27 lipca 2021

Jak działa Duch Święty? /3

Rozumienie realności i poznawczy namysł w połączeniu z mocą działania stanowią podstawę moralnego (i religijnego) działania człowieka. Wszystko to razem ogarnia ludzka mądrość, która również wymaga wsparcia Ducha Św. Dar mądrości jest wymieniany na ogół na samym początku, lecz wydaje się, że stanowi on podsumowanie dotychczas omawianych darów. Dlatego wymieniamy go w tym miejscu.

Mądrość jest szczególnym osiągnięciem człowieka. Tak naprawdę człowiek nie może sam z siebie wypracować mądrości. Mądrość jest bowiem pewnym stanem aktywności personalistycznej, która wspiera swoimi aktami nasze władze duchowe. Bez takiego wsparcia nie będziemy mieli żadnego działania osobowego. Mądrość skupia się bowiem na działaniach osobowych. Nie opiera się zatem ani na myśleniu, ani na wolności działania (czyli samej możliwości). Mądrość wymaga aktywizacji podmiotu osobowego. A ta aktywizacja zależy od oddziaływania Ducha Św., co powoduje nawiązanie relacji osobowych. Dlatego ludzka mądrość jest powiązana z Mądrością Bożą właśnie poprzez udział Ducha Św. Bóg jest Mądrością, gdyż działa w sposób osobowy. Bóg stwarza przede wszystkim osobę człowieka. Bóg nie stwarza naszej duszy, chyba żebyśmy rozszerzyli pojęcie duszy na sferę egzystencjalną. Bóg stwarza bowiem ludzkie istnienie i zawarte w nim podmioty osoby i życia. A zatem Boskie stwarzanie jest wyrazem jego Mądrości (mądrościowego działania osobowego).

Mamy wreszcie dar umiejętności. Każdy człowiek zdobywa i posiada jakąś umiejętność (dziś byśmy powiedzieli umiejętność zawodową), czyli taką zdolność działania potrzebnego i przydatnego w życiu wspólnotowym (społecznym). Wydaje się, że dar umiejętności jest związany z naszą pracą i działalnością zawodową. Małżonkowie zakładający wspólnotę rodzinną będą musieli podjąć jakąś działalność zawodową, czyli to, co nazywamy pracą. Najlepiej jeśli jest to bezpośrednio związane z jakimiś umiejętnościami, które posiada dany człowiek. Ludzie mają różne umiejętności, które w wymiarze społecznym i wspólnotowym się uzupełniają. Właśnie na tej zasadzie działa i funkcjonuje nasze społeczeństwo. Oczywiście dzisiaj taka działalność jest poparta odpowiednim wykształceniem zawodowym. Ale na ogół widzimy, że lepiej sprawdzają się posiadane umiejętności niż zdobyte wykształcenie. Poza tym należy dodać, że dawniej umiejętności dotyczyły naprawdę potrzebnej i wprost koniecznej rzeczywistej działalności gospodarczej. Natomiast dzisiaj wykształcenie stwarza zupełnie sztuczne zdolności i zawody. Okazuje się, że człowiek działa teraz w zupełnie sztucznym świecie, wymyślonym przez siebie samego.

Otóż Duch Święty wspiera nas umiejętnościami życiowymi, które mają jednak dość szeroki zakres. Mogą to być umiejętności artystyczne albo techniczne.  Życie człowieka ma swój wymiar praktyczny, który polega na zapewnieniu sobie środków do przeżycia. I tutaj sprawdzają się umiejętności techniczne. Ale człowiek prowadzi również działalność kulturalną (tworzy dzieła sztuki) i tutaj sprawdzają się umiejętności artystyczne. Wydaje się, że obie te dziedziny są wspierane przez działalność i dar Ducha Św. A wtedy działanie zgodne z takimi umiejętnościami będzie miało wymiar moralny i religijny.

