5 lutego 2018

Wykłądy o godności (11)



Uporządkowanie zagadnienia godności

Ks. Biesaga w swoim artykule Osoba a normy etyczne referuje poglądy na temat godności przedstawione przez J. Seiferta w tekście The right of live and the fourfold root of human dignity zawartym w książce wydanej pod patronatem Papieskiej Akademii Życia. Referując te poglądy Autor artykułu nie podejmuje jednak żadnej analizy lub krytyki. Może to wskazywać, że zgadza się z nimi. A ponieważ nie należy powtarzać cudzych błędów, dlatego postanowiliśmy przeprowadzić krytykę poglądów Seiferta.
Za pierwsze i podstawowe źródło ludzkiej godności Seifert uważa naturę ludzkiego bytu. Jest to bezpośrednie nawiązanie do Boecjańskiej definicji osoby, gdzie rozumna natura pełni ważną rolę. Jednak na temat bytu ludzkiego nie mamy zbyt wielu informacji. Pada tylko stwierdzenie, że człowiek jest takim bytem, że istnieje na sposób osobowy. Nie jest to jednak stwierdzenie, które wychodziłoby poza definicję osoby podaną przez Wojtyłę: „osoba (...) jest to właściwy tylko człowieczeństwu sposób jednostkowego bytowania”[1].
Gdy dochodzi u Seiferta do wyjaśnienia tego osobowego sposobu istnienia, wtedy okazuje się, że osoba to jaźń natury rozumnej. Toteż osobowym sposobem bytowania staje się jaźń rozumnej natury. Seifert powiada, że podmiot ludzki wyrasta z bytu ludzkiego, ale tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi, gdyż osobowy podmiot zostaje odniesiony wyłącznie do świadomych aktów i działań, które muszą być w czymś zapodmiotowane. Nie jest jednak jasne, czy te działania są zapodmiotowane w rozumnej naturze (we władzach duchowych) , czy może w świadomości jako szczególnej podmiotowości intencjonalnej. Posłużenie się określeniem „jaźń” w definicji osoby wskazuje jednoznacznie, że mamy do czynienia z podmiotowością świadomościową. W związku z tym powstaje poważny problem, czy ludzką podmiotowość osoby należy utożsamić ze świadomością?
Otóż osoba nie jest ani jaźnią, ani podmiotową świadomością. Świadomość lub jaźń stanowią jedynie podmiotowość myślenia oraz wolności wyboru. Akty świadomościowe (które stanowią właściwie tylko intencje) stwarzają wokół nas jakąś sferę możliwości. Świadomość żyje możliwościami, zaś osoba żyje realnością.
Na zakończenie tych „ontologicznych” rozważań Seifert stwierdza, że godność ontyczna osoby wyrasta z istnienia bytu ludzkiego, a nie z tego, jakie funkcje ta osoba podejmuje. To oczywiście jest prawda, ale trzeba jasno określić pojęcie „istnienia bytu ludzkiego”. Albo próbujemy się odnieść w tym momencie do realnego istnienia bytu, albo przypisujemy jaźni lub świadomości „pomyślane istnienie” na zasadzie cogito ergo sum, czyli dokonujemy „ustanowienia realności” myślenia (jako res cogitans).
Niestety dalsze wypowiedzi Seiferta wskazują na to drugie rozwiązanie, gdyż powiada on wprost, że drugim źródłem godności jest podmiotowa świadomość. Według niego osoba aktualizuje się poprzez akty myślenia, wolności i miłości (o dziwo!). Myślenie wyróżnia ją spośród innych bytów i stąd podkreślone jest jako to, co stanowi o wyjątkowej wartości osoby.
Otóż trzeba temu radykalnie zaprzeczyć. Osoba nie aktualizuje się poprzez akty myślenia i wolności, gdyż te intencjonalne działania nie niosą ze sobą żadnej realności. Osoba aktualizuje się poprzez osobowe akty kontemplacji, sumienia (synderezy) oraz upodobania. To są właśnie akty osobowe, które niosą ze sobą realną prawdę, realne dobro i realne piękno. Dopiero dzięki tym aktom nasze władze duchowe mogą podejmować działania moralne i religijne.
