27 lipca 2021

Jak działa Duch Święty? /1

Jak działa Duch Święty? Kiedy i gdzie On działa?

Duch Św. Tworzy i wspiera wspólnotę osobową. W Dziejach Apostolskich mamy wyraźne wskazanie, że Duch Św. Został posłany, aby wspierać wspólnotę Kościoła, która zaczyna działać właśnie od momentu zesłania Duch Św.

Na czym polega to wsparcie Duch Św.? Otóż Duch Św. Odpowiada za nawiązanie i aktywność relacji osobowych. Każda wspólnota osobowa jest realnie oparta i zakotwiczona w relacjach osobowych. To nawiązane relacje powodują powstanie powiązania wspólnotowego oraz jedność tej wspólnoty. Relacje osobowe tworzą rzeczywisty związek i trwałą jedność wspólnotową, co wyraża się w dalszym zewnętrznym działaniu wspólnoty. A wszystko to dlatego, że Duch Święty powstał na mocy relacji łączącej Ojca i Syna jako dopełnienie wspólnoty Trójcy Świętej.

Wspólnota osobowa nie ma wcale charakteru instytucji, gdyż wszelkie instytucje są oparte na przepisach prawa (co jest zawarte w statucie czy uchwale powołujących daną instytucję). Natomiast wspólnota osobowa zostaje utworzona i powołana dzięki nawiązaniu relacji osobowych. Te relacje przebiegają na poziomie egzystencjalnym, co oznacza, że dotyczą one łączności i powiązania podmiotów osobowych. Wszystko to odbywa się na poziomie istnienia człowieka (czyli w sferze egzystencji). Jest to poziom prawdziwej realności, czyli trwałej i niezmiennej podmiotowości osoby. Osoba jest bowiem podmiotem istnienia i działania człowieka. Tak osobę zdefiniował K. Wojtyła.

Możemy więc powiedzieć, że Duch Św. Działa na poziomie osoby człowieka. Otóż nawiązanie przez daną osobę relacji osobowych z drugim człowiekiem (albo Bogiem) powoduje wyraźne uaktywnienie się jego podmiotowości osobowej. Pod wpływem relacji osobowych własności osobowe prawdy, dobra i piękna zyskują dodatkową moc sprawczą, co pozwala im wysyłać do władz duszy odpowiednie akty, które zaszczepiają we władzach realne zasady działania. Akty kontemplacji sprawiają w umyśle zasadę słowa prawdy, która powoduje, że umysł poszukuje realnej prawdy w świecie i co więcej, jest skłonny do wypowiadania tej prawdy wobec innych ludzi. Natomiast akty sumienia wywołują w woli zasadę czynu dobra, która sprawia, że wola w sposób trwały pragnie i chce dobra, co skutkuje tym, że człowiek podejmuje dobre działania (określane dawniej jako dobre uczynki). I wreszcie akty upodobania powodują powstanie w naszej uczuciowości zasady przeżycia piękna, co jest związane z fascynacją życiem, które niesie ze sobą realne piękno.

Należy uznać, że to wszystko ma początek w oddziaływaniu na nas Duch Św. Ponieważ cała to osobowa aktywność zaczyna się wraz z nawiązaniem relacji osobowych. Otóż dotyczy to przede wszystkim momentu zawarcia sakramentalnego małżeństwa. W tym sakramencie pierwszorzędny udział bierze Duch Święty, który łączy osoby małżonków relacjami osobowymi, co pozwala nawiązać i rozwinąć więź wspólnotową, jaką jest rodzina. Rodzina ludzka jest bowiem wspólnotą osobową, a nie żadną instytucją. Po prostu jest ona błędnie pojmowana jako instytucja, a wiąże się to z odniesieniem tej wspólnoty do szerokiej instytucji państwa oraz prawa określającego stosunek władzy państwowej do małżeństwa cywilnego oraz do rodziny jako podmiotu prawnego działającego w zakresie prawa państwowego.