Mamy również dwa dary Ducha Św., które charakteryzuje już wyraźnie wymiar religijny. Jest to dar pobożności (pietas) oraz dar bojaźni Bożej (…). Dar pobożności należy odnieść do szeroko rozumianego życia religijnego człowieka. Jako osoba człowiek żyje moralnie w odniesieniu do innych ludzi (osób ludzkich), natomiast w odniesieniu do Osób Boskich, a także do osób Świętych Pańskich, człowiek żyje religijnie. Życie religijne związane jest z czczeniem Boga (Trójcy Świętej) poprzez kult religijny i modlitwy. Ten kult religijny jest dla osoby człowieka czymś naturalnym i oczywistym, czy nawet koniecznym. Każda osoba żyje albo pragnie żyć we wspólnocie z innymi osobami. Pamiętamy przecież, że Adam spotykał i nazywał różne istoty żywe, lecz nie znalazł dla siebie godnego partnera. Tak więc osoba szuka i pragnie spotkania z drugą osobą. Oczywiście dla każdego człowieka wyjątkowe jest spotkanie z Osobą Boską (z Synem Bożym lub Duchem Świętym). To daje nam realną siłę i moc osobowego działania (czyli wiary, miłości i nadziei). Otóż osobową wspólnotę, jaką nawiązujemy z Bogiem, przyczynuje Duch Św. Został On posłany do nas w momencie tworzenia się wspólnoty Kościoła Świętego. Nasze relacje z Bogiem, chociażby relacje modlitewne, są zawsze zapoczątkowane ze strony Osoby Boskiej. Pierwszorzędną rolę pełni tutaj Duch Św., który jest powołany do tego, żeby dopełniać religijną wspólnotę osób, czyli wspólnotę Kościoła. Kult religijny łączy nas z Bogiem. Eucharystyczna ofiara mszy świętej łączy nas z Osobą Chrystusa Syna Bożego. Dzięki temu osiągamy zbawienie. Ale codzienna działalność Kościoła jest już zasługą daru Ducha Św. Kościół, a więc również wszyscy wierni, potrzebuje pomocy i opieki Ducha Św. Duch to jest wspólnota – wspólnota osobowa.

Dar bojaźni Bożej nie wydaje się wyrażać jakiegoś lęku przed Bogiem. Chodzi tu raczej o podporządkowanie naszej działalności woli Bożej. Konieczne jest zrozumienie, że człowiek został stworzony przez Boga (został stworzony jako osoba i życie), a więc swoje życie osobowe musi odnosić najpierw i wprost do Boga, a dopiero następnie do innych ludzi. Dlatego ja twierdzę, że człowiek został powołany do życia religijnego i moralnego. Co więcej, oba te sposoby życia łączą się i wypływają z osobowej podmiotowości człowieka. Osoba i życie (podmiotowości istnienia) stanowią centrum naszego człowieczeństwa. Dlatego też działania naszej natury (czyli duszy i ciała) muszą być podporządkowane aktywności osobowej. Bez odniesienia osobowego nasza duchowość staje się destrukcyjna. Zaczyna działać – jak mówię – „na własną rękę”, czyli w dowolny sposób (kierując się tzw. wolnością działania).

Dlatego potrzebna jest i konieczna Boska pomoc w postaci łaski uświęcającej. Bez łaski człowiek staje się bezsilny i zagubiony, i zaczyna działać na oślep.

8 maja 2021

Prawa człowieka czy prawa osoby?

Prawa człowieka ogłoszone w kolejnych Deklaracjach wydawały się być ostatecznym panaceum na wszystkie kłopoty i bolączki człowieka. Dziś wiemy, że tak się nie stało. Dlaczego znikł cały optymizm tych Deklaracji? Dlaczego prawa człowieka nie spełniły swoich oczekiwań? Dlaczego nie uzdrowiły relacji międzyludzkich? Mówiąc wprost, dlaczego nie przyniosły człowiekowi szczęścia? Czyżby w tej propozycji praw człowieka zapoczątkowanej w dobie Rewolucji Francuskiej tkwiło jakieś przekłamanie? A może po prostu człowiek nie potrzebuje kodeksu praw człowieka, tylko wystarczy mu kodeks karny? Czyżby prawa człowieka nie były w stanie pomóc samemu człowiekowi? Musimy dziś koniecznie zapytać, dlaczego tak jest?

Twórcy praw człowieka postanowili oprzeć je na ludzkiej naturze. Wydawało się to czymś zrozumiałym i oczywistym. Człowiek posiada swoją naturę. Żyje i działa podług niej. A więc jak najbardziej słuszne jest ustanowienie prawa opartego na naturze ludzkiej. Jednocześnie byłoby to nawiązanie do pojęcia prawa naturalnego, które miało być głosem natury i w jakiś sposób kierować ludzkim życiem. Uznano zatem, że należy sformułować prawa człowieka, które stanowiłyby eksplikację prawa naturalnego. Można domniemywać, że w zamyśle twórców Deklaracji Praw Człowieka (pierwszej i drugiej) prawa te miały się utożsamiać z prawem naturalnym.

