec dążyć do przeżycia rozkoszy za wszelką cenę. Wtedy już cała aktywność człowieka zostaje podporządkowana jednemu celowi – osiągnięciu chwilowej rozkoszy seksualnej. Człowiekowi uzależnionemu wydaje się, że w ten sposób osiąga szczęście. A to tylko zwykłe złudzenie. Złudzenie, które okrada człowieka ze wszystkiego, co osobowe, zwłaszcza z osobowej godności.

Człowiek jest przede wszystkim osobą. Dlatego powinien żyć życiem osobowym. Osobowe życie wyraża się w działaniach moralnych i religijnych. Dlatego człowiek powinien przede wszystkim żyć moralnie i religijnie. Powinien żyć w ten sposób, żeby chronić swoją osobę i jej godność oraz chronić relacje osobowe z Bogiem i człowiekiem. Działania moralne chronią relacje osobowe z bliskimi nam osobami. Zaś działania religijne (modlitwy i nabożeństwa) chronią relacje osobowe z Bogiem (z Chrystusem). Natomiast relacje osobowe, które stanowią uaktywnienie się godności osobowej, uobecniają naszą osobę. Osoba potrzebuje kontaktu z innymi osobami. Osoba nie jest samotną i niezależną podmiotowością jak świadomość. Świadomość niczego nie potrzebuje poza swoim myśleniem. Osoba jest podmiotowością relacyjną, dlatego potrzebuje relacji osobowych. Osoba żywi się relacjami. Objawia się i urzeczywistnia w relacjach. Udostępnia się dzięki relacjom. Osoba jest bytem wspólnotowym. Żyje we wspólnocie osobowej. Żyje we wspólnocie życia i miłości. Osoba żyje przede wszystkim w rodzinie.

Człowiek nie może działać przeciwko osobie albo wbrew osobie. Jeżeli tak się dzieje, to skutkiem jest niewłaściwe działanie duchowe – działanie niemoralne i areligijne. Człowiek nie może dopuścić, żeby jego władze duchowe zostały pozbawione kontaktu z podmiotowością osobową. Rozum i wola inaczej działają pod wpływem aktywności osobowej, a inaczej działają same z siebie. Bo jeżeli władze duchowe stracą kontakt z osobą, to zaczynają działać na własną rękę. Po oderwaniu się od osoby rozum zaczyna myśleć i sam wymyśla różne rzeczy, zaś wola zaczyna wybierać to, co przedstawia jej myślenie rozumu.

Jeśli nasze myślenie ograniczy się do wiedzy czysto rozumowej, to tworzymy ujęcia idealistyczne. Jeśli z kolei nasze myślenie ograniczy się do poznania zmysłowego, to tworzymy ujęcia hedonistyczne i utylitarystyczne. Zarówno idealizm, jak i hedonizm lub utylitaryzm nie służą rozwojowi realności i podmiotowości człowieka. Faktyczny rozwój człowieka polega na ujawnianiu w naszych władzach aktywności osobowej. Aktywność osobowa dotyczy bowiem własności prawdy, dobra i piękna. Dzięki aktywności osoby własności te zostają udostępnione naszym władzom duchowym (rozumowi, woli i uczuciom). Dopiero wówczas nasze władze są w stanie działać na mocy osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna. Dopiero wtedy mogą podejmować działania osobowe. Rozum staje się zdolny do wypowiedzenia słowa prawdy. Wola zaś będzie zdolna do dokonania czynu dobra, natomiast uczucia mają możliwość przeżycia piękna. Takich działań władze duchowe nie mogą podejmować bez osobowego wsparcia, a ostatecznie bez pomocy łaski Bożej. Dlatego do dobrego lub doskonałego działania człowiekowi niezbędna jest aktywność osoby. Dokonuje się to poprzez nawiązanie relacji osobowych z Bogiem, co wywołuje i wzmaga aktywność naszej osoby. Wtedy rodzą się w osobowej podmiotowości akty, które doskonalą nasze władze. Pojawia się kontemplacja wywołana aktywnością prawdy. Pojawia się wezwanie sumienia jako aktywność dobra. To właśnie osobowe dobro wzywa nas i pociąga do działania. Pojawia się także upodobanie wywołane aktywnością piękna. Te trzy akty dają naszym władzom duchowym siłę i impuls do działania, gdyż obdarzają je samą zasadą działania. Prawda staje się zasadą działania rozumu, dobro staje się zasadą działania woli, a piękno staje się zasadą przeżywania uczuciowego. Bez takiego wsparcia władze duchowe pozostają rozdarte pomiędzy przeciwstawnymi działaniami, gdyż nie znajdują w sobie żadnego ukierunkowania. Powtarzanie pewnych działań prowadzi oczywiście do przyzwyczajenia, ale trudno jest budować moralność lub religijność na przyzwyczajeniach. Trwała moralność i trwała religijność muszą być oparte na zasadach osobowych, otrzymanych od własnej osoby, która się uaktywnia pod wpływem relacji osobowych z Bogiem. Dlatego mówimy, że ostateczną przyczyną religijności i moralności człowieka jest sam Bóg (Osobowy Bóg).

Dlatego również uczuciowość człowieka nie może być pozostawiona samej sobie. Ona także musi zdobyć odpowiednią zasadę działania. Dokonuje się to dzięki aktowi upodobania piękna. Osobowe piękno uaktywnia się i objawia w postaci upodobania. Ten akt przenosi piękno do władzy uczuciowej i zaszczepia w niej w postaci przeżycia piękna, które staje się zasadą działania uczuciowości. Dopiero wtedy uczucia mogą się kierować do pięknych rzeczy. Dopiero wtedy są w stanie odczuwać i przeżywać piękno napotkanych rzeczy i osób. Uczucia doświadczają wtedy i odkrywają piękno ludzkiego życia. Człowiek odkrywa, że czymś naprawdę pięknym i fascynującym jest ludzkie życie. Odkrywa, że należy je czcić i szanować jako wyraz osobowego piękna. Bez tego doświadczenia ludzkiego życia oraz bez całego doświadczenia piękna działanie naszej uczuciowości jest ograniczone i niepełne. Bez przeżycia piękna uczucia poruszają się wyłącznie pomiędzy doznaniami przyjemności i przykrości. Mamy wtedy do czynienia z uczuciową huśtawką. Uważamy, że nasza uczuciowość żyje wyłącznie doznaniami przyjemności i przykrości. A to jest już prosta droga do przyjęcia hedonizmu i uczynienia z niego jedynej zasady postępowania.