Jednak realnie rodzina stanowi wspólnotę osobową i jako taka jest rozpatrywana w filozofii i teologii. Wspólnota rodzinna jest oparta na relacjach osobowych, jakie są nawiązywane pomiędzy osobami tworzącymi rodzinę. Jak już mówiliśmy, najpierw Duch Św. Sprawia nawiązanie relacji pomiędzy małżonkami, co jest ich przygotowaniem do powstania wspólnoty rodzinnej, w której uczestniczą również zrodzone dalej dzieci. Dlatego teologia podpowiada nam, że w poczęciu dziecka uczestniczy też Duch Św. Jest to przecież konieczne, gdyż każde poczęcie nowego dziecka jest związane z wcieleniem osoby. Należy wiedzieć i przyjąć, że to sam Bóg stwarza osobę człowieka, i dlatego poczęcie jako wcielenie osoby wymaga udziału i działania Duch Św. Nie można sobie inaczej wyobrazić, że w przypadku człowieka mamy do czynienia z realnym bytem osobowym. W związku z tym należy przyjąć, że ludzka natura jest efektem sprawczego oddziaływania podmiotu osobowego i podmiotu ożywczego (życia egzystencjalnego).

Tak więc Duch Św. Bierze bezpośredni udział w powołaniu człowieka do życia rodzinnego, zarówno w powołaniu do małżeństwa, jak i w powołaniu do wspólnoty, czyli założenia rodziny. Stąd rodzina pełni tak wspaniałą i wybitną rolę w życiu każdego człowieka. Ta rola polega przede wszystkim na wychowawczym zadaniu rodziny, gdyż rodzina odpowiada za nasz związek z Bogiem, a to oznacza, że przygotowuje człowieka do religijności, a co za tym idzie, również do moralności. Rola wychowawcza rodziny jest niepodważalna. Wychowanie, które jest rozwojem osobowym człowieka, dokonuje się wyłącznie w rodzinie.

Widzimy więc, że rzeczywisty rozwój osobowy człowieka przebiega właśnie w rodzinie. Tego nie zapewnią nam żadne instytucje publiczne czy społeczne. Życie osobowe człowieka jest związane z Bogiem, a szczególną rolę odgrywa tu Duch Św. Możemy zapytać, co podpowiada nam w tym względzie teologia? Otóż informuje nas ona o siedmiorakim darze albo siedmiu darach Duch Św.

Jak działa Duch Święty? /2

Wydaje się, że należałoby rozpocząć od daru rozumu. Pod tym pojęciem kryje się poznawcze rozumienie otaczającej nas rzeczywistości. Człowiek potrzebuje poznania (umysłowego czy rozumowego) oraz uznania realności. Właśnie efektem takiego poznania i uznania staje się rozumienie realności, czyli ujęcie przyczyn i skutków, zasad i działań. Władzę poznawczą, która dysponuje rozumieniem realności nazywamy rozumem. Jeśli jednak chodzi o dar Ducha Św., to należy odnosić go do aktywności władzy poznawczej w postaci rozumienia (które staje się podstawa tworzenia wiedzy), a nie do samej władzy poznawczej.

W swoim życiu i działaniu człowiek powinien kierować się właśnie rozumieniem tego, co realne, a nie własnym myśleniem, które nie jest wcale poznaniem, lecz dowolnym łączeniem różnych treści poznawczych (czy to zmysłowych – wyobrażenia, czy to umysłowych – znaczenia pojęć). Właściwe rozumienie realności ma szczególne znaczenie w przypadku człowieka. Powinniśmy przecież poznawać człowieka w całej jego realności (chodzi przede wszystkim o rozpoznanie prawdziwych zasad realności), a nie tworzyć sobie dowolne obrazy czy idee na temat człowieka. Albo poznamy, kim realnie jest człowiek, dzięki czemu będziemy wiedzieli, jak działa, albo będziemy zmyślali jakieś ujęcia ideologiczne (raz homo sovieticus, a raz homo democraticus). Dla naszego życia wspólnotowego, a także społecznego konieczne jest prawidłowe rozumienie realności. Człowiek działa bowiem w realnym świecie a nie w wymyślonym wirtualu.

Drugi dar Ducha Św. określany jest jako rada. Ale łaciński termin consilium oznacza zarówno radę jak też namysł. Trzeba się zgodzić, że nie ma dobrej rady bez namysłu. Jeśli chcemy udzielić komuś rady, to powinniśmy się zastanowić i dobrze rozpoznać całą sytuację dotyczącą danego działania. Chyba Woroniecki idąc za Tomaszem przedstawił taki prosty schemat ludzkiego działania, który składa się z dwóch czynności postępujących naprzemiennie: namysł – chcenie – namysł – chcenie… itd. Zwłaszcza w życiu wspólnotowym i szerzej społecznym namysł człowieka ma szczególne znaczenie. Człowiek musi działać z namysłem, a nie w sposób całkowicie dowolny. Dlatego powinniśmy się ćwiczyć w namyśle, bo to jest niezbędne dla słusznego i prawego działania.