Podstawą praw człowieka stało się rozumienie ludzkiej natury. Tę naturę pojmowano w czasach nowożytnych jako rozumną i wolną. Filozofia podpowiadała nam, że człowiek jest wyposażony w rozum i wolę, dlatego może działać w sposób rozumny i wolny. Wydawało się oczywiste, że o człowieku można mówić w tych kategoriach oraz że te zdolności cechują człowieka i jego działanie. Stąd wyprowadzano postulat, że człowiek powinien działać według praw rozumu i woli. Uważano także, że obie te władze kontrolują się wzajemnie. A więc kiedy zaczyna dominować rozum, wtedy powinniśmy odwoływać się także do woli, zaś kiedy górę bierze wola, wtedy trzeba powrócić do zdolności rozumu. Ale nawet przy całkowitej równowadze działań (jakby remisie działań), filozofia zawsze wskazywała na pierwszoplanowa rolę rozumu. W koncepcjach stricte racjonalistycznych sprawa wyglądała jeszcze gorzej. Kant chciał podporządkować wolę rozumowi, zaś Spinoza opowiadając się za samym rozumem musiał w ogóle odrzucić wolę i wolność.

 

Mówimy, że ludzka natura jest rozumna i wolna. Wskazujemy w ten sposób tylko na dwie zdolności człowieka, ale przecież zdajemy sobie sprawę, że w ludzkiej naturze właśnie te dwie władze dominują nad całą resztą. Człowiek faktycznie jest rozumny i wolny. Dlatego jako podstawę prawa wyakcentowano rozum i wolność. Kant w swoim krytycznym racjonalizmie dowodził, że prawo ma pochodzić z samego rozumu. Prawo jest przecież dziełem rozumu, a więc powinno być aprioryczne. Dlatego przyjęto, że ludzki rozum działając apriorycznie i autonomicznie tworzy prawo sam z siebie. W ten sposób prawo miało zagwarantowaną zgodność z rozumem, a rozum stawał się warunkiem koniecznym i dostatecznym prawa. Rozum stał się jedynym arbitrem. Rozum stanowił prawo, był się prawodawcą, ale zarazem był sędzią i adwokatem w jednej osobie.

To rozum poznaje naturę człowieka. To znaczy, że rozum poznaje sam siebie oraz poznaje wolę. Poznaje także cielesność. Ogólnie mówimy, że rozum poznaje rzeczywistość. Dzieje się tak wtedy, gdy rozum poddaje się doświadczeniu zmysłowemu. Sam z siebie rozum zaczyna myśleć. Gdy rozum działa sam z siebie (apriorycznie), wtedy poznaje w sposób dialektyczny. Hegel pokazał nam, że rozum może postawić dowolną tezę, aby zaraz potem ją zanegować. W dokonaniach myślącego rozumu (rozumu apriorycznego) brakuje jednoznacznego kryterium. Ludzki rozum może się kierować zarówno prawdą, jak i fałszem. Najpierw głosimy prawdę, aby za chwilę skłamać. Skoro więc odwołujemy się do rozumu jako jednego z wyznaczników ludzkiej natury, to niepostrzeżenie akceptujemy jego dialektyczne działanie. Ta dialektyka dotyczy również działania woli. Mówimy przecież, że człowiek ma wolną wolę. To znaczy, że sam człowiek swobodnie wybiera swoje działania. Raz wybiera dobro, żeby innym razem opowiedzieć się za złem (za wyborem mniejszego zła). Trzeba więc przyjąć, że również wola w swoim działaniu jest dialektyczna. Stawiając na wolność woli, która stanowi możliwość wyboru, zgadzamy się niepostrzeżenie na wybór zła.