Seks jak wszystkie uzależnienia niszczy uczuciowość człowieka. Gdy uczuciowość przestaje właściwie działać, wówczas człowiek traci kontakt z życiem. Przestaje pragnąć życia. Nie dba o własne życie, a zarazem nie ma ochoty na tworzenie nowego życia. Taki człowiek staje się martwy. Staje się śmiertelny i podległy śmierci. Brakuje mu chęci i radości życia. Nie interesuje go nawet własne życie, ale zabiega jedynie o doznanie przyjemności. Zamiast żyć życiem, człowiek żyje przyjemnościami. Chwyta i łapie doznania przyjemności, ale nie widzi poza nimi żywego człowieka. Dla niego przyjemność staje się zasadą życia i przeżywania, staje się samym szczęśliwym życiem. Jednak szczęśliwe życie nie polega na chwytaniu przyjemności. Życie jest przejawem osobowego piękna. Życie objawia osobowe piękno człowieka. Dlatego św. Ireneusz pisał, że człowiek żyjący jest chwałą Boga.

Seks odbiera człowiekowi sens życia. Niszczy w człowieku pragnienie i pożądliwość życia. Odbiera mu wrażliwość na życie i pozbawia odczuwania życia. Seks jest zaprzeczeniem nadziei. Nadzieja jest oczekiwaniem na nowe życie, na lepsze życie. Nadzieja jest oczekiwaniem na życie wieczne. Natomiast seks popycha nas ku przeżyciu chwili. Zabiera nam ciągłość życia, a daje jedynie doznanie chwilowej przyjemności. W ten sposób seks niszczy ciągłość życia i przekazywanie go następnym pokoleniom po to tylko, żeby oddać nas na pastwę doznania chwili. Seks odbiera nam ciągłość, trwałość i wieczność, aby dać jedną chwilę. Z powodu seksu człowiek zamienia swoją wieczność na przeżycie jednej chwili. Seks zabrał Adamowi i Ewie życie wieczne, a pozostawił im śmierć i zniszczenie.

17 października 2012

Dodatkowe objaśnienia do tematu życia i uczuć

Przedstawimy obecnie obszerne wyjaśnienia do tematu
 życia i uczuć, co pozwoli lepiej zrozumieć nasze rozważania



15 października 2012

W obronie uczuć i cielesności

Cielesność jest potrzebna człowiekowi. Cielesność ma służyć osobie człowieka, a nie odwrotnie. Osoba ani dusza nie powinny służyć cielesności. Cielesność została powołana do wcielenia osoby ludzkiej. Osoba została w człowieku wcielona i może działać przy pomocy ciała. Tak powstał i tak działa człowiek. Bez ciała ani człowiek, ani ludzka osoba nie mogą działać. Ale to człowiek, czyli osoba ludzka ma kierować ciałem, a nie odwrotnie.

Ciało jest przyczynowane przez życie i podlega bezpośrednio ludzkiemu życiu. Ciało jest żywym organizmem. Pozwala na rozwój ludzkiego życia. Ciało żyje więc dla człowieka (i dla osoby ludzkiej), a nie człowiek dla ciała. Ciało powinno służyć człowiekowi, ale to człowiek (jako osoba) ma panować nad ciałem, czyli ma je opanowywać i powściągać.

Ale kiedy człowiek zaczyna myśleć o swojej cielesności i myśli o sobie z powodu cielesności, i dalej kiedy zaczyna pragnąć cielesności i tego, co cielesne, a więc kiedy dusza zaczyna żyć cielesnością i kręcić się wokół cielesności, wtedy w człowieku zawala się to, co duchowe. Rozum zaczyna służyć zmysłom, zaś wola podporządkowuje swoje pragnienia przyjemnościom.

Jeśli rozum zostanie pozbawiony oddziaływania osobowej prawdy, jeżeli więc straci słowo prawdy, to wówczas musi się zwrócić do poznania zmysłowego. Stąd mamy teorię empiryczną ze stwierdzeniem, że w rozumie nie ma niczego, czego wcześniej nie byłoby w zmysłach. Jeśli z kolei wola odwróciwszy się od sumienia zostanie pozbawiona oddziaływania osobowego dobra, jeżeli więc straci moc czynu dobra (możliwość czynienia dobra), to wówczas przyjmuje przyjemność za jedyne dobro dostępne człowiekowi i zaczyna kierować się tym dobrem. Stąd mamy teorię hedonistyczną (albo częściej hedonistyczną praktykę), która twierdzi, że jedynym dobrem dla człowieka jest przyjemność, zaś suma przyjemności daje nam szczęście, które staje się przyjemnością i zadowoleniem duszy.

Rozum pozbawiony kontemplacji prawdy oraz wola pozbawiona głosu sumienia wzywającego do czynienia dobra stają się bezładne i bezwolne. Mogą przyjąć jedynie informację zmysłową i poprzestać na niej albo mogą poszukiwać jeszcze czegoś w samych sobie. Wtedy rozum może znaleźć logiczne rozumowanie (myślenie) i sformułować poprawnie gramatyczną wypowiedź, zaś wola może odnaleźć w sobie wolność wyboru i skupić się na wybieraniu różnych propozycji.

Myślący rozum i wybierająca wola są w stanie kierować człowiekiem i jego życiem. Mogą one tworzyć duchowy świat człowieka, czyli świat kultury. Mogą odkrywać, a właściwie wymyślać i podpowiadać człowiekowi różne rozwiązania, ale nigdy nie będą w stanie dotrzeć do sedna sprawy, do głębi człowieczeństwa – do osobowej podmiotowości istnienia. Myślący rozum nie zdoła poznać prawdy osoby ludzkiej i osoby boskiej, zaś wybierająca wola, czyli tzw. wolna wola, nie zdoła zapragnąć osobowego dobra ludzkiego lub boskiego. Sam z siebie człowiek może rozmyślać o tym świecie ujętym zmysłowo oraz może wybierać tylko to, co podsuwają mu zmysły, czyli przyjemności cielesne. Dopiero gdy człowiek uwolni się od myślenia rozumu i od wybierania woli (od tzw. „wolności wyboru”), gdy nawróci swój rozum do kontemplacji i uznania prawdy, a swoją wolę nawróci do pragnienia osobowego dobra, dopiero wtedy zdoła poznać osobową podmiotowość i uruchomić osobową aktywność. Dopiero wtedy człowiek stanie się na powrót osobą i zacznie działać jak osoba. Przecież osoba jest potrzebna człowiekowi do życia. Co więcej, osoba jest potrzebna człowiekowi do zbawienia.

Dzisiaj człowiekowi potrzebne jest wreszcie uzdrowienie uczuć. Za sprawą racjonalizmu i intelektualizmu ludzka uczuciowość została skazana na niebyt i zapomnienie, została porzucona i poniżona. Widziano w uczuciowości tylko złe żądze i namiętności. Widziano w niej ślepą i ciemną stronę człowieczeństwa. Nie wierzono, że uczuciowość należy do ludzkiej natury wyrastającej z osobowej podmiotowości. A przecież to w osobie są źródła ludzkiej natury i to, co objawia się na poziomie naturalnym pochodzi z samej osoby.

