Część Druga
Należy zauważyć, że nasze ludzkie
działanie (operari) zaczyna się od aktywności osoby (akty osobowe, które
uruchomiają i napędzają władze duchowe), aby dalej przejść w dynamizm naszej
duchowości i cielesności, co sprawia, że nasze działania uzewnętrzniają się
wobec świata przyrody i wobec innych ludzi. W tym działaniu mamy więc dwa
odrębne i różne etapy. Pierwszy etap stanowi aktywność osoby jako podmiotu
istnienia. Na tym etapie mamy do czynienia z aktami osobowymi – kontemplacji,
sumienia i upodobania. Ta osobowa aktywność pobudza i uruchomia odpowiednie
władze duchowe, które podejmują dzięki temu swoje własne działania. I to jest
etap drugi naszego postępowania. Tę działalność władz duszy możemy dopiero określić
jako dynamizm, czyli działanie wypływające z możności (potentia animae, greckie dynamis).
Otóż należy pamiętać, żeby pod
żadnym pozorem nie mylić i nie utożsamiać obu tych etapów naszego działania (operari), ani nie redukować tego do
jednego procesu dynamizmu ludzkiego. Niestety Autor postępuje właśnie w ten wątpliwy
sposób. Mówi o „dynamicznym fieri
osoby” oraz o „dynamicznej strukturze osoby”. W ten sposób dokonuje
ujednolicenia całego procesu ludzkiego działania, i co więcej, etap dynamizmu
przypisuje od razu osobie człowieka, a nie jedynie jego duchowości. Dochodzi
zatem do pomylenia osoby z wyposażeniem duchowym, czyli z pewną osobowością
(charakter moralny), jaka funkcjonuje na gruncie duchowości człowieka (w
ludzkiej duszy).
Zobaczmy, jak to wygląda na
podstawie tekstu? Autor rozpoczyna od przedstawienia pojęcia samostanowienia: W
wymiarze tym wola unaocznia się nie tyle jako właściwość wewnętrzna czynu
spełnianego przez osobę, ile jako właściwość osoby, która dlatego zdolna jest
spełniać czyny, że właściwość taką posiada. /…/ Każdy czyn potwierdza i zarazem
konkretyzuje ten stosunek, w którym wola ujawnia się jako właściwość osoby,
osoba zaś – jako rzeczywistość pod względem swego dynamizmu ukonstytuowana
właściwie przez wolę. Stosunek ów określamy jako samostanowienie. Samostanowienie
wiąże się z owym stawaniem się, fieri,
o którym była mowa przy końcu poprzedniego rozdziału [cz. I, rozdz. 2]. (s.
151) Samostanowienie, które jest właściwą podstawą dynamiczną owego fieri osoby, zakłada w tejże osobie
jakby szczególną złożoność. Osoba jest mianowicie tym, kto siebie samego
posiada, i zarazem tym, kto jest posiadany tylko i wyłącznie przez siebie.
(s.152)
Samo-posiadanie jako specyficzna
właściwość strukturalna osoby ujawnia się i zarazem potwierdza w działaniu
poprzez wolę. Proste przeżycie „ja chcę” nie może być w dynamicznym całokształcie
człowieka odczytane poprawnie, jeśli nie uwzględnimy w nim owej specyficznej,
osobie tylko właściwej złożoności, jaką wnosi samo-posiadanie. Tylko na jego
gruncie możliwe jest samostanowienie, a każde prawdziwie ludzkie „chcę” jest
takim właśnie samostanowieniem. Jest nim nie jako treść przeżycia wyrwana z
dynamicznej struktury osoby, ale jako treść w całości tej głęboko zakorzeniona.
(s.152)
Osobie natomiast właściwe jest
samostanowienie. Ono to właśnie wiąże oraz integruje różne przejawy dynamizmu
człowieka na poziomie osoby. Ono też ten poziom stale konstytuuje, wyznacza i
unaocznia. Człowiek dany jest w doświadczeniu (przede wszystkim w
samo-doświadczeniu) jako osoba poprzez samostanowienie. (s. 153)
Samostanowienie, czyli wola jako
właściwość osoby, zakorzeniona w samo-panowaniu i samo-posiadaniu, ujawnia w
porządku dynamicznym przedmiotowość tejże osoby, czyli konkretnego „ja”, które
świadomie działa. /…/ Każde aktualne samostanowienie urzeczywistnia podmiotowość
samo-panowania oraz samo-posiadania, w każdej zaś z tych wewnątrzosobowych
relacji strukturalnych osobie jako podmiotowi (jako temu, kto panuje i posiada)
dana jest osoba jako przedmiot (jako ten, komu ona panuje, i ten, kogo
posiada). /…/ Przedmiotowość, o jakiej mowa, urzeczywistnia się i zarazem
ujawnia poprzez samostanowienie. W tym znaczeniu można mówić o
„uprzedmiotowieniu”, jakie samostanowienie wnosi wraz z sobą w specyficzny
dynamizm osoby. Uprzedmiotowienie to oznacza, że w każdym aktualnym
samostanowieniu (czyli w każdym „chcę”) własne „ja” jest przedmiotem – i to
przedmiotem pierwotnym i najbliższym. (s.154)
Na koniec mamy podsumowujące
stwierdzenie: Samostanowienie stawia własne „ja”, czyli podmiot, w pozycji
przedmiotu. Realizuje tedy równocześnie w podmiotowości przedmiotowość własnego
„ja”. (s.158)
Można powiedzieć, że samo to
samostanowienie pojawia się trochę niespodziewanie (jak deus ex machina). Z jednej strony spoglądając na ludzkie działanie
można się zgodzić, że posiada ono charakter samostanowienia. Autor przypisuje
to samostanowienie działaniu woli, które określa jako chcenie – „chcę”. Ale
jednocześnie coś go zmusza (nie wiem co?) do uznania, że wola ujawnia się jako
właściwość osoby. To niestety oznacza już poważne nadużycie interpretacyjne.