Ratunkiem w tym układzie mogła być „pośrednia droga” Arystotelesa. Dla niego wypracowana cnota miała być „środkiem” pomiędzy skrajnymi działaniami rozumu i woli. Jego etyka polegała na tym, żeby odrzucić przeciwieństwa i podążać drogą pośrednią (środkiem). Takie wypośrodkowane działanie miałoby nam zapewnić życie moralne. Moralność stawała się roztropnym podążaniem środkiem. Odrzuceniem skrajności i wyborem drogi pośredniej. Ale od razu widać niedoskonałość takiej propozycji. Arystoteles wychwala przyjaźń jako najlepsze odniesienie do drugiego człowieka. Ta przyjaźń jest „środkiem” pomiędzy dwoma skrajnościami – miłością i nienawiścią. U Arystotelesa człowiek nie zna miłości, gdyż jest ona szaleństwem (bożym), jak pokazał w Uczcie Platon. Człowiekowi pozostaje więc tylko przyjaźń. Od razu widać, że jest to etyka na miarę ludzkiej natury.

Ludzka natura nie jest doskonała. Co więcej, ona nie potrafi działać w sposób doskonały. Jeżeli więc tę naturę przyjmiemy jako podstawę praw człowieka, to tym samym zatwierdzamy prawnie całą jej niedoskonałość. Jeżeli uznamy, że prawa człowieka mają być gwarancją działania rozumnego i wolnego, to jednocześnie będą one potwierdzeniem dialektyki tych władz. Fałszywe oceny rozumu są tak samo rozumne jak oceny prawdziwe. Sam z siebie oraz sam przez się rozum nie jest w stanie rozstrzygnąć, gdzie jest prawda. Dlatego potrzebuje odniesienia do czegoś leżącego poza nim. Potrzebne jest tutaj odniesienie do rzeczywistości. Dlatego prawdziwość (ocen) była pojmowana jako zgodność rozumu z rzeczywistością. Ale Kant narzucił rozumowi aprioryczność i autonomię, czyli pozbawił go jakichkolwiek odniesień. Gdy więc poszukujemy pełnej autonomii rozumu, gdy wierzymy w prawdziwość wiedzy apriorycznej, wtedy odniesienie do rzeczywistości staje się niepotrzebne. Rozum sam ocenia i wyznacza prawdziwość. Taka prawdziwość staje się zgodnością poznania z samym myśleniem. Poznać coś znaczy pomyśleć to jasno i wyraźnie, jak chciała Kartezjusz. Odwołanie się do ludzkiej natury preferuje błądzący w myślach rozum i wybierającą swobodnie wolę. Jednak obie te zdolności nie mogą stać się fundamentem prawa i moralności.

A cóż się stanie, jeśli odwołamy się do ludzkiej osoby? Czy można określić prawa osoby, a nie tylko prawa człowieka? Na czym więc byłyby oparte prawa osoby?

Ludzka natura jest podmiotowością istoty. Obejmuje ona porządek istotowy i działanie władz duchowych i cielesnych. Działanie człowieka jako ludzkie działanie naturalne przebiega w sferze istotowej na poziomie duszy i ciała. Natomiast osoba stanowi podmiotowość istnienia. Jej aktywność obejmuje porządek istnienia (porządek egzystencjalny). Osoba jest bowiem związana z własnościami transcendentalnymi. Aktywność osoby wypływa z tych własności transcendentalnych, które mają charakter osobowy. Są to własności prawdy, dobra i piękna. Podmiotowość osoby stanowią więc trzy własności osobowe, które dysponują szczególną mocą sprawczą, gdy pozostają w relacjach do Osoby Boskiej. Podmiotowość osoby ma postać wspólnoty trzech własności osobowych (prawdy, dobra i piękna).

 

Osobowa aktywność polega na aktywności własności osobowych. Jak na poziomie istoty bytu mamy do czynienia z różnymi władzami duchowymi (i cielesnymi), tak na poziomie istnienia odpowiada temu aktywność własności osobowych. Na poziomie istotowym (natury ludzkiej) władze mają postać możności, czyli zdolności do działania. Natomiast na poziomie istnienia mamy do czynienia z aktami własności transcendentalnych. Aktem prawdy jest kontemplacja. Aktem dobra jest sumienie (prasumienie), zaś aktem piękna jest upodobanie. Te trzy akty stanowią jednocześnie aktywność osobowej podmiotowości. Możemy to wyjaśnić w ten sposób, że osobowa podmiotowość jest od razu aktywnością (czyli ma charakter aktu), zaś podmiotowość natury przybiera jedynie postać władz-możności. Wiemy, że możność musi być urzeczywistniona i zaktualizowana przez akt. Dlatego trzeba stwierdzić, że osobowa aktywność (akt) stanowi przyczynę aktualizacji i dalej działania władz naturalnych. Powiemy też, że człowiek działa ostatecznie dzięki aktywności własności istnieniowych. Taki sens wydaje się mieć scholastyczne sformułowanie: operari sequitur esse.