Tak więc dar namysłu i rady ożywia i umacnia nasze działania wspólnotowe i społeczne. Są to czynności naszego umysłu, który uzyskał wcześniej właściwe rozumienie rzeczywistości oraz realności człowieka. Swój namysł powinniśmy budować na podstawie takiego rozumienia. Rada i namysł uzupełniają więc nasze realne poznanie umysłowe i stanowią już bezpośrednie przygotowanie do działania.

Jednak do realnego działania potrzeba jeszcze najważniejszego elementu, którym jest moc sprawcza. Bez tej mocy nie ma działania. Stąd mamy trzeci dar Ducha Św. – czyli dar mocy. Dar mocy wspiera już naszą wolę, która stanowi bezpośrednią przyczynę działania. Wola działa bowiem na podstawie posiadanej mocy sprawczej. Jako władza duchowa wola ma charakter możności, czyli jedynie zdolności działania. Aby jakieś działanie mogło wyjść czy wydobyć się z władzy woli, konieczna jest siła i moc sprawcza. Taką moc i siłę do chcenia dobra wola otrzymuje od aktów sumienia, które pochodzą z podmiotu osobowego. Akty sumienia zaszczepiają w woli realną zasadę działania, którą określamy mianem czynu dobra, gdyż zachęca ona i nakłania wolę do pragnienia dobra i podążania za tym dobrem.

W związku z tym już od czasów Arystotelesa twierdzono, że wola ze swej natury pragnie dobra. Ale przecież sama możność nie dysponuje mocą sprawczą, skoro posiada tylko charakter możliwości działania, a nie realną mocą sprawczą uruchomiającą działanie. Stąd moja sugestia, że wola tak jak pozostałe władze duchowe otrzymuje pobudkę do działania ze strony aktów osobowych. Arystoteles (a za nim średniowiecze) twierdził, że wola potrzebuje do działania pewnej trwałej dyspozycji, czyli cnoty (gr. arete, łac. virtus). To łacińskie określenie dobrze oddaje sprawczą siłę działania (vis – virtus). Jednak według greckiego filozofa wola zdobywa cnotę sprawiedliwości na zasadzie powtarzalności właściwych działań, lecz należy zapytać, skąd się brały same działania.

To, że Duch Św. wspomaga nas darem mocy (mocy działania), oznacza, że dochodzi do pobudzenia samych aktów sumienia, które z kolei uaktywniają naszą wolę. Duch Św. działa bowiem w sferze egzystencjalnej, czyli oddziałuje na naszą osobę (podmiotowość istnienia). Nie ma potrzeby, aby Duch działał w naszej duszy (możności duchowej). Duch Św. pomaga w nawiązaniu relacji osobowych, a za tym idą – jak już mówiliśmy – dalsze konsekwencje sprawcze, czyli aktywizacja władz duchowych. To wszystko razem sprawia, że wola otrzymuje i zdobywa wewnętrzną zasadę i moc działania. Człowiek potrzebuje odpowiedniej mocy do dobrego, czyli moralnego, działania. I ta moc pochodzi z podmiotu osobowego. Wola otrzymuje moc czynu dobra i dzięki temu może podejmować działania moralne (dawniej zwane dobrymi uczynkami).

Jak działa Duch Święty? /3

Rozumienie realności i poznawczy namysł w połączeniu z mocą działania stanowią podstawę moralnego (i religijnego) działania człowieka. Wszystko to razem ogarnia ludzka mądrość, która również wymaga wsparcia Ducha Św. Dar mądrości jest wymieniany na ogół na samym początku, lecz wydaje się, że stanowi on podsumowanie dotychczas omawianych darów. Dlatego wymieniamy go w tym miejscu.