W naszym umyśle pod wpływem aktów kontemplacji rodzi się słowo prawdy. W naszej woli pod wpływem aktów sumienia (zachęcających do dobra) powstaje czyn dobra, czyli akt miłości. Natomiast w naszej uczuciowości pod wpływem aktów upodobania pojawia się przeżycie piękna, które popycha nas do pięknego życia. Otóż intencje świadomościowe, czyli „akty” myślenia i wolności wyboru, nie posiadają żadnej mocy sprawczej. One zawiadują naszym ludzkim postępowaniem, ale tylko w tym zakresie, w jakim przebiega ono w sferze możliwości. Myślenie „stwarza” i otwiera przed nami przeróżne możliwości, lecz ani na odrobinę nie doskonali naszej realności. Aby człowiek mógł doskonalić i usprawniać swoją duchowość (władze duchowe) potrzebna jest realna aktywność osobowa, której bezpośrednimi sprawcami są własności transcendentalne prawdy, dobra i piękna, zawarte w osobowym istnieniu człowieka.
Myślenie nie jest poznaniem i nie daje nam prawdziwości poznania. Poznawczą zasadą naszego umysłu jest słowo prawdy, które staje się podstawą powstania sprawności wiary jako uznania realności (assensus). Natomiast myślenie wyrasta niestety z negacji realności i dlatego, jak pokazał Hegel, jest dialektyczne. Raz jest na tak, a raz na nie. Myślenie potrafi bowiem wszystko zanegować i to bez żadnego powodu. Stąd myślenie w kulturze i polityce przeciwstawia się wierze. Wiara stanowi uznanie realności, a myślenie odrzuca realność (pod eufemistycznymi pojęciami „wątpienia”, „krytyki” lub „wzięcia w nawias”).
Dlatego myślenie nie informuje nas o faktycznej realności ludzkiego bytu, lecz jedynie o zmysłowych przejawach tej realności, czyli o faktach i zjawiskach. Natomiast podmiotowość osoby radykalnie wykracza poza całą sferę zjawiskową. Osoba stanowi podmiotowość istnienia, a dzięki temu staje się samym centrum realności i aktywności ludzkiego bytu. Osoba nie jest tylko jakimś centrum świadomościowych aktów, czyli właściwie intencji poznawczych i wolitywnych. Osoba ludzka z pewnością nie jest podmiotem świadomościowym. Osoba jest podmiotem egzystencjalnym i jako podmiotowość istnienia (aktu istnienia) spełnia prawdziwe akty, które są obdarzone realnością własności transcendentalnych prawdy, dobra i piękna (które tworzą osobową podmiotowość). Dlatego osoba ma moc aktywizowania naszej duchowości, czyli naszych władz duchowych, poprzez akty kontemplacji, sumienia i upodobania. Nie może być jednak aktywizowana przez akty myślenia i wolności wyboru, bo to są „akty” tylko z nazwy, nie niosą zaś ze sobą żadnej aktywnej realności.
Godność oznacza doskonałość osoby. Oznacza realną doskonałość w postaci mocy sprawczej. Albowiem to osoba przyczynuje naturę bytu ludzkiego, zaś sama jest stwarzana przez Boga. Zatem to moc sprawcza osoby stanowiącej podmiotowość istnienia przyczynuje wyposażenie naszej rozumnej natury. Ta moc pochodzi bezpośrednio od Boga. Można więc stwierdzić, że osoba sprawia w nas rozumną duszę, natomiast życie (jako moc ożywiająca) zawarte również w istnieniu organizuje naszą cielesność. Bóg stwarza bezpośrednio istnienie człowieka, czyli osobę wraz żywotnością (mocą ożywczą). Z kolei wszystko inne dzieje się już samorzutnie na zasadzie przyczynowości wewnętrznej.
Osoba jako podmiotowość istnienia obejmuje trzy własności istnieniowe (własności transcendentalne): prawdy, dobra i piękna. Natomiast pozostałe własności nieosobowe stanowią moc ożywczą (vivere – żywotność lub życiodajność), która pozwala na organizację cielesności w żywy organizm. Na dalszym etapie rozwoju osoba uaktywnia się dzięki szczególnym aktom osobowym, których źródłem są wspomniane własności prawdy, dobra i piękna pozostające w relacji z Bogiem. Dlatego mamy trzy rodzaje aktów, które doskonalą nasze władze duchowe – umysł, wolę i uczucia. Tymi aktami są kontemplacja, sumienie i upodobanie. Akty osobowe przyjęte przez władze duchowe obdarzają je aktywnymi zasadami działania w postaci słowa prawdy, czynu dobra i przeżycia piękna.