Dlatego wydaje się, że słuszną rzeczą będzie poszukiwanie podstaw dla praw przynależnych człowiekowi na poziomie osobowym. W ten sposób dochodzimy do stwierdzenia, że aby prawa człowieka stały się zarazem prawami osoby, muszą być oparte nie na rozumie i wolności, ale na prawdzie, dobru i pięknie. Prawa osoby dotyczą więc własności osobowych i mają ich strzec. Mają one służyć samej osobie i jej rozwojowi, czyli powinny gwarantować aktywność osobową. Prawa człowieka powinny więc gwarantować aktywność osoby (czyli kontemplację, sumienie i upodobanie), a nie tylko działanie myślącego (i błądzącego) rozumu oraz swobodnie wybierającej woli.

Prawem osoby winno być prawo mówienia i słuchania prawdy (prawo do wypowiadania słowa prawdy), dalej prawo do czynienia dobra (prawo do dobrego działania, a nie wybierania mniejszego zła), a także prawo do przeżywania piękna (czyli prawo do przeżywania pięknego życia). Tylko takie prawa osiągają poziom naprawdę osobowy. Będzie to wyraz najwyższego humanizmu i źródło postaw humanistycznych człowieka.

Prawa człowieka ustanawiane do tej pory były oparte na zdolnościach ludzkiej natury. Prawa osoby, które czekają na ustanowienie, powinny być oparte na własnościach osobowych istnienia. Dopiero takie prawa mogłyby w pełni chronić osobę człowieka i relacje osobowe nawiązywane między ludźmi. Ponadto prawa osoby mogłyby tchnąć nowe siły w życie społeczne. Dałyby humanistyczne oświecenie i ożywienie życiu społecznemu. Prawa osoby byłyby mocną podstawą moralności tak potrzebnej w życiu społecznym. Trzeba by się zastanowić, czy nie dałoby się wyprowadzić z praw osoby prawa moralnego, a dalej prawa rodzinnego czy nawet praw politycznych człowieka.

Prawa osoby stoją bowiem na straży samej osoby i życia osobowego, czyli życia we wspólnocie osobowej, jaką jest rodzina. Natomiast prawa człowieka (jako prawa natury) chroniły jedynie ludzką naturę, czyli chroniły rozumność i wolność człowieka. Ale to sprowadzało się do ochrony ludzkiej indywidualności, a właściwie do ochrony indywidualnej świadomości człowieka. Postulowanie wolności słowa doprowadziło bowiem do rozprzestrzeniania się głupoty, gdyż każdy może głosić, co mu się podoba. Z kolei postulat wolności sumienia doprowadził do przyjęcia swobody działania i rozprzestrzeniania się złego zachowania, gdyż każdy uważa, że sam rozstrzyga i decyduje o swoim postępowaniu. Dobre dla mnie jest to, co robię i nikomu nic do tego. Mogę wielbić Boga, ale równie dobrze mogę uwielbiać siebie lub kogoś innego. Wreszcie propagowana dziś wolność seksualna prowadzi człowieka do całkowitego wypaczenie przeżycia piękna i pięknego życia. Postulowana swoboda przeżywania przyjemności niszczy wprost naszą uczuciowość, zabija uczucia (zwłaszcza uczucia radości i nadziei dotyczące życia). Każe nam gonić za przyjemnością za wszelką cenę. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że pogoń za przyjemnościami nie może nas do niczego doprowadzić. Jest tylko ciągłym łapaniem przyjemności (i szczęścia rozumianego jako przyjemność), której nie sposób zatrzymać.