Mądrość jest szczególnym osiągnięciem człowieka. Tak naprawdę człowiek nie może sam z siebie wypracować mądrości. Mądrość jest bowiem pewnym stanem aktywności personalistycznej, która wspiera swoimi aktami nasze władze duchowe. Bez takiego wsparcia nie będziemy mieli żadnego działania osobowego. Mądrość skupia się bowiem na działaniach osobowych. Nie opiera się zatem ani na myśleniu, ani na wolności działania (czyli samej możliwości). Mądrość wymaga aktywizacji podmiotu osobowego. A ta aktywizacja zależy od oddziaływania Ducha Św., co powoduje nawiązanie relacji osobowych. Dlatego ludzka mądrość jest powiązana z Mądrością Bożą właśnie poprzez udział Ducha Św. Bóg jest Mądrością, gdyż działa w sposób osobowy. Bóg stwarza przede wszystkim osobę człowieka. Bóg nie stwarza naszej duszy, chyba żebyśmy rozszerzyli pojęcie duszy na sferę egzystencjalną. Bóg stwarza bowiem ludzkie istnienie i zawarte w nim podmioty osoby i życia. A zatem Boskie stwarzanie jest wyrazem jego Mądrości (mądrościowego działania osobowego).

Mamy wreszcie dar umiejętności. Każdy człowiek zdobywa i posiada jakąś umiejętność (dziś byśmy powiedzieli umiejętność zawodową), czyli taką zdolność działania potrzebnego i przydatnego w życiu wspólnotowym (społecznym). Wydaje się, że dar umiejętności jest związany z naszą pracą i działalnością zawodową. Małżonkowie zakładający wspólnotę rodzinną będą musieli podjąć jakąś działalność zawodową, czyli to, co nazywamy pracą. Najlepiej jeśli jest to bezpośrednio związane z jakimiś umiejętnościami, które posiada dany człowiek. Ludzie mają różne umiejętności, które w wymiarze społecznym i wspólnotowym się uzupełniają. Właśnie na tej zasadzie działa i funkcjonuje nasze społeczeństwo. Oczywiście dzisiaj taka działalność jest poparta odpowiednim wykształceniem zawodowym. Ale na ogół widzimy, że lepiej sprawdzają się posiadane umiejętności niż zdobyte wykształcenie. Poza tym należy dodać, że dawniej umiejętności dotyczyły naprawdę potrzebnej i wprost koniecznej rzeczywistej działalności gospodarczej. Natomiast dzisiaj wykształcenie stwarza zupełnie sztuczne zdolności i zawody. Okazuje się, że człowiek działa teraz w zupełnie sztucznym świecie, wymyślonym przez siebie samego.

Otóż Duch Święty wspiera nas umiejętnościami życiowymi, które mają jednak dość szeroki zakres. Mogą to być umiejętności artystyczne albo techniczne.  Życie człowieka ma swój wymiar praktyczny, który polega na zapewnieniu sobie środków do przeżycia. I tutaj sprawdzają się umiejętności techniczne. Ale człowiek prowadzi również działalność kulturalną (tworzy dzieła sztuki) i tutaj sprawdzają się umiejętności artystyczne. Wydaje się, że obie te dziedziny są wspierane przez działalność i dar Ducha Św. A wtedy działanie zgodne z takimi umiejętnościami będzie miało wymiar moralny i religijny.

Mamy również dwa dary Ducha Św., które charakteryzuje już wyraźnie wymiar religijny. Jest to dar pobożności (pietas) oraz dar bojaźni Bożej (…). Dar pobożności należy odnieść do szeroko rozumianego życia religijnego człowieka. Jako osoba człowiek żyje moralnie w odniesieniu do innych ludzi (osób ludzkich), natomiast w odniesieniu do Osób Boskich, a także do osób Świętych Pańskich, człowiek żyje religijnie. Życie religijne związane jest z czczeniem Boga (Trójcy Świętej) poprzez kult religijny i modlitwy. Ten kult religijny jest dla osoby człowieka czymś naturalnym i oczywistym, czy nawet koniecznym. Każda osoba żyje albo pragnie żyć we wspólnocie z innymi osobami. Pamiętamy przecież, że Adam spotykał i nazywał różne istoty żywe, lecz nie znalazł dla siebie godnego partnera. Tak więc osoba szuka i pragnie spotkania z drugą osobą. Oczywiście dla każdego człowieka wyjątkowe jest spotkanie z Osobą Boską (z Synem Bożym lub Duchem Świętym). To daje nam realną siłę i moc osobowego działania (czyli wiary, miłości i nadziei). Otóż osobową wspólnotę, jaką nawiązujemy z Bogiem, przyczynuje Duch Św. Został On posłany do nas w momencie tworzenia się wspólnoty Kościoła Świętego. Nasze relacje z Bogiem, chociażby relacje modlitewne, są zawsze zapoczątkowane ze strony Osoby Boskiej. Pierwszorzędną rolę pełni tutaj Duch Św., który jest powołany do tego, żeby dopełniać religijną wspólnotę osób, czyli wspólnotę Kościoła. Kult religijny łączy nas z Bogiem. Eucharystyczna ofiara mszy świętej łączy nas z Osobą Chrystusa Syna Bożego. Dzięki temu osiągamy zbawienie. Ale codzienna działalność Kościoła jest już zasługą daru Ducha Św. Kościół, a więc również wszyscy wierni, potrzebuje pomocy i opieki Ducha Św. Duch to jest wspólnota – wspólnota osobowa.