Osobowa godność oznacza więc całą tą realność i aktywność osobowej podmiotowości istnienia. To nie jest jakaś wartość osoby, gdyż wartościowanie i wartość oznacza jedynie nasze myślenie o czymś. Jeśli przedkładamy jakąś rzecz nad inne, to znaczy, że w swoim myśleniu przypisujemy temu jakąś wartość. Ale wartość jest tylko czymś pomyślanym. Najczęściej wartość danej rzeczy określamy na zasadzie porównania z innymi rzeczami. Na przykład powiemy, że człowiek jest najwspanialszym zwierzęciem. Ujęcie aksjologiczne nie dotyczy jednak realności rozważanej samej w sobie. To jest zestawienie różnych danych poznawczych. Dlatego nasze wartościowanie najczęściej dotyczy wytworów sztuki lub techniki. Jest ono wtedy związane z użytecznością danej rzeczy. Ale określenie użyteczności nie oznacza poznania realności. A już na pewno nie ma nic wspólnego z poznaniem metafizycznym.
Otóż osoba stanowi dobro bezwzględne i nie dotyczy jej użyteczność. Stąd osoba domaga się odniesienia bezinteresownego. Wojtyła w swojej normie personalistycznej wskazywał, że osoba jest takim dobrem, któremu należy się miłość. Właśnie miłość jako pełna i doskonała afirmacja stanowi właściwe i bezinteresowne odniesienie do osoby ludzkiej (lub Boskiej).
I tutaj pojawia się kolejny problem. Jak należy potraktować miłość? Przecież w świadomościowej podmiotowości trudno doszukać się miłości. Albo więc miłość trzeba przypisać woli, albo miłość zacznie się ześlizgiwać do sfery uczuciowej i zostanie przypisana świadomości jako doznanie lub przeżycie uczuciowe. Niestety Seifert w pewnym miejscu zestawia miłość z uczuciami.
Otóż osobowe akty sumienia, które oddziałują na naszą wolę, zachęcają ją i wzywają, wprost popychają, do czynienia dobra. Można więc przyjąć, że akt sumienia (ale nie będący jakimś sądem rozumu praktycznego, lecz realnym aktem dobra) stanowiący realną aktywność obdarza naszą wolę czynem dobra, który staje się już realną zasadą chcenia i pragnienia dobra. Te podejmowane przez wolę czyny dobra (wywołane przez akty sumienia) dotyczą już bezpośrednio osobowego dobra i to one wytwarzają w woli sprawność miłości będącej afirmacją osoby. Nie ma innej drogi do osiągnięcia przez człowieka osobowej miłości.
Podsumujmy dotychczasowe rozważania. Jeśli nie chcemy żyć złudzeniami, to należy stwierdzić, że ludzka osoba w żadnym wypadku nie może być uznana za podmiotowość świadomościową. Otóż pojmowanie człowieka jako świadomości jest ślepą uliczką nowożytnej filozofii, ponieważ całą aktywność trzeba by wówczas sprowadzić wyłącznie do myślenia i wolności wyboru, które tworzą jedynie sferę intencjonalną, a ujmując to od strony ontycznej realności stanowią sferę możliwości. Przy takim założeniu następuje bowiem całkowite odebranie człowiekowi jego realności, a tym samym pozbawienie go podmiotowości osoby. Świadomość ze swoim myśleniem pozbawia człowieka kontaktu z realnością. Na gruncie myślenia i wolności wyboru nie da się bowiem zbudować żadnej łączności między osobami. Wszelka zgodność w myśleniu nie jest jeszcze łącznością osobową.
Myślenie (cogito) pozbawia człowieka wiary (credo), która jest podstawą uznania realności (zarówno własnej, jak również świata i Boga). Z kolei wolność jako możliwość wybierania odbiera naszej woli zdolność i moc czynienia dobra, co powinno być oparte na realnej zasadzie, a nie na samej możliwości wyboru, gdyż wtedy bardzo łatwo jest wybrać coś możliwego a nie realnego. Dzięki temu świadomość odbiera człowiekowi prawdziwą afirmację realnej osoby, gdyż odcina go od wewnętrznego doświadczenia aktów osobowych. Można więc stwierdzić, że świadomość jest zagrożeniem dla człowieka, a nie jego wybawieniem, skoro pozbawia go dostępu do samego centrum realności, czyli do podmiotowości istnienia, jaką jest osoba. Dlatego na koniec pojawia się wniosek, że na „aktywności” świadomościowej nie da się zbudować ani moralności, ani religijności, gdyż powstaną wtedy jedynie złudne surogaty.