Te postulaty wolności podpowiada nam nasza świadomość. Dzieje się tak dlatego, że świadomość pragnie zapanować nad człowiekiem, pragnie zapanować przede wszystkim nad osobą i jej aktywnością. To świadomość przybrana w różne teorie filozoficzne każe człowiekowi nazywać się ludzkim „ja” albo ego, ludzką „jaźnią”. W ten sposób świadomość próbuje uzurpować sobie rolę głównej podmiotowości człowieka. Świadomość chce ustanawiać własne prawa – prawa wolności, które mają jakoby wyzwolić człowieka. Ale jest to jedynie wyzwolenie i oderwanie się od realnej podmiotowości osoby. Prawa wolności człowieka zaprzeczają bowiem sprawczej mocy osoby. Negują jej aktywność w imię wolności działania człowieka, czyli w imię jego świadomości. Ale uwolniona świadomość prowadzi nas tylko na manowce, gdyż nie ma żadnego ukierunkowania. Jedynie osobowa aktywność posiada jeden określony cel i kierunek. Jest nim Osoba Boska i wieczna łączność z Bogiem, czyli zbawienie jako szczęście wieczne.

25 kwietnia 2021

Technologia nie uratuje naszego człowieczeństwa

Technologia nie zdoła uratować naszego człowieczeństwa. Technologia działa bowiem w sferze możliwości, czyli poza realnością człowieka. Ale co się stanie, jeśli wprowadzimy technologię do naszego wnętrza, na przykład sterując naszą cielesnością? Potrafimy już modyfikować nasz genom wraz z kodem genetycznym. Wydaje się, że jest to działanie całkowicie bezprawne, dlatego już dawniej postulowałem, żeby wprowadzić ochronę prawną kodu genetycznego każdego człowieka (czyli całkowity zakaz grzebania w tej strukturze biologicznej człowieka). Przecież ten kod genetyczny jest bezwzględną własnością każdego indywidualnego człowieka. Dlatego powinien być chroniony prawem własności, tak jak inne formy własności.

Genetyczna technologia (tekst z 2013 roku)

Czymś naprawdę realnym jest osobowe spotkanie. Jednak osobowe spotkanie nie jest czymś łatwym i prostym. Taki kontakt wymaga pełnego zaangażowania osoby człowieka. W grę bowiem wchodzą tutaj relacje osobowe, które przebiegają pomiędzy własnościami osobowymi stanowiącymi podmiotowość osoby. Relacje osobowe uaktywniają własności prawdy, dobra i piękna, które stają się zdolne do przeprowadzenia aktów kontemplacji, sumienia i upodobania.

Osobowe spotkanie staje się w ten sposób głównym źródłem osobowego doświadczenia wewnętrznego. Dlatego osobę poznajemy wobec drugiej osoby. Poznajemy ją w relacji do drugiej osoby. Poznajemy ją poprzez realne skutki takiej relacji. Ale sama osoba nie jest bytem relacyjnym, jak twierdziły niektóre koncepcje filozoficzne. Osoba stanowi podmiotowość istnienia, którą tworzą własności prawdy, dobra i piękna zawarte w istnieniu. Jako tak osoba jest samym centrum realności człowieka przyczynując jego duchowość, czyli duszę. Natomiast cielesność człowieka jest przyczynowana i organizowana przez życiodajną podmiotowość (podmiotowość życia), którą tworzą własności nieosobowe – jedność (tożsamość), odrębność (różność) i przedmiotowość (rzeczowość).

Bez osoby nie ma człowieka. Ludzka osoba pochodzi od Boga i jest przez Niego stwarzana. Bóg stwarza bezpośrednio osobę i życie człowieka, zaś całą dalszą realność przyczynuje już osoba i życiodajność (życie egzystencjalne). Nie da się stworzyć człowieka od końca, czyli od rozwoju komórkowego organizmu. Człowiek nie ma takiej mocy sprawczej, żeby „stworzyć” osobę.

Czym zatem jest powstanie ludzkiego organizmu in vitro? Może jest to tylko możliwość wcielenia się jakiejś demonicznej świadomości. W ten sposób może powstać dziwny twór posiadający myślącą świadomość, lecz bez realnego wyposażenia osobowego. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z jakąś myślącą maszyną (jak chciał Le Mattrie) albo z biotroniczną świadomością? Ostatecznie może powstać apokaliptyczna bestia. Strach pomyśleć! Człowiek pozbawiony osoby to z pewnością pomysł szatana. Taki człowiek byłby pozbawiony kontaktu z Bogiem. Byłby jedynie zabawką w rękach demona. Stałby się narzędziem do walki z religią i wiarą w Boga.