Dar bojaźni Bożej nie wydaje się wyrażać jakiegoś lęku przed Bogiem. Chodzi tu raczej o podporządkowanie naszej działalności woli Bożej. Konieczne jest zrozumienie, że człowiek został stworzony przez Boga (został stworzony jako osoba i życie), a więc swoje życie osobowe musi odnosić najpierw i wprost do Boga, a dopiero następnie do innych ludzi. Dlatego ja twierdzę, że człowiek został powołany do życia religijnego i moralnego. Co więcej, oba te sposoby życia łączą się i wypływają z osobowej podmiotowości człowieka. Osoba i życie (podmiotowości istnienia) stanowią centrum naszego człowieczeństwa. Dlatego też działania naszej natury (czyli duszy i ciała) muszą być podporządkowane aktywności osobowej. Bez odniesienia osobowego nasza duchowość staje się destrukcyjna. Zaczyna działać – jak mówię – „na własną rękę”, czyli w dowolny sposób (kierując się tzw. wolnością działania).

Dlatego potrzebna jest i konieczna Boska pomoc w postaci łaski uświęcającej. Bez łaski człowiek staje się bezsilny i zagubiony, i zaczyna działać na oślep.

8 maja 2021

Prawa człowieka czy prawa osoby?

Prawa człowieka ogłoszone w kolejnych Deklaracjach wydawały się być ostatecznym panaceum na wszystkie kłopoty i bolączki człowieka. Dziś wiemy, że tak się nie stało. Dlaczego znikł cały optymizm tych Deklaracji? Dlaczego prawa człowieka nie spełniły swoich oczekiwań? Dlaczego nie uzdrowiły relacji międzyludzkich? Mówiąc wprost, dlaczego nie przyniosły człowiekowi szczęścia? Czyżby w tej propozycji praw człowieka zapoczątkowanej w dobie Rewolucji Francuskiej tkwiło jakieś przekłamanie? A może po prostu człowiek nie potrzebuje kodeksu praw człowieka, tylko wystarczy mu kodeks karny? Czyżby prawa człowieka nie były w stanie pomóc samemu człowiekowi? Musimy dziś koniecznie zapytać, dlaczego tak jest?

Twórcy praw człowieka postanowili oprzeć je na ludzkiej naturze. Wydawało się to czymś zrozumiałym i oczywistym. Człowiek posiada swoją naturę. Żyje i działa podług niej. A więc jak najbardziej słuszne jest ustanowienie prawa opartego na naturze ludzkiej. Jednocześnie byłoby to nawiązanie do pojęcia prawa naturalnego, które miało być głosem natury i w jakiś sposób kierować ludzkim życiem. Uznano zatem, że należy sformułować prawa człowieka, które stanowiłyby eksplikację prawa naturalnego. Można domniemywać, że w zamyśle twórców Deklaracji Praw Człowieka (pierwszej i drugiej) prawa te miały się utożsamiać z prawem naturalnym.