Rozum jest w stanie przekonać do działania, czyli namówić, wolę. Ale rozum nie jest w stanie przekonać i namówić do przeżywania naszych uczuć. Uczucia po prostu są i przeżywają, wydarzają się i dzieją w nas. Uczucia mogą być posłuszne zmysłom, ale nie słuchają wcale rozumu. To chyba najbardziej niepokoiło filozofów, którzy odrzucali uczucia. Dlatego rozum zawsze chciał odrzucić uczucia – po prostu wyrzucić je poza nawias człowieczeństwa (stoicka apatia). Ale patrząc na to z drugiej strony, rozum nie może być posłuszny uczuciom, bo to też nie będzie dobre. Rozum musi jednak wiedzieć, że w człowieku są uczucia, że dzięki nim przeżywamy nasze życie, że uczucia również informują nas o tym, co się dzieje w człowieku, że dają nam znać o przeżyciu i upodobaniu piękna, że tylko dzięki uczuciom jesteśmy w stanie przeżywać ludzkie piękno, czyli doświadczyć wprost osobowego piękna. Na przykład Dostojewski uważał, że to piękno może uratować świat i człowieka.

Otóż piękno to życie. Piękno wyraża się w ludzkim życiu, zaś życie jest pięknem. Potocznie mówimy, że życie jest piękne. Musimy więc przywrócić naszemu życiu piękno. Musimy odkryć piękno życia, abyśmy mogli żyć pięknie. Musimy upodobać sobie życie, zachwycić się życiem (carpe vitam). Musimy poczuć radość życia, ale tego życia, które płynie z samej osoby ludzkiej. Bo życie stanowi najpierw aktywność istnienia, a dopiero potem przejawia się w życiu duchowym i cielesnym.

Jeśli rozumowi zabraknie kontaktu z osobową prawdą dzięki kontemplacji, to sam zacznie on wymyślać i ustalać prawdziwość. Wtedy będzie skłonny odwołać się do poznania zmysłowego, czyli do faktów empirycznych – widzę coś, słyszę coś, dotykam czegoś – ale to nie znaczy, że znam prawdę o sobie. Na podstawie doświadczenia zmysłowego rozum zaczyna myśleć i rozumować, argumentować i wyciągać wnioski, dedukować i uogólniać (indukować). Ale to wszystko świadczy tylko o tym, ze myślący rozum jedynie poszukuje prawdy, lecz nie jest w stanie jej znaleźć, gdyż prawda jest zawarta w istnieniu bytu (w ludzkiej egzystencji). Myślącemu rozumowi brakuje miary i zasady, według której ujmowałby ludzi i rzeczy, dlatego zaczyna wszystko mierzyć miarką zmysłów. W ten sposób ludzi ujmuje wyłącznie tak jak rzeczy.

Jeśli zatem myślący rozum sprowadzimy do poziomu naturalnego (bez ingerencji ze strony Boga), to będziemy zdani na empiryzm Locke’a. Myślenie będzie się dokonywało w oparciu o dane doświadczenia zmysłowego i będzie polegało na abstrahowaniu treści ogólnych (pojęć i znaczeń) z danych zmysłowych (wyobrażeń). Ale w ten sposób rozum staje się całkowicie uzależniony od zmysłów. Nie można w ogóle mówić o tym, czego nie ma w ujęciach zmysłowych. Z prostych wrażeń powstają wyobrażenia i dalej cała nasza wiedza zjawiskowa. Według Kanta rozum dokonuje jedynie zespolenia wrażeń w intencjonalne treści przedmiotowe (fenomeny). Rozum nadaje więc treściom zmysłowym znaczenie (sens przedmiotowy), czyli tworzy pojęcia i sądy.

Jeśli z kolei woli zabraknie kontaktu z osobowym dobrem dzięki sumieniu, to wola zaakceptuje i wybierze sobie jakieś dobro dostępne w doświadczeniu zmysłowym, co sprowadza się do afirmacji przyjemności. Wola przestaje wówczas dążyć do dobra osobowego (bonum honestum), zaczyna zaś uganiać się za przyjemnościami. Tak rodzi się praktyczny hedonizm, gdy kierujemy się w działaniu przyjemnością. Robię wtedy tylko to, co sprawia mi lub komuś innemu przyjemność. Natomiast szczęściem będzie dla mnie jakaś suma osiąganych przyjemności (Bentham). Ale działanie na zasadzie przyjemności prowadzi prostą drogą do przyzwyczajenia i uzależnienia się. Odczuwane przyjemności trzeba rozszerzać i wzmacniać, gdyż konieczne stają się coraz silniejsze doznania. To, co sprawiało przyjemność raz, drugi, ... dziesiąty, przestaje w końcu być przyjemnością. Trzeba więc stale intensyfikować doznania, a to prowadzi już do uzależniającej eskalacji (nasilenia doznań).

Co ciekawe, poprzez takie poddanie się doznaniom zmysłowym rozum i wola nie tracą swojego duchowego charakteru, ale podnoszą i stawiają na poziomie duchowym to, co nie jest duchowe. To, co duchowe zostaje zastąpione przez to, co cielesne i materialne. Na przykład w wiedzy naukowej będzie się liczyła struktura materii a nie struktura bytu. Ale w przypadku człowieka powoduje to zupełny redukcjonizm, czyli spłaszczenie człowieczeństwa i sprowadzenie go do jednego wymiaru.

Duchowość staje się wówczas odbitką albo jakąś kiepską kopią cielesności, tak jak u Hume’a pojęcia były kopiami wrażeń. Ale dzięki temu duchowość odcina się od swojego źródła osobowego. A zrywając z aktywnością osoby zatraca swoją osobowość, czyli indywidualny charakter i szczególny znak osoby, staje się natomiast świadomością. Świadomość stanowi jakby duchowość bezosobową. Jest ona próbą budowania duchowości na gruncie doświadczenia zmysłowego. Ale wtedy staje się jedynie kopią tego doświadczenia.

Czy można zbudować duchowość z elementów cielesności? To tak jak  byśmy chcieli zbudować rzeczywistość z tworzyw sztucznych. Znika to, co naturalne i ekologiczne, a w to miejsce pojawiają się sztuczne twory – np. zwierzątka z tworzyw sztucznych ale z wyposażeniem elektronicznym, rośliny i kwiaty imitowane z materiałów wyprodukowanych sztucznie, wreszcie sztucznie pożywienie powstałe w wyniku syntezy chemicznej (tak jak sztuczne smaki i zapachy). A przecież jeśli się rozejrzymy dookoła, to zobaczymy, że te wszystkie rzeczy już funkcjonują. Czy chcemy zafundować sobie sztuczną duchowość, tak jak mamy już sztuczne serce lub sztuczną nerkę?