[1] Osoba i czyn, s.131.

16 stycznia 2018

Co może popchnąć człowieka do nienawiści?



Co może popchnąć człowieka do nienawiści? Mogłoby się wydawać, że jest to sprawa emocji i uczuć. Z pewnością doznawane przykrości mogą wywoływać negatywne uczucia przygnębienie i zniechęcenia. Ale czy to wystarcza do wybuchu nienawiści? Można przypuszczać, że raczej nie.
Nienawiść jest raczej przemyślaną negacją. Odrzucam coś lub kogoś z wyraźnie przemyślanych powodów. Odrzucam kogoś, kogo uważam za wroga. Będzie to zrozumiałe, jeśli sądzimy, że ten ktoś zagraża naszemu działaniu lub istnieniu. Ale coraz częściej uważamy za wroga kogoś, kto myśli inaczej niż my albo nie zgadza się z naszym myśleniem. Tak dzieje się dzisiaj w polityce.
Nienawiść zostaje na ogół wywołana przez jakieś odrzucenie. Jeżeli człowiek zostaje odrzucony albo czuje się odrzucony, to najczęściej reaguje niechęcią lub wprost nienawiścią. Dotyczy to zwłaszcza odrzuconej miłości (ale także wiary i nadziei). Jeśli człowiek ma o sobie zbyt wygórowane mniemanie i nie ocenia realnie swoich dokonań, to na każdą negację swoich działań będzie reagował agresywnie, co ostatecznie może doprowadzić do wybuchu nienawiści.
Jeżeli natomiast rozpoznajemy rzeczywistość i potrafimy według tego ocenić swoje dokonania, to nie będziemy się przejmowali postronnymi ocenami. Gdy jesteśmy świadomi swoich dobrych uczynków (czynów dobra), wtedy nic nie będzie nas skłaniało do agresji czy przemocy skierowanych na zewnątrz. Przemoc i agresja rodzą się najczęściej z braku wiary we własne zdolności i dokonania. Podobnie dzieje się wtedy, gdy tracimy nadzieję na polepszenie własnej sytuacji.
To pokazuje, że nienawiść powstaje z braku miłości, wiary i nadziei. Nienawiść jest więc zaprzeczeniem osobowych działań człowieka. Jest jakąś postawą całkowitej negacji osobowości człowieka. Jeśli nie czujemy się osobą i nie potrafimy działać w sposób osobowy, to wówczas pojawia się pokusa, żeby zaatakować drugiego człowieka. Jedynie postawa osobowa jest w stanie uchronić nas przed brakiem szacunku dla drugiego człowieka (dla Innego). Otóż personalizm podpowiada nam, że należy odnosić się z szacunkiem do każdej osoby, ale właśnie osoby a nie działań czy poglądów człowieka. Szacunek należy się samej osobie człowieka, bo w niej zawiera się realna doskonałość przypisywana człowiekowi. Dlatego powinniśmy umieć wydobyć to, co osobowe w człowieku, czyli prawdę, dobro i piękno.
Osoby człowieka nie da się nienawidzieć. Jeżeli potrafimy się odnieść do osoby drugiego człowieka, to będziemy mogli go pokochać, uwierzyć mu i pokładać w nim nadzieję na piękne życie. Przed nienawiścią chroni nas zarówno osobowa miłość jak i nadzieja na piękne życie.
Nienawiść rodzi się zatem z braku szacunku dla osoby drugiego człowieka. Gdy nie dostrzegamy i nie uznajemy osoby w drugim człowieku, wtedy nie znajdziemy w sobie szacunku dla jego osoby. A wówczas próbujemy pomniejszyć znaczenie tego człowieka albo wprost chcemy go poniżyć, ponieważ wydaje się nam, że ten ktoś wyrasta ponad nas samych. Toteż niejako broniąc się stajemy się agresywni i wzbiera w nas niechęć oraz nienawiść do tego człowieka.
Trzeba znać własną wartość i godność, żeby dostrzec to samo w drugim człowieku. Tylko rozpoznanie osobowej godności może wzbudzić w nas szacunek dla drugiego człowieka. Poszanowanie godności osobowej najskuteczniej chroni nas przed nienawiścią.
Ludzie bardzo często żądają dla siebie bezwarunkowej akceptacji i afirmacji, lecz błędnie odnoszą to do swojej natury a nie osoby. A przecież to właśnie osoba zasługuje na pełną afirmację, natomiast nasza natura zawsze pozostaje niedoskonała, słaba i ułomna. Dla człowieka osiągnięcie doskonałości pod względem natury jest niezmiernie trudne. Angielskie określenie nobody is perfect odnosi się właśnie do ludzkiej natury. Dlatego błędem jest wychwalanie natury człowieka (w historii filozofii utarło się mniemanie, że człowiek z natury jest dobry, czyli ludzka natura jest czymś dobrym), gdyż każdy człowiek ma pod tym względem swoje silne i słabe strony. Jednak pod względem osoby każdy posiada doskonałość godności osobowej. Godność osoby jest czymś niezbywalnym, nawet jeśli jej zupełnie nie używamy na poziomie natury (duszy i ciała).
Otóż doskonałość moralna człowieka polega na transponowaniu wartości osobowych (prawdy, dobra i piękna) na działania natury (wypowiadanie słowa prawdy, dokonywanie czynów dobra oraz przeżywaniu piękna i cieszeniu się z tego).
Przed nienawiścią będzie nas chronić osobowa moralność i religijność. Wiara w osobowego Boga pozwala nam odkryć osobę w człowieku, a to już rodzi w nas wiarę, nadzieję i miłość jako działania osobowe. Działania nakierowane na osobę ludzką i jej godność tworzą rzeczywista postawę moralną. Istotą postawy moralnej człowieka jest szacunek dla osoby drugiego człowieka i realizacja natury ludzkiej w perspektywie godności osobowej, a nie oderwanie natury od osoby i przeciwstawienie jej.