Podstawą praw człowieka stało się rozumienie ludzkiej natury. Tę naturę pojmowano w czasach nowożytnych jako rozumną i wolną. Filozofia podpowiadała nam, że człowiek jest wyposażony w rozum i wolę, dlatego może działać w sposób rozumny i wolny. Wydawało się oczywiste, że o człowieku można mówić w tych kategoriach oraz że te zdolności cechują człowieka i jego działanie. Stąd wyprowadzano postulat, że człowiek powinien działać według praw rozumu i woli. Uważano także, że obie te władze kontrolują się wzajemnie. A więc kiedy zaczyna dominować rozum, wtedy powinniśmy odwoływać się także do woli, zaś kiedy górę bierze wola, wtedy trzeba powrócić do zdolności rozumu. Ale nawet przy całkowitej równowadze działań (jakby remisie działań), filozofia zawsze wskazywała na pierwszoplanowa rolę rozumu. W koncepcjach stricte racjonalistycznych sprawa wyglądała jeszcze gorzej. Kant chciał podporządkować wolę rozumowi, zaś Spinoza opowiadając się za samym rozumem musiał w ogóle odrzucić wolę i wolność.

 

Mówimy, że ludzka natura jest rozumna i wolna. Wskazujemy w ten sposób tylko na dwie zdolności człowieka, ale przecież zdajemy sobie sprawę, że w ludzkiej naturze właśnie te dwie władze dominują nad całą resztą. Człowiek faktycznie jest rozumny i wolny. Dlatego jako podstawę prawa wyakcentowano rozum i wolność. Kant w swoim krytycznym racjonalizmie dowodził, że prawo ma pochodzić z samego rozumu. Prawo jest przecież dziełem rozumu, a więc powinno być aprioryczne. Dlatego przyjęto, że ludzki rozum działając apriorycznie i autonomicznie tworzy prawo sam z siebie. W ten sposób prawo miało zagwarantowaną zgodność z rozumem, a rozum stawał się warunkiem koniecznym i dostatecznym prawa. Rozum stał się jedynym arbitrem. Rozum stanowił prawo, był się prawodawcą, ale zarazem był sędzią i adwokatem w jednej osobie.

To rozum poznaje naturę człowieka. To znaczy, że rozum poznaje sam siebie oraz poznaje wolę. Poznaje także cielesność. Ogólnie mówimy, że rozum poznaje rzeczywistość. Dzieje się tak wtedy, gdy rozum poddaje się doświadczeniu zmysłowemu. Sam z siebie rozum zaczyna myśleć. Gdy rozum działa sam z siebie (apriorycznie), wtedy poznaje w sposób dialektyczny. Hegel pokazał nam, że rozum może postawić dowolną tezę, aby zaraz potem ją zanegować. W dokonaniach myślącego rozumu (rozumu apriorycznego) brakuje jednoznacznego kryterium. Ludzki rozum może się kierować zarówno prawdą, jak i fałszem. Najpierw głosimy prawdę, aby za chwilę skłamać. Skoro więc odwołujemy się do rozumu jako jednego z wyznaczników ludzkiej natury, to niepostrzeżenie akceptujemy jego dialektyczne działanie. Ta dialektyka dotyczy również działania woli. Mówimy przecież, że człowiek ma wolną wolę. To znaczy, że sam człowiek swobodnie wybiera swoje działania. Raz wybiera dobro, żeby innym razem opowiedzieć się za złem (za wyborem mniejszego zła). Trzeba więc przyjąć, że również wola w swoim działaniu jest dialektyczna. Stawiając na wolność woli, która stanowi możliwość wyboru, zgadzamy się niepostrzeżenie na wybór zła.

Ratunkiem w tym układzie mogła być „pośrednia droga” Arystotelesa. Dla niego wypracowana cnota miała być „środkiem” pomiędzy skrajnymi działaniami rozumu i woli. Jego etyka polegała na tym, żeby odrzucić przeciwieństwa i podążać drogą pośrednią (środkiem). Takie wypośrodkowane działanie miałoby nam zapewnić życie moralne. Moralność stawała się roztropnym podążaniem środkiem. Odrzuceniem skrajności i wyborem drogi pośredniej. Ale od razu widać niedoskonałość takiej propozycji. Arystoteles wychwala przyjaźń jako najlepsze odniesienie do drugiego człowieka. Ta przyjaźń jest „środkiem” pomiędzy dwoma skrajnościami – miłością i nienawiścią. U Arystotelesa człowiek nie zna miłości, gdyż jest ona szaleństwem (bożym), jak pokazał w Uczcie Platon. Człowiekowi pozostaje więc tylko przyjaźń. Od razu widać, że jest to etyka na miarę ludzkiej natury.