Sztuczna duchowość w postaci świadomości chce dziś zapanować nad człowiekiem. I co więcej, coraz chętniej poddajemy się i ulegamy takiej duchowości, sądząc, że jest to zdobycz naszych czasów. Kiedy więc zdobędziemy się na sztuczne życie? A może to już jest ten etap, jak w przypadku in vitro? Mamy sztuczne zapłodnienie, brakuje nam tylko sztucznego narodzenia. Historia ludzkości przebyła dziwną drogę od niepokalanego poczęcia Maryi do sztucznego zapłodnienia.

Jak uzdrowić uczucia/1



Jak uzdrowić uczucia?

Uczucia są czymś bezpośrednio dostępnym człowiekowi. Ale jak się wydaje, uczucia są najtrudniejszym problemem, jaki stara się podejmować antropologia. Jak przeżyć samo czyste uczucie nieskażone danymi świadomości? Do zbadania problematyki uczuciowości trzeba wyizolować samo przeżywanie uczuć, żeby wykluczyć wpływy rozumu i woli. Łatwo bowiem pomylić same uczucia z naszą wiedzą lub poznaniem uczuć przez rozum. Czymś innym jest przecież być wesołym, a czymś innym wiedzieć, co nas cieszy lub wiedzieć, że jest się wesołym. Dlatego w fenomenologii (a zwłaszcza u Schelera) doszło do niedopuszczalnego błędu – pomieszania przeżyć z aktami intencjonalnymi świadomości. Scheler uznał, że człowiek przeżywa wartości. A to znaczyło, że dostęp do wartości umożliwiają nam emocje, czyli uczucia. Jest to kompletna bzdura. Świata wartości, jeśli taki w ogóle istnieje, albo samych wartości dotyczy jedynie nasze myślenie, które samo ma charakter intencjonalny. Myślenie jest poznawczym zamierzeniem albo poznawczym podążaniem za czymś, co wydaje się nam cenne i wartościowe, albo potrzebne i korzystne, albo pożyteczne i przyjemne.

To nasze myślenie jest w stanie stworzyć sobie własny świat wartości. Będzie to wówczas myślenie o działaniu, czyli to, co dawniej nazywano poznaniem praktycznym. Poznanie praktyczne nie może być teorią. Ono jest poznaniem normatywnym (wiedzą normatywną). Poznanie praktyczne to wiedza o przyszłości, wiedza o tym, jak postąpić w przyszłości. Nie ma w nim logicznej konieczności rozumowania. Nie ma nawet prawdy poznawczej. Jest tylko słuszność normatywna. Słuszność normy moralnej lub prawa moralnego. Będzie to słuszność działania i postępowania, a nie prawdziwość realności. Słuszność oparta na dobru a nie na prawdzie. Przekonanie, że postępuję dobrze. To przekonanie jest skutkiem mocy woli, jaką stanowi prawość woli. Ponadto to przekonanie opiera się na wezwaniu sumienia, które określa normę postępowania („czyń dobro”). To nasze sumienie potwierdza słuszność działania. Musimy działać w zgodzie z sumieniem.

Trzeba teraz zapytać, skąd się bierze ocena działania? Zwykle wiązano ocenę z sumieniem jako świadomością moralną. Mówimy, że to sumienie rozlicza nas z naszego działania. Ale często przykładamy działanie do zamiaru, porównujemy je ze sobą i wtedy oceniamy. Zamiar działania jest intencją poznawczą. Intencją, która powinna się kierować wezwaniem sumienia: „czyń dobro”. Celem działania jest jakieś dobro, stąd zamiarem jest osiągnięcie tego dobra. Zamierzone osiągnięcie dobra staje się miarą dla naszego działania. Dlatego mówimy, że działanie ma właśnie zmierzać do dobra. Zmierzanie do dobra staje się dla działania miarą i podstawą oceny. W działaniu zamierzamy osiągnąć dobro (coś dobrego). A więc właściwą miarą działania powinno być dobro jako cel działania, a nie samo zamierzenie działania (sama intencja). Miarą i oceną działania powinien być kres działania, czyli osiągnięty cel, a nie sam początek, czyli intencja jako zamierzenie. Mierzymy bowiem zawsze do celu. Zamierzenie jedynie rozpoczyna działanie. Jest tylko naszym myśleniem o działaniu. Ono jedynie ukazuje nam cel. Ma nam pokazać cel. Natomiast dokonane działanie pokazuje faktyczne i prawdziwe dobro. Dzięki działaniu nasze zamierzenie się wypełnia (spełnia się lub nie). Cel zamierzenia staje się czymś posiadanym lub nie. Gdy osiągnęliśmy cel i posiadamy go realnie dzięki działaniu, wówczas stwierdzamy, że intencja została spełniona (zamiar został spełniony). Zamierzamy coś zrobić poznawczo, czyli w poznaniu, natomiast wypełniamy to w działaniu.

Ale czy działania porównujemy wyłącznie z zamierzeniami? Przecież powinniśmy odnieść działanie do nakazu „czynienia dobra”, czyli z jednej strony do prawdziwego poznania rzeczywistości (dobre jest to, co realne), a z drugiej strony do właściwego odniesienia do tej rzeczywistości (czyli działania, czynienia sobie jej poddaną). Stajemy więc przed ważnym problemem, czy działanie jest powodowane przez poznanie i samo poznawcze zamierzenie, czy przez realne dobro, które rozwija się w działaniu? Działamy zawsze w realnym świecie, w rzeczywistości. Ale planujemy działanie w naszych myślach. Zamierzamy działać w myślach, ale działamy już w rzeczywistości. Zamierzenie jest naszym myśleniem o działaniu. A zatem czy podstawą zamiaru działania jest tylko myślenie, czy sama rzeczywistość? A może po prostu poznanie rzeczywistości?

Tylko wtedy, gdy nasze myślenie jest zgodne z rzeczywistością, możemy dobrze działać. Nasze zamierzenie (intencja) musi ujmować realny cel, żeby działanie doprowadziło do osiągnięcia dobra. Najlepiej można to ująć w ten sposób, że prawda w myśleniu i zamierzeniu doprowadzi nas do dobra w działaniu. Nie ma innej drogi. Prawda i dobro stanowią fundament ludzkiego życia i ludzkiej aktywności. Ale przecież człowiek może działać nawet wtedy, gdy nie zna prawdy. Czy wówczas jego działanie będzie dobre?