16 grudnia 2017

Spis treści od poczatku bloga

1.   Moja wizja metafizycznego personalizmu (1)
2.   Słownik personalistyczny 2017 (60)
3.   Słownik antropologiczno-społeczny (63)
4.   Podstawowy zestaw osobowy (10)
5.   Propozycja dla Młodych (23)
6.   Personalistyczne cele człowieka (3)
7.   Narodziny moralności (11)
8.   Personalizm społeczny (5)
9.   Moje poszukiwania realnego człowieka (60)
10. Nowy słownik personalistyczny 2013 (60)
11. Traktat o kobiecie (6)
12. Słownik życia i uczuć (40)
13. Słownik personalistyczny 2007 (60)

2 grudnia 2017

Moja wizja metafizycznego personalizmu



To, co tradycyjnie zaliczano do ludzkiej natury, nie obejmuje całego człowieka. Naturą człowieka nazywamy bowiem tylko to, co obejmuje duszę i ciało. Natomiast pełne człowieczeństwo musi zawierać jeszcze osobę. Przecież to właśnie osoba, czyli podmiotowość istnienia, została stworzona jako uduchowiona i ucieleśniona.

Filozofia od czasów starożytnych skupiała się na poznawaniu i opisywaniu ludzkiej natury, czyli duszy i ciała. Ale takie podejście doprowadziło do wypreparowania zdolności duchowych i cielesnych, a w dalszej konsekwencji oderwania ich od osobowej egzystencji (podmiotowości istnienia). Taka sytuacja zaowocowała naturalistycznym pojmowaniem człowieka. Na koniec zaczęto poszukiwać łączności człowieka ze światem przyrody, aby wreszcie stwierdzić, że jest on (w całości) wytworem ewolucji przyrodniczej. W ten sposób nawet duchowość człowieka sprowadzono do przejawów wyższej organizacji cielesności.

Dziś nauka twierdzi, że mózg powstał i rozwinął się w wyniku procesu ewolucyjnego, zaś myślenie jest tylko doskonałą funkcją mózgu (czyli zdolnością tworzenia narzędzi i posługiwania się nimi). Jednak w ten sposób nie da się wytłumaczyć powstania wiedzy pojęciowej, której człowiek uczy się w czasie swojego rozwoju i dojrzewania. Wiedza pojęciowa wyrasta z naszej zdolności myślenia, która jest jakimś abstrahowaniem i uogólnianiem treści. Jak bowiem wyjaśnić fakt, że nasze myślenie pomija różne rzeczy nieistotne, natomiast wyróżnia i eksponuje pewne inne rzeczy biorąc je za coś istotnego (istotnie ważnego).

Dlatego nie da się zredukować duchowości człowieka do jakichś doskonałych funkcji narządów cielesnych. Ponieważ nasza duchowość ma swoją przyczynę w osobowej podmiotowości istnienia, skąd duchowość czerpie odpowiednią moc sprawczą do działania. Bez tego realnego wsparcia nie byłoby możliwe działanie władz duchowych – umysłu, woli oraz uczuciowości.

Aby nasza duchowość mogła działać w sposób osobowy, czyli stricte po ludzku, musi być przyczynowo wsparta przez sprawczą moc osoby oraz umocniona aktywnością osobową, czyli aktami kontemplacji, sumienia i upodobania. Niestety bez tego wsparcia ze strony aktów osobowych władze duchowe pozostają zdane jedynie na działania pozorne. Takie pozorne działania przestają odnosić się bezpośrednio do osobowej podmiotowości człowieka, natomiast sprawdzają się jedynie w odniesieniu do substancjalnej przedmiotowości rzeczy (czyli substancji cielesnych).

Toteż myślenie naszego umysłu jako działanie pozorne nie dotyczy poznania osoby człowieka, lecz poprzestaje na ujęciu jego przedmiotowości posługując się treściami zmysłowymi. Podobnie wybór jako pozorne działanie woli nie obejmuje chcenia i pragnienia realnej osoby, a jedynie odnosi się do różnych elementów lub właściwości cielesnych określających substancjalną przedmiotowość człowieka. Również doznawanie przyjemności jako pozorne działanie naszej uczuciowości nie dotyka osoby ludzkiej w jej realnym pięknie życia, lecz obejmuje jedynie przyjemności cielesne wywoływane przez kontakt cielesny z drugim człowiekiem.

Jeżeli nasza duchowość oderwie się od aktywności osobowej, wówczas ogranicza się do działania pozornego, czyli do działania w sferze możliwości. Zanika wtedy kontakt z realnością człowieka, a pozostaje nam jedynie tworzenie własnych wyobrażeń, pojęć i idei, własnych marzeń i pragnień, własnych doznań i uzależnień (nałogów). Okazuje się jednak, że człowiek potrafi przyzwyczaić się do tych pozorów i żyć w sposób pozorowany, potrafi zachwycać się różnymi możliwościami działania, które nie tworzą niczego realnego, ani nie przysparzają nam realnych relacji osobowych.