Jak zwykle Autor odwołuje się w tym względzie do świadomościowego przeżycia.
Działanie osobowe przeżywamy jako samostanowienie o sobie samym. Otóż z drugiej
strony Autor przypisuje samostanowienie samej osobie jako właściwość osoby.
Ponadto samostanowienie jest interpretowane jako dynamiczna podstawa fieri osoby, czyli jej stawania się.
Powstaje w związku z tym problem, czy w ogóle można mówić o osobowym fieri, o stawaniu się ludzkiej osoby,
czy być może owo stawanie się należałoby przypisywać duchowemu wyposażeniu (a
więc powstaje w duszy jakiś charakter moralny). Autor uparcie stwierdza, że
osobie właściwe jest samostanowienie. Można by się zgodzić, że samostanowienie
jest związane z aktywnością naszej osoby, ale to nie znaczy, że dotyczy jej
bezpośrednio. Dzięki aktywności osoby nasze działania duchowe nabierają
charakteru moralnego i na tym polega nasze samostanowienie o sobie. To
pokazuje, że samostanowienie jest dość ogólnym określeniem naszego działania i
nie powinno być przypisywane żadnemu konkretnemu podmiotowi działania.
Niestety mam takie wrażenie, że
temat samostanowienia (wraz z samo-panowaniem i samo-posiadaniem) został
wprowadzony w celu obiektywizacji przedmiotowej świadomości jako własnego „ja”.
Autor pisze: Samostanowienie, czyli wola jako właściwość osoby, zakorzeniona w
samo-panowaniu i samo-posiadaniu, ujawnia w porządku dynamicznym przedmiotowość
tejże osoby, czyli każdego konkretnego „ja”, które świadomie działa. Nie chodzi
tutaj o samą przedmiotowość ontologiczną, nie o samo stwierdzenie, że osoba
jest obiektywnie i realnie bytem, „kimś” istniejącym /…/ Chodzi natomiast o to,
że w czynie poprzez samostanowienie osoba jest dla siebie samej przedmiotem, i
to poniekąd przedmiotem pierwszym, czyli najbliższym. /…/ Przedmiotowość, o
jakiej mowa, urzeczywistnia się i zarazem ujawnia poprzez samostanowienie. W
tym znaczeniu można mówić o „uprzedmiotowieniu”, jakie samostanowienie wnosi
wraz z sobą w specyficzny dynamizm osoby. Uprzedmiotowienie to oznacza, że w
każdym aktualnym samostanowieniu (czyli w każdym „chcę”) własne „ja” jest
przedmiotem – i to przedmiotem pierwotnym i najbliższym. Wyraża się to w samym
pojęciu i słowie: samostanowienie wskazuje na to, że ktoś stanowi sam o sobie.
Podmiot i przedmiot są równocześnie i korelatywnie zawarte w tym pojęciu i
słowie. Jednym i drugim jest własne „ja”. (s.154-155)
Najbliższa, najbardziej
bezpośrednia i wewnętrzna jest przedmiotowość własnego „ja”, a więc własnego
podmiotu. Ten to właśnie podmiot człowiek „czyni jakimś”, chcąc takiego lub
innego przedmiotu, takiej lub innej wartości. Dotykamy w tym miejscu
najgłębszej osobowej realności czynu. Czyniąc bowiem swoje „ja” jakimś – takim
lub innym – człowiek równocześnie staje się kimś. (s.155)
W tym samostanowieniu (a właściwie
w ustanowieniu siebie kimś) chodzi więc o obiektywizację, czyli
uprzedmiotowienie, samego stawania się (osobowego fieri). Jeżeli założyło się, że człowiek nie jest od samego
początku kimś prawdziwie realnym, ale będziemy poszukiwali jakiejś
przedmiotowości w ujęciu fenomenologicznym, to musimy się na koniec zmierzyć z
uchwyceniem jakiejś przedmiotowości własnego „ja”. Autor w swoich rozważaniach
oscyluje cały czas pomiędzy realnością egzystencjalną osoby (jako podmiotu
istnienia i działania) a fenomenologicznym ujęciem (przeżyciem jako wewnętrznym
doświadczeniem) procesu stawania się własnego „ja” jako pomyślanego
przedmiotu-podmiotu świadomościowego. Mamy więc do czynienia z jakimś
poznawczym rozdarciem z powodu nieustannego mieszania dwóch różnych metod
badawczych.
Trzeba się zastanowić, czy taka
poznawcza rozbieżność prowadzi do uzyskania prawdziwych efektów badawczych. Być
może tworzymy w ten sposób zupełnie błędne wyobrażenia tego, co stanowi
faktyczną realność. Moim zdaniem, należałoby trzymać się raczej rozważań
stricte metafizycznych, a nie traktować ich jako kwiecistego dodatku do analiz
fenomenologicznych. Rozpoczynając bowiem od ujęć świadomości (zwłaszcza od
przeżywania świadomościowego) nie dojdziemy do egzystencjalnej realności
podmiotu osobowego, ani do esencjalnej (możnościowej) realności władz
duchowych, a tym samym nie zrozumiemy realnego działania człowieka.
Świadomościowe myślenie nie prowadzi bowiem do ujęcia realności, gdyż nie jest
poznaniem. Do poznania realności konieczne jest realistyczne doświadczenie a
nie teoriopoznawczy fenomenalizm stworzony przez Kanta.