Tutaj trzeba powrócić do sumienia. Sumienie jest najczęściej pojmowane jako sąd praktyczny rozumu. Ale taka propozycja sprowadza sumienie do sfery poznawczej. Sąd praktyczny jest przecież naszym myśleniem. A sumienie nie jest żadnym myśleniem. Sumienie wzywa nas do działania, niejako zachęca nas bezpośrednio do działania. Może nawet nakazuje to działanie. Wezwanie „czyń dobro” nie jest sądem poznawczym orzekającym prawdę. Nie jest więc stwierdzeniem poznawczym. Nie jest także naszym myśleniem. Jest to coś więcej. Jest to rozkaz lub wezwanie, które wyraża moralną powinność. Jest to jakby głos samej powinności. Masz działać czyniąc dobro. Dlatego sumienie stanowi pobudkę do działania – jakby sygnał startowy. Poprzez nakaz i powinność sumienia przemawia sama osobowa realność człowieka (osobowe dobro). To właśnie osobowe dobro wzywa nas do działania. Przywołuje nas do siebie i zaprasza – „czyń dobro”. To znaczy, że dobro należy czynić. Nie można dobra pomijać, ani odrzucić.

Krąpiec uważa, że każdy człowiek jest zdolny do sformułowania takiego sądu na temat działania. Każdy człowiek musi określić dla siebie propozycję działania. Musi odpowiedzieć sobie, dlaczego działa oraz co jest celem jego działania (czyli osiąganym dobrem). Dlaczego działam? Dlatego, że muszę czy dlatego, że chcę? Działam, bo chcę osiągnąć dobro! To znaczy, że działam dla dobra. Ale co to będzie za dobro? Moje czy twoje? Albo więc działam jedynie dla siebie i swojego dobra – wszystko robię dla siebie, albo działam dla kogoś innego i jego dobra – robię coś dla Ciebie. Jak to odnieść do sumienia?

Głos lub wezwanie sumienia musi być efektem wewnętrznego doświadczenia osoby. Jeżeli nasze duchowe władze – rozum i wola – zrezygnują z doświadczenia wewnętrznego, to pozostaje im wtedy słuchanie doświadczenia zmysłowego. Zmysły informują nas o cielesnej stronie rzeczywistości. Pokazują więc jeden wymiar. Człowiek jest wcielona osobą. Zmysły informują nas o naszej cielesności. Dopiero doświadczenie wewnętrzne może poinformować nas o osobie, czyli osobowej podmiotowości istnienia. Doświadczenie zmysłowe ukazuje nam jedynie sprawnie działającą cielesność. Wówczas uczuciowość podporządkowana zmysłom odwołuje się wyłącznie do przeżywania przyjemności jako czegoś pozytywnego. Z kolei rozum otrzymuje informację, że podstawowym i właściwie jedynym dobrem jest przyjemność. A to prowadzi do sformułowania tezy hedonistycznej, że dobrem dostępnym dla człowieka jest przyjemność. Cielesność poprzez doświadczenie zmysłowe obdarza uczucia doznaniem przyjemności, a rozum pozbawiony doświadczenia wewnętrznego jest skłonny to zaakceptować, gdyż uważa, że prawdziwe poznanie płynie poprzez zmysły. Wszystko to razem prowadzi człowieka do praktycznego hedonizmu. Wówczas formułuje on postulat – „używaj przyjemności, bo to jest coś dobrego”.

Jak uzdrowić uczucia? Trzeba je wyrwać spod władzy ciała i zmysłów. Jeśli uczucia będą znały jedynie informację zmysłową i zetkną się tylko z nią, to będą się kierowały albo różnorodnością doznań (np. bogactwem smaków, bogactwem dźwięków, bogactwem barw i kolorów, itp.), albo intensywnością doznań (poszukiwanie silnej rozkoszy, mocnych wrażeń, czyli jak mówimy „adrenaliny”, np. w sportach ekstremalnych). Po prostu uczucia fascynują się wtedy doznaniami przyjemności lub przykrości, albo samym przeskokiem od bólu do rozkoszy. Ale to prowadzi do nieustannej pogoni za takimi doznaniami. Stąd rodzi się już uzależnienie i nałogi. Stale chcielibyśmy przeżywać rozkosz lub „adrenalinę” (właściwie lęk o swoje życie). Uważamy, że bez tego nasze życie jest nudne i pozbawione sensu.

Uczucia są władzą i zdolnością pożądawczą. Tak naprawdę kierują się pożądliwością życia. To w uczuciowości przeżywamy nasze życie, a nie w rozumie lub w świadomości. Ale uczucia potrzebują informacji o pięknie życia, o osobowym pięknie, która dociera do nas w postaci doświadczenia wewnętrznego jako upodobanie. Uczucia powinny więc kierować się pięknem życia, a nie przyjemnościami związanymi z przebiegiem naszego życia. Uczucia nie mogą zadowalać się jedynie przyjemnościami płynącymi z różnych czynności życiowych. Uczucia potrzebują doświadczyć samego piękna życia, aby mogły dobrze służyć życiu.

Uczucia potrzebują fascynacji. Potrzebują się czymś zachwycić, zafascynować. Ale to nie może być fascynacja doznawaniem cielesnym, czyli odczuwaniem czegoś przyjemnego lub przykrego. Fascynacja uczuciowa powinna dotyczyć piękna. To musi być przeżycie piękna. Fascynacja musi być przeżyciem czegoś duchowego a nie cielesnego. Dlatego fascynacja powinna być upodobaniem osobowego piękna. Piękna doświadczamy w akcie upodobania. Podoba nam się to, co jest piękne. Coś jest piękne i dlatego nam się podoba. To znaczy, że samo piękno wywołuje upodobanie. Piękno jest realną własnością transcendentalną zawartą w istnieniu bytu. Jest własnością istnienia. Piękno ożywia nasze uczucia i daje im siłę do działania. Piękno ma więc moc ożywiania. Ono ożywia naszą cielesność, gdyż sprawia zmysły i uczucia. Życie ożywia materię, zaś piękno ożywia i kształtuje cały organizm żywy, czyli naszą cielesność. To właśnie piękno sprawia, że byty są piękne i ciekawe, oraz interesujące i fascynujące. Można więc stwierdzić, że to piękno powoduje rozwój przeróżnych form życia, a nie ewolucja. Ewolucja dostosowuje jedynie różnorodność do wymogów środowiska.

Osobowe piękno człowieka kształtuje zatem jego cielesność (cielesny organizm). To piękno nadaje ciału właściwa mu postać i kształt. Piękno kształtuje nasze zmysły i uczucia, oraz ich działania. Piękno pozwala nam rozwijać i wykorzystywać różne naturalne umiejętności i talenty. Stąd bierze się sztuka (np. taniec i muzyka).