Komórki rozrodcze posiadają kod genetyczny, czyli informację o powstawaniu ludzkiego organizmu. Jest to przekazanie i powstanie nowego życia biologicznego. Jeżeli dokonuje się to przy udziale rodziców, to wówczas możemy mówić o działaniu osobowej wspólnoty pozostającej w łączności z Bogiem. Bóg działa bowiem poprzez osobę człowieka. Dlatego taka osobowa wspólnota (trójca osób) jest w stanie stworzyć nową osobę człowieka. Osobę stwarza bezpośrednio Bóg pozostając w łączności z rodzicami i działając poprzez osoby rodziców.

Gdy jednak do takiego dzieła zabiera się genetyczna technologia, wtedy nie można mówić o osobowej wspólnocie. Technika powstała w oparciu o ludzkie myślenie, które wyrosło na negacji tego, co w człowieku osobowe. Dlatego technika nie ma żadnych związków z osobą człowieka. Technika miała służyć do opanowania przyrody i podporządkowania jej człowiekowi. Miała za zadanie ułatwić człowiekowi życie na ziemi, czyli dostosować warunki przyrodnicze do potrzeb człowieka. Technika nie obejmuje potrzeb duchowych i osobowych człowieka. Ona zaspokaja nasze potrzeby materialne. Technika jest działaniem w świecie materii, powstałym z inicjatywy pierwszego umysłu myślącego. Technika w żadnym razie nie służy ludzkiej osobie. Ona najczęściej służy człowiekowi do walki z człowiekiem. Dlatego technika rozwijała się zawsze w służbie wojny.

Czemu więc ma służyć technologia genetyczna? Może także ma zadania wojenne? Może jest przeznaczona do walki przeciwko człowiekowi i jego osobowej godności? Może ma za zadanie zniszczenie osoby człowieka albo wyeliminowania jej z ludzkiego działania. To może być przerażające! Chyba zapędziliśmy się w kozi róg.

Ludzkie myślenie zostało ucieleśnione w technice i technologii. Można powiedzieć, że dzięki technice zostało zmaterializowane. Ale to wcale nie świadczy o doskonałości techniki, lecz raczej o jej zgubnych skutkach. Tak naprawdę człowiekowi zagraża jego myślenie. Dopóki myślenie nie stworzyło globalnej techniki, było tylko zagrożeniem dla konkretnych ludzi. Gdy jednak przybrało postać globalnej techniki militarnej i wojennej, stało się zagrożeniem dla całej ludzkości. Dlatego musimy sobie zdawać sprawę, że to właśnie myślenie techniczne potrafi zniszczyć człowieka. Ponadto stanowi poważne zagrożenie dla osoby ludzkiej. Przecież technika nie liczy się zupełnie z etyką, która ma za zadanie chronić naszą osobę. Dzisiaj technika wyemancypowała się całkowicie. A to znaczy, że już nie rządzi się prawami ludzkiej osoby, lecz działa zupełnie dowolnie. Technika rządzi się prawem zemsty. Zemsty myślenia na ludzkiej osobie. Myślenie ma bowiem pochodzenie demoniczne a nie boskie.

Nie da się myśleć o osobie. Myślenie nie dotyczy bowiem osoby człowieka. Osoby dotyczy tylko wiara, Można uwierzyć w osobę lub nie. Myślenie (cogito) sprzeciwia się wierze (credo). Dlatego myślenie sprzeciwia się osobie i neguje ją. Ono odwraca nas od osoby oferując w zamian możliwości techniczne. Technika jest tworzeniem możliwości latania i pływania, czy nawet komunikacji. Ale technika sama w sobie nie stanowi łączności osobowej. Nie zdołamy spotkać osoby człowieka pomimo najnowszych osiągnięć technicznych. Możemy co najwyżej skontaktować się z drugim człowiekiem. Dlatego powinniśmy posługiwać się techniką i technologią bardzo ostrożnie, uważnie i rozsądnie. Dzisiejsze oderwanie techniki od postawy etycznej prowadzi bezpośrednio do zbrodni, nie zawsze zamierzonej. Niestety zbrodniarze wykorzystują urządzenia techniczne. Bez techniki nie jest wcale tak łatwo zabić człowieka.