Ludzka natura nie jest doskonała. Co więcej, ona nie potrafi działać w sposób doskonały. Jeżeli więc tę naturę przyjmiemy jako podstawę praw człowieka, to tym samym zatwierdzamy prawnie całą jej niedoskonałość. Jeżeli uznamy, że prawa człowieka mają być gwarancją działania rozumnego i wolnego, to jednocześnie będą one potwierdzeniem dialektyki tych władz. Fałszywe oceny rozumu są tak samo rozumne jak oceny prawdziwe. Sam z siebie oraz sam przez się rozum nie jest w stanie rozstrzygnąć, gdzie jest prawda. Dlatego potrzebuje odniesienia do czegoś leżącego poza nim. Potrzebne jest tutaj odniesienie do rzeczywistości. Dlatego prawdziwość (ocen) była pojmowana jako zgodność rozumu z rzeczywistością. Ale Kant narzucił rozumowi aprioryczność i autonomię, czyli pozbawił go jakichkolwiek odniesień. Gdy więc poszukujemy pełnej autonomii rozumu, gdy wierzymy w prawdziwość wiedzy apriorycznej, wtedy odniesienie do rzeczywistości staje się niepotrzebne. Rozum sam ocenia i wyznacza prawdziwość. Taka prawdziwość staje się zgodnością poznania z samym myśleniem. Poznać coś znaczy pomyśleć to jasno i wyraźnie, jak chciała Kartezjusz. Odwołanie się do ludzkiej natury preferuje błądzący w myślach rozum i wybierającą swobodnie wolę. Jednak obie te zdolności nie mogą stać się fundamentem prawa i moralności.

A cóż się stanie, jeśli odwołamy się do ludzkiej osoby? Czy można określić prawa osoby, a nie tylko prawa człowieka? Na czym więc byłyby oparte prawa osoby?

Ludzka natura jest podmiotowością istoty. Obejmuje ona porządek istotowy i działanie władz duchowych i cielesnych. Działanie człowieka jako ludzkie działanie naturalne przebiega w sferze istotowej na poziomie duszy i ciała. Natomiast osoba stanowi podmiotowość istnienia. Jej aktywność obejmuje porządek istnienia (porządek egzystencjalny). Osoba jest bowiem związana z własnościami transcendentalnymi. Aktywność osoby wypływa z tych własności transcendentalnych, które mają charakter osobowy. Są to własności prawdy, dobra i piękna. Podmiotowość osoby stanowią więc trzy własności osobowe, które dysponują szczególną mocą sprawczą, gdy pozostają w relacjach do Osoby Boskiej. Podmiotowość osoby ma postać wspólnoty trzech własności osobowych (prawdy, dobra i piękna).

 

Osobowa aktywność polega na aktywności własności osobowych. Jak na poziomie istoty bytu mamy do czynienia z różnymi władzami duchowymi (i cielesnymi), tak na poziomie istnienia odpowiada temu aktywność własności osobowych. Na poziomie istotowym (natury ludzkiej) władze mają postać możności, czyli zdolności do działania. Natomiast na poziomie istnienia mamy do czynienia z aktami własności transcendentalnych. Aktem prawdy jest kontemplacja. Aktem dobra jest sumienie (prasumienie), zaś aktem piękna jest upodobanie. Te trzy akty stanowią jednocześnie aktywność osobowej podmiotowości. Możemy to wyjaśnić w ten sposób, że osobowa podmiotowość jest od razu aktywnością (czyli ma charakter aktu), zaś podmiotowość natury przybiera jedynie postać władz-możności. Wiemy, że możność musi być urzeczywistniona i zaktualizowana przez akt. Dlatego trzeba stwierdzić, że osobowa aktywność (akt) stanowi przyczynę aktualizacji i dalej działania władz naturalnych. Powiemy też, że człowiek działa ostatecznie dzięki aktywności własności istnieniowych. Taki sens wydaje się mieć scholastyczne sformułowanie: operari sequitur esse.

Dlatego wydaje się, że słuszną rzeczą będzie poszukiwanie podstaw dla praw przynależnych człowiekowi na poziomie osobowym. W ten sposób dochodzimy do stwierdzenia, że aby prawa człowieka stały się zarazem prawami osoby, muszą być oparte nie na rozumie i wolności, ale na prawdzie, dobru i pięknie. Prawa osoby dotyczą więc własności osobowych i mają ich strzec. Mają one służyć samej osobie i jej rozwojowi, czyli powinny gwarantować aktywność osobową. Prawa człowieka powinny więc gwarantować aktywność osoby (czyli kontemplację, sumienie i upodobanie), a nie tylko działanie myślącego (i błądzącego) rozumu oraz swobodnie wybierającej woli.