Mamy więc najpierw wewnętrzną mowę osoby, która potrzebuje uzewnętrznienia, aby przemówić do innych osób ludzkich. Takim pierwotnym uzewnętrznieniem mowy osobowej była muzyka i taniec. Dopiero potem przyszły słowne opowieści. Człowiek zawsze starał się opowiadać o sobie, o swoim wewnętrznym doświadczeniu Boga. Człowiek miał poczucie, że jego duchowe przeżycia dotyczą czegoś niewypowiedzianego i nieogarnionego. Dlatego taniec i muzyka były pierwotną opowieścią człowieka o Tajemnicy Bożej Obecności. Do tej pory taniec pozostał jednym z najważniejszych „środków wyrazu”. Tańcem można wszystko opowiedzieć, przekazać własne przeżycia. Tak było zawsze w dawnych kulturach Afryki, Indii i Polinezji, Ameryki i Azji.

Jak uzdrowić uczucia/2


Wewnętrzna aktywność osoby wyraża się najpierw w działaniach naszych władz duchowych, a następnie w działaniach władz cielesnych, aby na koniec przenieść się na poruszenia ciała albo na poruszenia zdolności głosowych (vox – voces). Cała aktywność i ekspresja człowieka zaczyna się na poziomie osoby, czyli podmiotowości istnienia. Tam zachodzą relacje osobowe, które są podstawą wszelkiej aktywności osobowej. Te relacje – zwłaszcza relacje z Bogiem – pobudzają aktywność osoby, która wywołuje działania we władzach duchowych.

Aktywność osobowa pobudza do działania nasze władze duchowe. Ta aktywność przejawia się w aktach sumienia, kontemplacji oraz upodobania (conscientia, contemplatio, complacentia). Te osobowe akty stanowią podstawę i źródło aktywności władz duchowych – woli, rozumu i uczuć. Są one podmiotowane przez samą osobę. Władze duchowe jako możności potrzebują pobudki do działania. To musi być pobudzenie w postaci aktu. Właśnie takimi aktami są sprawcze działania własności osobowych zawartych w istnieniu (prawdy, dobra i piękna). Jest to aktywność samej osoby, czyli akty osobowe. Mówimy także, że osoba przemawia – jej aktywność jest mową wewnętrzną, mową serca i umysłu. Aktywność osoby przepływa lub emanuje do sfery duchowej. Akty osobowe przepływają do władz duchowych. Akty sumienia, kontemplacji i upodobania uruchamiają działania władz duchowych.

Nasza uczuciowość potrzebuje osobowej aktywności w postaci aktu upodobania. Upodobanie dotyczy piękna i przenosi to piękno lub jego obraz do uczuciowości. Dzięki temu władza uczuciowa może w ogóle zacząć działać, gdyż zyskuje w ten sposób zasadę i miarę działania. Może wtedy działać mocą piękna, które popycha ją do pięknych rzeczy. Dopiero wówczas uczuciowość zaczyna pożądliwie pragnąć czegoś pięknego (czyli tego, co posiada realne piękno). Pojawia się więc pożądliwość tego, co realne, ponieważ tylko realne byty dysponują własnością piękna. Ale dla pożądliwości naszych uczuć najbliższe staje się osobowe piękno człowieka oraz to wszystko, w czym to piękno się zawiera i wyraża. Przede wszystkim chodzi tutaj o ludzkie życie, które jest obrazem piękna. Dlatego nasza pożądliwość w pierwszym rzędzie dotyczy życia. Uczuciowość pożądliwie pragnie życia. Ludzka uczuciowość stanowi zatem przeżywanie życia.

Człowiek przeżywa swoje życie. Przeżywa je właśnie dzięki uczuciowości, a nie dzięki świadomości. Świadomość może co najwyżej rejestrować nasze przeżycia, ale nigdy ich nie spełnia. To, co zostanie zarejestrowane w świadomości, jest jedynie wtórną informacją o naszych przeżyciach. Najczęściej jest to wyłącznie nasze myślenie o przeżyciach, a nie samo przeżywanie. Czymś innym jest bowiem przeżycie radości, a zupełnie czymś innym wiedza lub myślenie o tym przeżyciu.

Dlatego życie przeżywamy dzięki uczuciowości. Tylko takie przeżywanie stanowi realne doświadczenie życia. Myślenie o życiu jest najczęściej naszymi wyobrażeniami i marzeniami, a nie faktycznym życiem, które się w nas dzieje. Dzisiaj zamiast przeżywać życie każe się nam myśleć o życiu, czyli myśleć o nauce i studiach, o karierze zawodowej i zabezpieczeniu emerytalnym. Człowiek zamiast żyć stara się wymyślić swoje życie jak najlepiej.

Otóż człowiek powinien najpierw żyć i przeżywać to życie, a dopiero potem poznawać i doświadczać tego życia i na koniec dopiero myśleć o swoim życiu. Nie można zaczynać życia od myślenia o nim. To jest błąd. Życie zaczyna się od przeżywania, które dzieje się w uczuciowości. Życia doświadczamy naprawdę dopiero wtedy, gdy je przeżywamy w naszej uczuciowości. Dopiero wtedy, gdy przeżyjemy pożądliwość życia, czyli bezwzględne pragnienie życia, będzie nas stać na dar nowego życia. Dar życie jest skutkiem fascynacji życiem. Jest skutkiem upodobania życia, czyli uczuciowego ukochania życia. Dar życia nie jest skutkiem myślenia o życiu. Tylko naszą uczuciowość stać na takie zaangażowanie w dawanie życia – w przekazywanie życia. I to właśnie wtedy dar życia staje się czymś naprawdę osobowym, bo to będzie akt osoby działający poprzez uczuciowość.

Uczuciowość może więc współgrać z osobą ludzką. Uczuciowość nie musi być podporządkowana doznaniom cielesnym, ani nie musi być podporządkowana naszemu rozumowi z jego myśleniem. Uczuciowość działa najlepiej, gdy jest podporządkowana aktywności osobowej – czyli upodobaniu piękna. To uczuciowość nakazuje nam żyć, bo to ona ma nadzieję na przyszłe życie. Nadzieja nie jest ani czymś związanym z rozumem, ani czymś związanym z wolą. Nadzieja jest osobowym przeżyciem uczuciowości. Dotyczy bezpośrednio samego życia. Dotyczy życia każdego z nas. Moja nadzieja dotyczy mojego życia , ale także daru życia dla moich dzieci.