Musimy pamiętać, że w życiu człowieka najważniejsze jest spotkanie i obecność drugiego człowieka. Najważniejsze jest spotkanie osobowe. Spotkanie twarzą w twarz, czyli spotkanie osoby z osobą. Otóż takie spotkanie nie dokonuje się z udziałem działań pozornych. Ono wymaga rzeczywistych działań osobowych. Skąd się biorą działania osobowe?

Działania osobowe mają swój początek w aktywności osobowej podmiotowości istnienia. Własności osobowe, w które wyposażony jest podmiot osobowy, a które otrzymaliśmy od Boga w akcie stwórczym, dysponują realną mocą sprawczą. To one wpływają na powstanie lub wyłonienie się naszej duchowości (władz duchowych). Te osobowe własności pozwalają również na nawiązanie relacji osobowych na poziomie istnienia (na poziomie naszej egzystencji). Nawiązanie takich relacji powoduje wzmożoną aktywność podmiotowości istnienia (naszej osoby). Wydaje się, że chodzi tutaj o nawiązanie relacji z Osobami Boskimi albo z osobami Świętych Pańskich.

Aktywność osoby przejawia się w postaci aktów kontemplacji (własność prawdy), sumienia (własność dobra) oraz upodobania (własność piękna). Inaczej mówiąc, aktywność, czyli moc sprawcza, prawdy przejawia się jako akty kontemplacji docierające do naszego umysłu. Aktywność dobra przejawia się jako akty sumienia oddziałujące na naszą wolę. Natomiast aktywność piękna przejawia się jako akty upodobania wpływające na naszą uczuciowość.

Jeśli pozostajemy w stanie czystości duchowej, wtedy nasze władze duchowe mogą z łatwością przyjąć oddziaływanie odpowiednich aktów osobowych. Jeżeli zaś nasze władze duchowe są obarczone zbyt wieloma działaniami pozornymi, wówczas nie są wcale skłonne poddać się działaniu aktów podmiotu osobowego. Okazuje się, że na co dzień nie jesteśmy zupełnie wyczuleni na osobową aktywność. Dlatego też należy przyjąć, że konieczne jest jakieś oczyszczenie naszej duszy (władz duchowych). W tradycji chrześcijańskiej czymś takim jest rachunek sumienia (raczej rozpoznanie świadomości moralnej) oraz spowiedź i pokuta. Jest to niezbędny wstęp do podjęcia życia osobowego, czyli życia poświęconego wspólnocie osobowej (rodzinnej lub religijnej).

Co się dzieje, gdy przyjmiemy osobową aktywność naszej egzystencji (podmiotowości istnienia)? Te osobowe akty przyjmują nasze władze duchowe. Przyjęcie aktów osobowych skutkuje pojawieniem się we władzy duchowej odpowiedniej zasady do spotkanie i kontaktu osobowego. Wtedy powstaje w tej władzy albo wprost wytryska źródło umożliwiające bezpośredni kontakt z inną osobą. Przybiera to postać osobowego działania nakierowanego na własności osobowe.

Tak więc w naszym umyśle rodzi się słowo prawdy, które umożliwia nam bezpośredni kontakt z osobowa prawdą drugiego człowieka. Natomiast w woli pojawia się czyn dobra, który jest nastawiony i skierowany bezpośrednio na osobowe dobro drugiego człowieka. Z kolei w naszej uczuciowości występuje przeżycie piękna, które umożliwia przeżywanie osobowego piękna drugiego człowieka, czyli przeżywanie piękna życia.

W tej sytuacji powinniśmy zachować i podtrzymywać te zasady osobowego życia obecne w naszych władzach duchowych. Tylko one są bowiem w stanie zapewnić nam działania osobowe, które są konieczne do stworzenia osobowej wspólnoty, jaką jest przede wszystkim rodzina.

Jako osoba człowiek powinien wzrastać i rozwijać się w rodzinie. Rodzina jest bowiem wspólnotą osobową, a nie żadną instytucją czy komórką społeczną. Tylko w rodzinie człowiek może doświadczyć i poznać relacje osobowe. Tego nie znajdziemy w żadnej instytucji państwowej czy publicznej. Szkoła jest w stanie przekazać dziecku wiedzę, może wdrożyć je w ogólne formy zachowań społecznych (proszę, dziękuję, przepraszam), lecz nie potrafi wychować dziecka do relacji osobowych. Dlatego instytucja szkolna nie zdoła obdarzyć młodego człowieka relacjami osobowymi wiary, miłości i nadziei. Takie rzeczywiste relacje możemy odnaleźć jedynie w kręgu wspólnoty osobowej, czyli w rodzinie.