Prawem osoby winno być prawo mówienia i słuchania prawdy (prawo do wypowiadania słowa prawdy), dalej prawo do czynienia dobra (prawo do dobrego działania, a nie wybierania mniejszego zła), a także prawo do przeżywania piękna (czyli prawo do przeżywania pięknego życia). Tylko takie prawa osiągają poziom naprawdę osobowy. Będzie to wyraz najwyższego humanizmu i źródło postaw humanistycznych człowieka.

Prawa człowieka ustanawiane do tej pory były oparte na zdolnościach ludzkiej natury. Prawa osoby, które czekają na ustanowienie, powinny być oparte na własnościach osobowych istnienia. Dopiero takie prawa mogłyby w pełni chronić osobę człowieka i relacje osobowe nawiązywane między ludźmi. Ponadto prawa osoby mogłyby tchnąć nowe siły w życie społeczne. Dałyby humanistyczne oświecenie i ożywienie życiu społecznemu. Prawa osoby byłyby mocną podstawą moralności tak potrzebnej w życiu społecznym. Trzeba by się zastanowić, czy nie dałoby się wyprowadzić z praw osoby prawa moralnego, a dalej prawa rodzinnego czy nawet praw politycznych człowieka.

Prawa osoby stoją bowiem na straży samej osoby i życia osobowego, czyli życia we wspólnocie osobowej, jaką jest rodzina. Natomiast prawa człowieka (jako prawa natury) chroniły jedynie ludzką naturę, czyli chroniły rozumność i wolność człowieka. Ale to sprowadzało się do ochrony ludzkiej indywidualności, a właściwie do ochrony indywidualnej świadomości człowieka. Postulowanie wolności słowa doprowadziło bowiem do rozprzestrzeniania się głupoty, gdyż każdy może głosić, co mu się podoba. Z kolei postulat wolności sumienia doprowadził do przyjęcia swobody działania i rozprzestrzeniania się złego zachowania, gdyż każdy uważa, że sam rozstrzyga i decyduje o swoim postępowaniu. Dobre dla mnie jest to, co robię i nikomu nic do tego. Mogę wielbić Boga, ale równie dobrze mogę uwielbiać siebie lub kogoś innego. Wreszcie propagowana dziś wolność seksualna prowadzi człowieka do całkowitego wypaczenie przeżycia piękna i pięknego życia. Postulowana swoboda przeżywania przyjemności niszczy wprost naszą uczuciowość, zabija uczucia (zwłaszcza uczucia radości i nadziei dotyczące życia). Każe nam gonić za przyjemnością za wszelką cenę. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że pogoń za przyjemnościami nie może nas do niczego doprowadzić. Jest tylko ciągłym łapaniem przyjemności (i szczęścia rozumianego jako przyjemność), której nie sposób zatrzymać.

Te postulaty wolności podpowiada nam nasza świadomość. Dzieje się tak dlatego, że świadomość pragnie zapanować nad człowiekiem, pragnie zapanować przede wszystkim nad osobą i jej aktywnością. To świadomość przybrana w różne teorie filozoficzne każe człowiekowi nazywać się ludzkim „ja” albo ego, ludzką „jaźnią”. W ten sposób świadomość próbuje uzurpować sobie rolę głównej podmiotowości człowieka. Świadomość chce ustanawiać własne prawa – prawa wolności, które mają jakoby wyzwolić człowieka. Ale jest to jedynie wyzwolenie i oderwanie się od realnej podmiotowości osoby. Prawa wolności człowieka zaprzeczają bowiem sprawczej mocy osoby. Negują jej aktywność w imię wolności działania człowieka, czyli w imię jego świadomości. Ale uwolniona świadomość prowadzi nas tylko na manowce, gdyż nie ma żadnego ukierunkowania. Jedynie osobowa aktywność posiada jeden określony cel i kierunek. Jest nim Osoba Boska i wieczna łączność z Bogiem, czyli zbawienie jako szczęście wieczne.