To nadzieja każe nam żyć, bo to nadzieja stanowi przeżycie naszego przyszłego życia. Nadzieja zaprasza nas do przyszłego życia. Jakby otwiera nas na przyszłość i na to, co niewiadome. Nadzieja oswaja nas z niewiadomym. Nadzieja pozwala nam przyjąć to, co będzie. Nie pozwala nam stać w miejscu i czekać. Nie pozwala zatrzymać się naszemu życiu. Ona pcha nas stale do przodu w nieznane. Nadzieja wie lub czuje, że życia nie można zatrzymać lub wyłączyć. Nadzieja podpowiada nam, że życia nie wolno przerwać. Ludzkie życie biegnie wciąż do przodu i nadzieja podążą tuż za nim, a może nawet wyprzedza nieustannie to życie. Bo nadzieja jest ciągłym oczekiwaniem na nowe lepsze życie. Jest wreszcie oczekiwaniem na zbawienie i życie wieczne.

Padło tutaj ważne stwierdzenie, że życie ożywia materię. Tak powstaje cielesność jako żywy organizm. Życie więc ożywia, ale dalej to piękno kształtuje ożywioną materię. Piękno nadaje ciału kształt i harmonię, barwy i kolory. Wydaje się, że to piękno rządzi rozwojem i różnorodnością żywych organizmów. Bo nawet jeśli zewnętrznie dostosowują się one do środowiska, to muszą posiadać wewnętrzną moc rozwoju. Żywe organizmy rozwijają się dzięki sprawczej aktywności piękna.

Życie ożywia materię, czyli sprawia, że pojawiają się żywe istoty. Ale cały dalszy rozwój zależy już od własności piękna. Piękno jakby kształtuje życie, formuje je. Żywe organizmy przybierają piękne kształty i barwy. Dlatego powiemy, że piękno jest aktem i formą życia, zaś samo życie będzie możnością rozwoju. Mamy więc najpierw ożywienie materii, a dalej uformowanie życia i ciała. Tak powstają różne formy życia. Pierwsze ożywienie materii pochodzi od Boga. To Bóg jest Dawcą Życia i Pierwszym Ożywicielem. Ale dalsze ukształtowanie życia (żywego organizmu) jest dziełem piękna zawartego w istnieniu bytu. Rozwój życia jest dziełem piękna. Właśnie piękno odpowiada za rozwój życia. Piękno sprawia indywidualny rozwój życia. Piękno pcha życie do rozwoju i postępu. Dlatego życie nigdy nie stoi w miejscu. Życie potrzebuje nieustannego rozwoju (progressio), czyli kroczenia do przodu. Życie zawsze idzie naprzód, życie się dzieje i wydarza. W tym właśnie wyraża się piękno życia.

Życie ożywia materię. Powstają w ten sposób organizmy żywe. Dalej piękno sprawia, że te organizmy rozwijają się w kierunku zwierząt, czyli jak mówimy, rozwiniętych form życia. Wreszcie osobowa prawda i dobro mogły sprawić, że powstał człowiek obdarzony rozumną duszą. Istnienie bytu stwarza sam Bóg, ale rozwój sfery istotowej, czyli konkretnej natury, jest związany z wyposażeniem stworzonego istnienia.

Dlatego powiemy, że rozwój organizmów żywych nie jest wyłącznie procesem ewolucyjnym. W tym rozwoju nie chodzi tylko o samą ewolucję jako przystosowanie się do środowiska zewnętrznego. Mamy w bytach wewnętrzne źródło rozwoju, które znajduje wytłumaczenie przyczynowe, czyli metafizyczne. Trzeba więc stwierdzić, że oba procesy – 1) wewnętrzna przyczynowość własności transcendentalnych oraz 2) zewnętrzne przystosowanie się do środowiska – wzajemnie się uzupełniają. Nie ma ewolucji bez ontycznej przyczynowości wewnętrznej, zaś ontyczna przyczynowość jest uzupełniana przez ewolucyjne przystosowanie się organizmów.

Wszelkie procesy mają zatem źródło w przyczynowej strukturze bytu, czyli ontologii. Tak samo wszystkie działania bytu są uprzyczynowane wewnętrznie, nawet jeśli przebiegają na zewnątrz. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko musi mieć swoją przyczynę. W człowieku wszystkie działania sprowadzają się do aktywności istnienia (w myśl formuły operari sequitur esse). Tam leży przyczyna i początek całej aktywności człowieka, bo tam znajduje się osobowa podmiotowość. Tylko akt istnienia dysponuje pełną aktywnością. Dlatego taka aktywność jest w stanie pobudzić do działania możność, którą stanowią władze duchowe. Bez sprawczej mocy aktu możność pozostanie jedynie czystą możliwością działania.

Władze duchowe człowieka zawarte w jego naturze muszą mieć łączność z osobową podmiotowością. Bez tej łączności władze nie są w stanie odpowiednio działać, gdyż nie będą dysponowały zasadą działania (czyli przedmiotem formalnym). Jeśli zabraknie tej zasady działania, to władza traci pobudkę do działania i staje się jedynie magazynem dostępnych przedmiotów materialnych.

Tak dzieje się na przykład z rozumem. Gdy rozum straci swoje osobowe korzenie, wtedy staje się świadomością, czyli staje się rozumem myślącym. Myślący rozum traci związek z realnością osoby. Traci związek z osobową własnością prawdy. Zaczyna wówczas sam wytwarzać swoje przedmioty w oparciu o dane zmysłowe. Dlatego rozum, który powinien być możnością poznawania prawdy, staje się możliwością tworzenia treści poznawczych. W ten sposób rozum zmienia się w świadomość, która tworzy poznanie i jest magazynem dowolnych treści poznawczych (intencji poznawczych).

Tylko rozum powiązany z osobową prawdą posiada zasadę i miarę poznania. Jest wtedy zdolny do poznawania prawdy i prawdziwych rzeczy. Jest zdolny do odróżniania prawdy od fałszu. Jeśli jednak zabraknie tej zasady i miary poznania, to rozum zaczyna dowolnie wybierać i tworzyć treści poznawcze. Zaczyna żonglować poznaniem i poznawanymi rzeczami. Nie wiadomo, co jest prawdziwe, a co fałszywe. Poznanie człowieka przestaje się różnić od poznania krasnoludka.

Wola pozbawiona osobowej aktywności staje się z kolei wolną decyzją (liberum arbitrium). Wola będzie wtedy dysponowała wolnością i swobodą wyboru i decyzji, ale będzie to jedynie możliwość działania, czyli możliwość wyboru dobra i zła. A przecież wybór zła jest zawsze działaniem na opak, jakby antydziałaniem. Prawidłowe działanie woli polega na afirmacji dobra, czyli bezwarunkowym pragnieniu dobra. Taka afirmacja dotyczy przede wszystkim osobowego dobra. To znaczy, że możemy kochać tylko osoby. Wojtyła podkreślał, że tylko osobie należy się miłość, bo jest ona szczególnym dobrem (dobrem bezwzględnym).