Właśnie w rodzinie możemy nauczyć się wierności słowu prawdy, afirmacji i zamiłowania do czynów dobra oraz wrażliwości na piękno życia. Dla wzajemnego dialogu i porozumienia w rozmowie potrzebna jest wierność słowu prawdy, czyli wierność prawdziwemu przekazowi na temat realności człowieka i świata. Dla podejmowania i realizacji trudnych działań, dla wzajemnej współpracy niezbędne jest zamiłowanie i pragnienie czynów dobra, a nie wybieranie jakichś pozornych działań w sferze możliwości. Z kolei dla pełnego rozwoju życia konieczna jest szczególna wrażliwość na piękno ludzkiego życia. Życie każdego człowieka posiada szczególny znak osobowego piękna, dlatego wymaga poszanowania, troski i ochrony od samego początku.

Co najbardziej przeszkadza człowiekowi w realizacji życia osobowego? Wydaje się, że główną przeszkodą jest gwałtowny i niekontrolowany rozwój różnych technologii. Ludzie zadawalając się wszelkimi zdobyczami technicznymi uważają, że najważniejsza jest doskonałość rzeczy zewnętrznych, ale zapominają zupełnie o swoim wnętrzu. Wydaje im się, że osiągną doskonałość posługując się coraz lepszymi maszynami i urządzeniami technicznymi (np. elektroniką). Ale to nie są przecież żywe urządzenia, które mogłyby zrozumieć nasze żywe człowieczeństwo. Z maszyną nie spotkamy się twarzą w twarz, nie doświadczymy osobowej obecności.

Maszynami możemy się tylko posługiwać, a posługując się nimi traktujemy je wyłącznie użytecznie, czyli oceniając, czy są przydatne, czy nie do naszych działań. Jeżeli pracujemy zawodowo przez cały dzień z różnymi urządzeniami biurowymi lub produkcyjnymi, to podejście użytecznościowe narzuca się nam coraz bardziej. Stąd współczesny człowiek ma coraz mniej czasu na osobowe obcowanie we wspólnocie, na czym cierpi jego rodzina. W związku z tym również relacje w rodzinie ulegają uprzedmiotowieniu. Dzisiaj niekiedy traktuje się rodzinę jak dobrze (lub źle) zarządzane przedsiębiorstwo. Każdy ma do spełnienia określoną funkcję, z czego jest rozliczany w jakimś momencie. To powoduje, że relacje osobowe zanikają nawet w rodzinie – w ostatniej dostępnej na co dzień wspólnocie osobowej.

Czego możemy się więc spodziewać? Chyba tylko ogólnej dehumanizacji życia. Już dziś dehumanizacja w polityce przybrała zastraszające rozmiary. To rzutuje niestety na resztę społeczeństwa. Fala wzajemnej nienawiści przybiera na sile. Jeśli nie odmienimy siebie samych, to czeka nas chyba jakieś wojenne tsunami.

Oczywiście człowiek ma jeszcze schronienie we wspólnocie religijnej. Ale to musi być wspólnota skupiona wokół Osobowego Boga. Inaczej religia bardzo łatwo przybiera formę sekciarską lub ideologiczną, a niekiedy nawet formę ideologii walczącej (patrz islam). Czy religia może obronić dzisiaj człowieka przed postawą utylitarystyczną (przed nieograniczonym użytkowaniem technologii)? Nie jest to wcale takie oczywiste, gdyż trzeba by zanegować samą ideę rozwoju technologicznego, co na dzisiaj wydaje się niemożliwe. Czy zatem można ten rozwój poddać jakiejś ocenie religijnej lub humanistycznej (czy personalistycznej)? Okazuje się, że ludzie kochają żyć w sposób łatwy i przyjemny (a technologia tak ma), i nie sposób namówić ich do wyrzeczeń. Widzimy, jak ogromne pieniądze idą na badania naukowe i rozwój technologiczny. Tego szaleństwa nie można już powstrzymać!

Czego więc powinniśmy poszukiwać we wspólnocie religijnej, właściwie w Kościele? Na pewno nie chodzi o potwierdzenie własnych poglądów, własnego myślenia czy własnych decyzji. Musimy sobie zdawać sprawę, że wiara religijna pociągnie nas w głąb samych siebie, że zaproponuje otwarcie naszej osobowej podmiotowości i skieruje nas w stronę Osobowego Źródła wszelkiej aktywności, czyli w stronę Osobowego Boga. Jeżeli wiara religijna nie wskazuje nam Osobowego Boga, to możemy uznać, że mamy do czynienia z jakimś sekciarskim pomysłem ludzkim albo z ideologią religijną. Podstawą prawdziwej religijności jest spotkanie z Osobowym Bogiem. Człowiek potrzebuje właśnie takiej religijności. Chcemy więc zanurzyć się w religijnej wspólnocie wyznającej Osobowego Boga i skupionej wokół Niego.

Na co musimy zwrócić szczególną uwagę? Otóż tym, co ma dla nas ludzi pierwszorzędne znaczenie, jest moc łaski Bożej. Człowiekowi potrzebna jest łaska. Kościół Katolicki głosi, że łaska Boża jest do zbawienia niezbędnie konieczna. Lecz należy przyjąć, że łaska Boża jest człowiekowi potrzebna także w życiu codziennym. Może właśnie najbardziej w życiu codziennym. Dlaczego potrzebna jest nam łaska Boża?

Otóż religia chrześcijańska od czasów Augustyna mówi o oświeceniu, jakie płynie do nas od Boga. Bóg oświeca człowieka właśnie przy pomocy łaski. Bóg obdarza naszą osobę szczególną mocą, czyli darem łaski, co sprawia wzmożoną aktywność naszej osoby. Zostają pobudzone własności osobowe (dobro, prawda i piękno), które wysyłają swoje akty osobowe w kierunku władz duchowych. Mamy wtedy do czynienia z aktami sumienia (własność osobowego dobra), dalej z aktami kontemplacji (własność osobowej prawdy) oraz z aktami upodobania (własność osobowego piękna). Taka aktywność naszej osoby (podmiotu egzystencjalnego) pobudzonej przez łaskę posiada właśnie charakter oświecenia. To oznacza, że osobowe akty oświecają właśnie władze duchowe sprawiając w nich odpowiednie zasady osobowego działania człowieka.

I tak akty sumienia wywołują w naszej woli czyny dobra, a w konsekwencji również cnotę miłości osobowej (caritas). Z kolei akty kontemplacji rodzą w umyśle słowo prawdy, co następnie skutkuje powstaniem cnoty wiary (fides). Wreszcie akty upodobania sprawiają w naszej uczuciowości przeżycia piękna, które stanowią przede wszystkim akceptację pięknego życia, co prowadzi do powstania cnoty nadziei (spes – nadziei na życie wieczne). Cały ten proces oświecania naszych władz duchowych pokazuje ewidentnie, jaką moc posiada łaska Boża i dlaczego jest ona potrzebna również na co dzień, a nie tylko od święta.

Człowiek żyje, działa i rozwija się we wspólnocie rodzinnej (wspólnocie osobowej). Dlatego powinien umieć współtworzyć taka wspólnotę. Konieczne są do tego właśnie działania osobowe, które są skierowane bezpośrednio do osoby drugiego człowieka. Wymagane jest tutaj słowo prawdy, czyn dobra oraz przeżycie piękna. W naszych codziennych kontaktach przekłada się to na wierność słowu prawdy, na zamiłowanie do czynów dobra, a także na wrażliwość na piękno życia, czyli na przeżywanie piękna osobowego. Dopiero taką postawę możemy nazwać w pełni personalistyczną.

Personalizm proponuje nam wiarę w osobę (wiarę w osobową podmiotowość istnienia), proponuje miłość dla tej osoby, a na koniec nadzieję na piękne życie osobowe we wspólnocie rodzinnej. Ale nie chodzi tutaj o dawny personalizm Mouniera albo Schelera. My mamy wizję personalizmu metafizycznego.

Personalizm metafizyczny odkrywa realną podmiotowość istnienia jako podmiot osobowy. Tym samym przeciwstawia się wszelkim postaciom naturalizmu, który sprowadza człowieka do poziomu ludzkiej natury, aby ostatecznie poszukiwać początków człowieczeństwa w ewolucji przyrody. Nasz personalizm przeciwstawia się również różnym formom wypreparowanego racjonalizmu (w tym także fenomenologii), czyli tym wszystkim nurtom, które stawiają na ludzkie myślenie. Powoduje to oderwanie duchowości człowieka od źródła realności, a wtedy trzeba poszukiwać doskonałości człowieka w myślącym rozumie albo świadomości. Przy czym nikt się nie zastanawiał, że ani myślący rozum, ani świadomość nie dysponują odpowiednią mocą sprawczą do tego, żeby poruszać człowiekiem i być przyczyną jego aktywności. Otóż myślący rozum (świadomość) dysponuje jedynie pomyślanymi treściami pojęciowymi, które mogą stanowić co najwyżej jakąś motywację do różnych sposobów działania, lecz samo działanie (możliwość działania) musi posiadać rzeczywistą przyczynę, która będzie miała postać aktu a nie tylko możności.

Jeżeli nie poznamy pełnego człowieczeństwa w całej jego realności, to nie mamy co dyskutować o celach ludzkiego życia i działania. Ponieważ bez całościowej wiedzy o człowieku bardzo łatwo zejść na manowce cząstkowych rozwiązań. W ten sposób zrodził się empiryzm i racjonalizm, psychologizm lub socjologizm. Każda z tych propozycji opowiada nam coś o człowieku, lecz jednocześnie absolutyzuje lub uogólnia swoje stanowisko. Najlepiej pokazał to Levinas twierdząc, że cechą świadomości jest to, że się wyabsolutnia. Ja powiem, że to ludzkie myślenie najchętniej się wyabsolutnia, czyli traktuje swoje poglądy jako coś absolutnie niepodważalnego. Dlatego powinniśmy szukać rozwiązań realistycznych. Czymś takim jest właśnie metafizyczny personalizm.