Natomiast wszystkich innych rzeczy dotyczy używanie (usus). Rzeczami i wytworami posługujemy się bowiem do różnych celów, najczęściej dla zaspokojenia własnych potrzeb. Rzeczy nie posiadają bezwzględnego dobra jak osoby. Ich dobrem jest użyteczność lub funkcja, jaką pełnią, w przypadku wytworów sztuki i techniki. Użyteczność – czyli to, do czego służą nam rzeczy i do czego mogą być użyte lub zastosowane. Krzesło służy nam do siedzenia, stół do jedzenia, nóż do krojenia, woda do picia, potrawy do jedzenia. Nawet jeśli krzesło uważamy za piękne, zaś wodę za coś wspaniałego, to jednak nie mają one tej pełni i bogactwa (tej wartości), co godność człowieka. Osoba ludzka jest dobrem bezwzględnym. Osoba nie służy do niczego. Osoba jest czymś najwspanialszym. Oczywiście osoba jeśli sama zechce, może służyć swoim życiem i działaniem komuś innemu. Ale to nie umniejsza jej godności i wartości.

Osoba sama jest celem. Nie można używać osoby do innych celów. Inaczej mówiąc, celem osoby jest po prostu istnienie. Godność osoby polega na samym istnieniu, na byciu osobą. Godnością jest samo osobowe istnienie. Osoba więc istnieje dla siebie i dla innych osób. Dlatego ona sama może oddać się komuś innemu. Osoba może się poświęcić dla drugiej osoby.

Jeżeli wola człowieka utraci kontakt z osobowym dobrem, który zapewnia jej sumienie, to przestaje afirmować to dobro, a więc przestaje kochać i chcieć dobra. Taka wola zostaje zupełnie pozbawiona kontaktu z osobowym dobrem. W ten sposób traci zasadę i miarę swojego działania. Wówczas pozostaje jej do dyspozycji jedynie wybór używania. Wola zaczyna wybierać różne sposoby używania, zaczyna posługiwać się rzeczami i wytworami dla swoich potrzeb. Niestety ten sposób działania przenosi również na ludzi. Zaczyna posługiwać się ludźmi nie dostrzegając w nich osobowego dobra, a jedynie źródło przyjemności.

Wola pozbawiona kontaktu z osobowym dobrem staje się wolą używającą. Głównym jej działaniem staje się wybór różnych sposobów używania. Chcenie i afirmacja zamieniają się w wolność decydowania. Wola staje się wolną decyzją (liberum arbitrium). Ale jej decyzje przestają być prawe i mądre, a stają się jedynie wolne na zasadzie możliwości wyboru. Wolna wola jest już zdolna tylko do wybierania czegoś, ale nie jest zdolna do chcenia i afirmacji pełnego dobra osoby. Człowiek zaczyna się kierować własną korzyścią i pożytkiem i będzie wybierał tylko to, co uważa za korzystne i pożyteczne dla siebie. Na koniec powiemy, że utrata sumienia i kontaktu z osobowym dobrem prowadzi bezpośrednio do praktycznego utylitaryzmu i hedonizmu.

Podobnie wygląda sprawa z uczuciami. Działają one właściwie tylko w łączności ze sferą osobową, w tym przypadku w łączności z osobowym pięknem. Osobowe piękno w akcie upodobania nadaje uczuciowości zasadę i miarę działania. Właśnie dzięki temu uczuciowość zdobywa pobudkę do działania. Uczucia zaczynają przeżywać piękno albo jego obraz. Osobowe piękno jest bowiem czymś duchowym i nie cielesnym. Natomiast uczucia działają już na styku duszy i ciała. Dlatego zasadą i pobudka staje się dla nich jakby cielesny obraz piękna, którym jest konkretne życie. Życie jest obrazem piękna i wyraża się w konkretnej postaci ludzkiego życia. Ludzkie życie staje się więc zasadą i miarą uczuciowości.

Ale co się dzieje, jeżeli uczucia stracą kontakt z osobową podmiotowością i jej aktami? Wtedy uczucia pozostają zdane same na siebie. Gdy przestaje działać upodobanie piękna i pięknego życia, wtedy uczucia zostają zdane na doznania cielesne. Uczucia oderwane od osoby mogą przeżywać wyłącznie doznania cielesne. Ale takie przeżywanie sprowadza się do odczuwania przyjemności lub przykrości (cierpienia). Wówczas uczucia zaczynają błądzić, gdyż wydaje im się, że życie ma być łatwe i przyjemne, a nie piękne. Znikają takie uczucia jak radość i nadzieja, pragnienie życia i dążenie do przekazywania życia. Pozostaje jedynie pogoń za przyjemnościami.

Ale takie hedonistyczne podejście do życia zaciemnia samą istotę życia ludzkiego. Odbiera życiu całe piękno łącząc je tylko z przyjemnościami. Taka postawa prowadzi już bezpośrednio do rozwoju wszelkiego typu uzależnień. Różne uzależnienia rozwijają się bowiem na gruncie praktycznego hedonizmu. Życie przyjemnościami prowadzi najpierw do przyzwyczajeń, a następnie do uzależnień. Dlatego powiemy, że uzależnienie jest skutkiem oderwania naszej uczuciowości od osobowego piękna i wydania jej na pastwę przyjemności.

Uzależnienie jest stanem lub postawą zdegradowanej uczuciowości. Jest stanem uczuciowości zdegradowanej do poziomu doznania cielesnego. Wówczas uczuciowość podlega fizycznemu stanowi naszej cielesności. Normalnie człowiek je, kiedy jest głodny. W stanach uzależnienia człowiek chce jeść, kiedy tylko zniknie doznanie przyjemnego smaku w ustach. Dlatego je na okrągło. Albo brak nikotyny lub alkoholu w organizmie wywołuje przeżycie przykrości, gniew lub rozpacz, czasami lęk. Taki człowiek reaguje jedynie na pobudzenie organizmu, a więc również uczuciowości, odpowiednimi dawkami używki (narkotyków, nikotyny lub alkoholu). Człowiek uzależniony przeżywa nieustanny dramat życia, a nie samo życie. Życie człowieka uzależnionego jest ciągłym dramatem i cierpieniem, miotaniem się i walką o potrzebną używkę. Na koniec jedyną przyjemnością jest stan, gdy niczego już nie czujemy (taki stan śmiertelnej apatii). A potem już tylko śmierć. Z tego zaklętego kręgu trzeba po prostu uciekać.

Jak uzdrowić uczucia? Tego może dokonać tylko osobowe piękno. Trzeba zachwycić się pięknem ludzkiego życia. Trzeba zachwycić się Pięknem Boga (Bożą Chwałą). To jest najlepsza droga do zachwycenia się samym życiem człowieka, a nie jego cielesnością. Nasze uczucia muszą pożądliwie pragnąć życia. Muszą cieszyć się życiem.